Logo Przewdonik Katolicki

Gdy wszystko „się należy”

Bogna Białecka, psycholog
fot. Antonio Rodriguez/Adobe Stock

Pomaganie innym jest naturalną rzeczą. Co jednak robić, gdy inni zaczynają nas wykorzystywać?

Pani Aldona zajmuje się domem, dlatego nigdy nie miała nic przeciw temu, żeby wyświadczyć drobną przysługę sąsiadce. Sąsiadka a to prosiła, by przy okazji zakupów jej coś kupić, a to by zająć się dzieckiem na pół godzinki. Do pewnego momentu wszystko było dobrze, jednak prośby stawały się coraz częstsze. Zmienił się też ton głosu sąsiadki. Praktycznie przestała prosić, a zaczęła uważać za oczywiste, że Aldona wszystko czego potrzebuje, wykona.
Wielu z nas zdarzyło się wyświadczyć innym drobną czy większą przysługę, pomoc. Robimy to z dobroci serca i jest to całkowicie naturalne, możemy jednak trafić na ludzi roszczeniowych, uważających za oczywiste, że cały świat ma zaspokajać ich potrzeby, bo przecież są w tak trudnej sytuacji jak nikt inny. Jak z nimi postępować?

Pogódź się z rzeczywistością
Pierwsza rzecz: warto zdać sobie sprawę, że nie ma co liczyć na zmianę roszczeniowej osoby. Jej cały świat kręci się wokół przekonania, że jej naprawdę „należy się”. Z wielu powodów – trudna sytuacja życiowa, niemożność samodzielnego poradzenia sobie z problemami, bezradność, pech itp. A zatem jeżeli liczysz na to, że usłyszysz „dziękuję”, lub co więcej – dana osoba ci się zrewanżuje – marne szanse.
Tym, kto może się zmienić, jesteś ty. Możesz nauczyć się odmawiać bez poczucia winy, zachowując jednocześnie pełnię kultury osobistej. To jest pierwsze wyzwanie: pogodzić się z faktem, że masz wpływ na swoje reakcje, nie na to, co będzie o tobie myślała czy czuła druga osoba. Co prawda, gdyby wiele osób z otoczenia osoby roszczeniowej wspólnie przestało poddawać się manipulacji, musiałaby się zmienić, jednak to mało realistyczne.

Naucz się kulturalnie odmawiać
Warto się zastanowić, co chcesz osiągnąć, mówiąc „nie”. Czy chcesz przekonać drugą osobę o swojej racji siłą i merytorycznością swoich argumentów? Już powiedzieliśmy sobie, że to się nie uda. Dlatego odpuszczamy sobie element perswazji i argumentacji i koncentrujemy się na celu rzeczywistym – zakomunikowaniu drugiej osobie jednoznacznie, że nie spełnimy jej prośby i nie zmienimy zdania.
Istnieje z dawna sprawdzony schemat, jak taką odmowę można sformułować. Zaczyna się od krótkiego, konkretnego przedstawienia swojego oglądu sytuacji – fakty i opinia. Na przykład: „Po raz kolejny prosisz mnie, bym zaopiekowała się twoim dzieckiem, lubię to robić od czasu do czasu, jest przemiłym dzieckiem, jednak z mojego punktu widzenia prosisz mnie o to zbyt często”.
Co ważne, unikajmy tu oskarżeń, przypisywania drugiej osobie negatywnych intencji, ataku. Czyli absolutnie zakazane jest rzucanie sformułowaniami typu: „wykorzystujesz mnie” czy „mam dość twojego manipulanctwa”. Opisujemy suche fakty, dodając informacje o swoich odczuciach, emocjach.
Potem następuje konkretna odmowa wprost. Co to znaczy wprost? Nie szukaj usprawiedliwień, wymówek. Jeśli to zrobisz, będziesz nadal często nagabywany o przysługę. Nie wyzwoliłeś się z więzów prób manipulacji poczuciem winy, tylko je odroczyłeś na chwilę. Nie mów zatem np. „Dziś nie, bo boli mnie głowa” albo: „No niestety, ale dziś nie mogę, bo mi coś wypadło”, powiedz wprost: „Nie zrobię tego”.
Jeżeli (a raczej GDY) druga osoba zacznie cię oskarżać o brak współczucia, zrozumienia jej sytuacji czy będzie próbować wpędzić w poczucie winy, dodaj wytrych: „To twoja opinia, ja myślę o tym inaczej”.
Bardzo ważne – zachowaj przy tym kulturalny, ciepły i uprzejmy spokój. To nie ma sprawiać wrażenia agresywnego „nie obchodzi mnie, co czujesz, myślisz, czego potrzebujesz”.
Jeżeli uważasz, że warto załagodzić cios, możesz dodać: „Oczywiście nie oznacza to, że nigdy ci nie pomogę, po prostu nie będę pomagać aż tak często”.

Jeżeli pierwsze „nie” nie zostanie przyjęte do wiadomości
Jest dość prawdopodobne, że za pierwszym razem odmowa zostanie potraktowana jako chwilowy „kaprys”. Oto ktoś wyłamał się ze sprawdzonego i przepracowanego wielokrotnie schematu manipulacji wzbudzanym poczuciem winy. Za chwilę zaczyna się drugie podejście, druga próba nakłonienia do tej samej przysługi. W tym momencie zamiast wdawać się w negocjacje czy dyskusje, warto zastosować technikę zdartej płyty, czyli cokolwiek rozmówca powie, powtarzać ten sam, łagodnie, a jednocześnie stanowczo sformułowany komunikat.
Możesz usłyszeć: „No ale chyba żartujesz, wiesz, w jak trudnej sytuacji jestem, a dla ciebie to przecież drobiazg”, na co odpowiedzią będzie: „Rozumiem, że to dla ciebie trudne, jednak nie zrobię tego”. Pojawia się kolejna porcja argumentów, prób negocjacji, wzbudzania poczucia winy, na którą reagujesz jak wspomniana zdarta płyta, powtarzając swoją odmowę: „Rozumiem, że jest ci przykro, jednak nie zrobię tego”. Zwykle po kilkakrotnym spokojnym powtórzeniu komunikatu zdartej płyty do rozmówcy dociera, że już nic nie wskóra i nie zmienisz zdania.

Radzenie sobie z toksycznymi reakcjami na odmowę
Niektóre osoby będąc informowane o odmowie udają, że nie słyszą tego komunikatu, wpadają w złość, oskarżają o złe intencje czy atakują coś, co jest dla rozmówcy wartościowe. Na przykład: „Łatwo ci odmawiać, zobaczysz jak kiedyś twoje dziecko będzie chore i nikt nie będzie chciał ci pomóc, bo jesteś bez serca”. Nie ma co wdawać się w spiralę oskarżeń. Zamiast tego nazwij emocje, które widzisz oraz (lub) swoje emocje. Na przykład: „Widzę, że jesteś zdenerwowana”. „To, że mnie oskarżasz, zniechęca mnie do pomocy tobie. Czy właśnie to chcesz osiągnąć?”.
Nawet jeśli rozmówca ucieknie od tematu lub wejdzie w dalsze oskarżenia, właśnie doświadczył komunikacji wprost, a zatem nowego podejścia do komunikacji. Gdyby więcej osób z nim rozmawiało w ten sposób, może nauczyć się bardziej konstruktywnego sposobu rozmowy. Jednak, jak już wspomniałam, to trudne.

Podejdź do konfrontacji z miłością
Warto pielęgnować w sobie postawę pełnego miłości bliźniego współczucia. Uczymy się odmawiać z miłością bliźniego w sercu. Brzmi paradoksalnie, ale to klucz powodzenia. Zachowanie spokoju i kultury osobistej jest możliwe, gdy pamiętamy, że nasz rozmówca najprawdopodobniej nie ma w sobie złej woli. Po prostu nauczył się takiego kulawego i manipulacyjnego sposobu komunikacji. Nie potrafi inaczej. My potrafimy (czy staramy się tego nauczyć) i właśnie dlatego możemy odmawiać w spokojny, a zarazem szczerze przyjazny sposób.
Dlatego niczego, co powie roszczeniowy rozmówca w odpowiedzi na odmowę, nie bierz osobiście do siebie. On tak funkcjonuje w każdej praktycznie relacji. Traktuje tak nie tylko ciebie, ale każdą inną osobę.
Współczucie nie oznacza jednocześnie przyzwolenia na to, by druga osoba na przykład obrzucała cię wyzwiskami. Marc Chernoff, autor wielu książek dotyczących relacji, opisał kiedyś swoje doświadczenie z osobą, której wszystko uchodziło na sucho ze względu na chorobę. Był to pacjent o imieniu Dennis, z chorobą afektywną dwubiegunową, który od czasu do czasu wybuchał, obrzucając innych wulgaryzmami. Nikt z tym nic nie robił, bo wiadomo – chory nie panuje nad sobą. Do momentu, gdy zaczął z nim pracować Marc. Któregoś dnia byli na spacerze w parku, gdy Dennis zaczął bluzgać. Terapeuta spokojnie i przyjaźnie poprosił: „Przestań w ten sposób do mnie mówić, wiem, że jesteś miłą osobą i stać się na coś lepszego”. Dennis umilknął na dłuższą chwilę, bo pierwszy raz w życiu usłyszał podobną rzecz. A potem powiedział: „Przepraszam, że byłem wredny”.
Oznacza to, że swoją pozytywną postawą, unikaniem wdawania się w agresywną wymianę zdań i eskalację oskarżeń możesz lepiej pomóc osobie roszczeniowej, niż ulegając jej manipulacjom lub wchodząc w konfrontację, podtrzymującą iluzję, że cały świat jest przeciwko niej. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki