Logo Przewdonik Katolicki

Znak pokoju

Natalia Budzyńska
fot. materiały prasowe

​Boże Ciało, najnowszy film Jana Komasy, polski kandydat do Oscara, to uniwersalna przypowieść, która przynosi oczyszczenie. Nieoczywisty moralitet, który wskazuje na to, co najważniejsze: przebaczenie i pojednanie.

Nie skrzy się tu i nie błyska od efektów specjalnych, do których Jan Komasa w poprzednich swoich filmach (Sala samobójców i Miasto 44) nas trochę przyzwyczaił. Boże Ciało jest filmem zaskakująco analogowym. Możemy też pożegnać Komasę jako reżysera pokolenia młodych, który w swoich filmach porusza ich problemy ściśle związane ze światem, w jakim żyją. Teraz powstał obraz uniwersalny, opowieść o każdym. Problem jest zawsze i wszędzie ten sam: brak porozumienia, brak przebaczenia, rozłam, nienawiść. Komasa umieścił tę historię, zresztą opartą na prawdziwym wydarzeniu, w Polsce, ale przecież to jest nie tylko problem polski. Człowiek ma to do siebie, że szuka swojej racji i nie potrafi żyć w jedności, dlatego uważam, że recenzenci piszący o „polskim piekle”, jakie ten film pokazuje, traktują go wyjątkowo powierzchownie. Uniwersalne przesłanie Bożego Ciała jest jego wielką zaletą. Jeśli potraktujemy ten film poważnie, wyjdziemy z kina wstrząśnięci. Być może wszyscy żyjemy w traumie i potrzebujemy oczyszczenia.

W nowej roli
Trudno uwierzyć, że ta historia mogła się wydarzyć. Scenarzysta, Mateusz Pacewicz, opisał ją, korzystając z reportażu zamieszczonego w „Dużym Formacie”. W 2011 r. do jednej z mazowieckich wsi przyjechał młody chłopak, który podał się za księdza na urlopie. Wiedział, że proboszcz choruje, zaoferował swoją pomoc. Przez dwa miesiące odprawiał Msze św., spowiadał, chrzcił dzieci, chował zmarłych. Nie robił tego dla zysku, nie robił też dla hecy. Szybko zaakceptowano jego niekonwencjonalne metody ewangelizacyjne, mieszkańcy byli zachwyceni jego „kazaniami”, choć wcale im nie kadził. Mówił prostym językiem, nie korzystał z bryków homiletycznych, dawał dobre rady od serca, miał czas dla wiernych, spędzał z nimi czas. Czasem dziwiono się, że potrafił zakląć albo że coś pomylił podczas odprawiania liturgii, ale przecież sam powiedział, że dopiero skończył seminarium, więc wszystko wydawało się jasne. Niektórym jednak nie zgadzał się wiek, „ksiądz Patryk” zdecydowanie nie wyglądał na 26 lat. Rzeczywiście, okazało się, że ma zaledwie 18. Ostatecznie przez sąd został skazany za bezprawne noszenie sutanny. Żaden z mieszkańców nie zeznawał przeciwko niemu. To właśnie ta historia stała się kanwą wydarzeń pokazanych w filmie Komasy. Bohater Bożego Ciała, Daniel (świetna rola Bartosza Bieleni), ma mroczniejszą przeszłość niż pierwowzór: odsiaduje wyrok w poprawczaku. Tam poznaje księdza, który pracuje z młodzieżą, odprawia w poprawczaku Msze, do których Daniel służy. I kiedy zostaje warunkowo zwolniony ze wskazaniem do pracy w tartaku, trafia do podkarpackiej wsi i tamtejszego kościoła. Dlaczego podaje się za księdza? Jakoś tak wyszło. Nie jest złym człowiekiem, kiedyś popełnił błąd, ma potrzebę wiary, ma jakąś potrzebę relacji z Bogiem. Zbieg okoliczności sprawia, że wchodzi w rolę, na chwilę tylko. I nagle on, chłopak z marginesu, wykluczony ze społeczeństwa, staje się kimś, kto jest potrzebny, z kim inni się liczą. Wystarczy tylko dresy zamienić na koszulę z koloratką.
„Nie zrobiłem nikomu nic złego”– mówi Daniel swojemu księdzu z poprawczaka, kiedy sprawa wychodzi na jaw. Kłamał, oszukiwał, ale przecież w dobrej wierze. Można powiedzieć, w bardzo dobrej, bo owoc jego działań okazał się całkiem wymierny. Trafił do wsi, nad którą jak cień wisi rozłam. Ludzie chodzą do kościoła, modlą się, spowiadają się niby przykładni katolicy, tymczasem żyją z wielką nienawiścią w sercach. W wypadku samochodowym zginęło kilkoro młodych ludzi. O jego spowodowanie rodziny ofiar oskarżają kierowcę drugiego samochodu, a ponieważ on też zginął, więc oskarżenie pada na jego żonę. Rozbita, skłócona ze sobą i niezdolna do przebaczenia społeczność wydaje się być niezdolna do zmiany. Ta fasadowa chrześcijańska wspólnota rozpada się na kawałki, kiedy Daniel dowiaduje się o tragedii, jaka miała tam miejsce, i postanawia interweniować. Korzystając z narzędzi terapeutycznych i duchowych, jakie otrzymał w poprawczaku, zmienia wszystko. 

O naśladowaniu Chrystusa
To prosty chłopak, nie ma w nim podstępu. Patrzy na ukrzyżowanego Chrystusa, faktycznie pragnąc się do Niego zbliżyć. Ma przeszłość przestępczą, nie stanie się nagle idealny, kłamstwo dla niego to chleb powszedni, nic się nie zmieni na trzy–cztery, żadnego spektakularnego nawrócenia. Jeszcze nie zna innego życia. O Bogu wie tyle, ile usłyszał w domu poprawczym od przychodzącego tam księdza. Nawet chciałby iść do seminarium, ale dowiaduje się, że z taką przeszłością nigdzie go nie przyjmą.
Mówi więc do „swoich” parafian jak tamten, szczerze, odważnie, zuchwale, porzucając wszelkie schematy, no bo nawet nie za bardzo je zna. Okazuje się, że ludzie szukają właśnie takiej świeżości, prostego ewangelicznego języka, jasnych gestów, nie sztywnych manier i powierzchownych rytuałów. Autentyczności. Ten wątek oczywiście mówi nam też wiele o naszej pobożności i hipokryzji, o prawdziwym powołaniu, o relacjach między świeckimi a klerem, o wzajemnych oczekiwaniach, o obłudnej religijności. Zresztą można powiedzieć: nic nowego pod słońcem. To wszystko już było: przybywa obcy do miasteczka, gdzie odkrywa skłóconą społeczność, obnaża jej brudy, miesza w ich życiu i znika, zostawiając ich w zupełnie nowej sytuacji. Komasa pozbawił tę historię stereotypowego ujęcia, uciekł od prymitywnych skojarzeń, wzbogacił pełnymi symboliki scenami. Kiedy wszystko się wydaje, Daniel może się jakoś wymknąć, a jednak patrzy na krzyż, na krzyżu jest nagi Chrystus i nagle wszystko rozumie. Zrzuca sutannę i wychodzi z kościoła. Wie, dokąd musi pójść, wie co go czeka i co będzie dalej. Ukrzyżowanie. Skoro ukrzyżowanie, to i zmartwychwstanie. Jest i zmartwychwstanie: w pojednaniu.
Kim więc jest Daniel? Uzurpatorem? Oszustem? A może właśnie kimś, kto po raz pierwszy mówi tym ludziom prawdę o nich samych? Czyją rolę wziął na siebie? Uwierzył w tę rolę? Terapeuty czy duszpasterza? A może samego Chrystusa? Oczywiście sytuacja jest przewrotna, bo czy poprzez oszustwo, czyli zło, można czynić dobro?
Boże Ciało to film, o którym nie można zapomnieć. Prowokuje pytania i nie daje łatwych i szybkich oraz banalnych odpowiedzi. Bardzo dojrzałe i ważne kino.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki