Jednym z nich było przedstawienie przez Platformę, a właściwie powrót do idei, którą już ta partia zgłaszała w 2011 r., a mianowicie głosowania przez internet. Zdaniem polityków PO wprowadzenie takiego rozwiązania sprawi, że więcej Polaków skorzysta ze swojego prawa oddania głosu w wyborach lub referendach. Akurat to tłumaczenie wydaje się dość jałowe. Nie znam żadnych danych pokazujących, że wprowadzenie głosowania za pomocą sieci podniosło frekwencję wyborczą. Natomiast znam przypadek Estonii (gdzie przebywałem w trakcie ostatnich wyborów europejskich z wizytą studyjną, rozmawiając m.in. z szefem tamtejszego biura wyborczego) i wiem, że w tym kraju – choć głosowanie przez internet wprowadzono tam 15 lat temu – e-głosowanie nie ma wpływu na frekwencję. Mało tego, badania statystyczne pokazują, że przekrój demograficzny oddających głos przez sieć jest taki sam jak pozostałych głosujących. Nie zaobserwowano zjawiska, by masowo przez sieć głosowali młodzi, przeciwnie – to starsi wyborcy, ci, którzy częściej głosują przy urnie, częściej też głosują za pomocą sieci, ponieważ – szczególnie na prowincji – korzystają z wygody, że nie muszą dojeżdżać do lokalu wyborczego.
Wiara w to, że dzięki wprowadzeniu takiej technicznej możliwości młodzi pójdą masowo do urn oraz – tego politycy PO nie mówią wprost, ale taką mają intencję – odsuną PiS od władzy, nie ma więc żadnego uzasadnienia merytorycznego.
Ale mimo to pomysł wydaje mi się wartościowy. I to nie dlatego, że jestem zwolennikiem tego rozwiązania. Mam do tego stosunek ambiwalentny: ma ono bardzo wiele plusów, ale też wiele minusów, nad którymi trudno przejść do porządku dziennego. Najważniejszym pozostaje problem bezpieczeństwa. Wszak jedno z najbardziej rozwiniętych pod względem cyberbezpieczeństwa państw świata – Izrael – nie zdecydowało się na takie rozwiązanie właśnie z powodu ryzyka zhakowania wyborów. A wiara w to, że wybory będą uczciwe, że władzę sprawować będą rzeczywiście ci, którzy otrzymali mandat od obywateli w wolnej elekcji – jest sednem zaufania, na którym opiera się demokracja.
Wspomniani Estończycy zresztą na bezpieczeństwo swego systemu wyborczego wydają wielkie pieniądze. Głosowanie przez internet wbrew pozorom nie jest tam aż takie proste – wymaga kilkunastu minut i najwyższego możliwego poziomu zabezpieczeń w estońskim systemie e-państwa. To procedura znacznie poważniejsza niż danie lajka na Facebooku. Głos musi bowiem zostać podwójnie zaszyfrowany również po to, by zagwarantować tajność głosowania i uniemożliwić odkrycie, jak głosował konkretny obywatel.
Ale mimo to uważam, że debata o e-głosowaniu jest nam potrzebna. Dlaczego? Byśmy zobaczyli, jak daleko w tyle w procesie cyfryzacji jest nasz kraj, a jak w budowie cyfrowej administracji publicznej, która służy obywatelom, a nie urzędnikom, poszedł już cywilizowany świat.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!









