Logo Przewdonik Katolicki

Pole bitwy o pamięć

Paweł Stachowiak
fot. Marcin Kmieciński PAP

11 listopada nie jest świętem jednowymiarowym. Duma narodowa jednych krzyżuje się z odcinaniem się od Marszu Niepodległości drugich. Emocjonalne rozdwojenie przeżywania uczuć patriotycznych ma swoje historyczne korzenie.

I znów zbliża się dzień Święta Niepodległości. Mam świadomość, że w tym zdaniu pobrzmiewa coś na kształt znużenia, raczej niewielu czeka nań z dreszczem radosnej ekscytacji. Spodziewamy się zgromadzonych tłumnie ludzi wyrażających swoją dumę z narodowej przynależności, ale z drugiej strony wśród nich obrazki płonących rac czy skandowania nienawistnych haseł. Nie jest to bynajmniej obraz jednowymiarowy, jednoczący wszystkich Polaków. Wiem, nie wszędzie jest tak, jak w centrum stolicy. Poznań ze swoją piękną tradycją świętomarcińską, wspólne śpiewanie pieśni patriotycznych, nawet rodzący się zwyczaj delektowania się gęsiną, powodują, że święto zaczyna obrastać tkanką radosnych i miłych rytuałów. Jednak na razie wciąż góruje przekonanie, że jest to czas niepokoju, eksponowania skrajnych i radykalnych przekonań różnych stron polskiego konfliktu. Jakoś nie potrafimy nawiązać do wzorców amerykańskiego 4 lipca czy francuskiego 14 lipca. Niestety, ten brak wspólnoty w świętowaniu 11 listopada ma bardzo dawną genealogię i nie jest bynajmniej efektem aktualnej „wojny polsko-polskiej”. Właściwie od samego początku, od ustanowienia tego dnia świętem narodowym w 1937 r., trwały wokół niego spory. Tak było i jest z jednego, podstawowego względu, zarówno wtedy, jak również dziś pozostaje ono polem bitwy różnych wizji historii Polski, miejscem walki o kształt polskiej pamięci, a zatem przejawem tzw. polityki historycznej, słuszniej zwanej polityką pamięci.
 
Przypadek szczególny
Obchody rocznic ważnych wydarzeń są częścią patriotycznych rytuałów każdej wspólnoty, jednak przypadek polski zdaje się szczególny. Polska tożsamość narodowa wyrosła bowiem nie na sile politycznej czy ekonomicznej, ale na wspólnocie kultury, której istotnym składnikiem jest pamięć historyczna i wszystko, co ją kształtuje i utrwala. Dla Polaków od dawna były więc rocznice okazją do szczególnie intensywnych demonstracji narodowych emocji, eksponowania dumy, żałoby, pielęgnowania wspólnoty, ale również wyrażania haseł i zachowań wykluczających wszelkich „obcych”. To bardziej czas wzmożenia i napięcia niż spokoju i integracji. Rocznice bywały też w naszym kraju ściśle sprzężone z bieżącą polityką, wykorzystywane przez państwo i rządzące nim stronnictwo, ale również przez inne opozycyjne ugrupowania, do wzmocnienia swych wpływów. 

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 45/2019, na stronie dostępna od 26.11.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki