Logo Przewdonik Katolicki

Wiara w trudnych czasach

Szymon Żyśko
fot. Wikipedia

Chrześcijanom jest coraz trudniej wierzyć – mówią gazety, telewizja, czołówki internetowych portali. Nam samym też czasem trudno wytrwać przy Bogu – w końcu żyjemy w niełatwym XXI wieku.

To pierwsze skojarzenie. Dopiero później refleksja wędruje w stronę czasów wojen, wielkiej schizmy, reformacji i kontrreformacji. Od momentu, gdy Jezus powołuje Kościół, aż do dziś możemy naliczyć jeszcze więcej takich trudnych momentów. Ale przecież historia wiary, którą wyznajemy, sięga dalej, aż po Abrahama. Jego również dotknęły „trudne czasy”. Przed Abrahamem był zaś praojciec Adam, któremu Bóg zapowiedział trudy życia jako konsekwencję popełnionego grzechu pierworodnego. Być może więc taka wiara jest po prostu „zwyczajną” wiarą Kościoła. Za sprawą naszych grzechów Kościół jest w permanentnym kryzysie.
 
Miejsce spotkania z Bogiem, nie z ideologią
W książce Wiara w trudnych czasach Józef Majewski porusza temat rozmaitych kryzysów, które w naszej epoce nabrały szczególnego znaczenia. Jednocześnie wskazuje, że są to wątpliwości, z którymi Kościół mierzy się od dawna. Wielu tych, którzy chcieliby dziś jako ich źródło wskazać wyłącznie ponowoczesność, może się gorzko rozczarować. Nad płcią kapłaństwa, misją świeckich czy relacjami na linii Kościół–państwo ojcowie i pasterze debatowali od wieków. Być może zmienił się dziś styl proponowania rozwiązań, ale każda epoka miała swoje ewolucje, rewolucje i świętych, których Bóg powoływał do odnowienia Kościoła. O tym, czy dzisiejsza epoka okaże się wygrana czy przegrana, zdecydują już kolejne pokolenia, w tym również chrześcijan, którzy z perspektywy czasu ocenią, jak sobie poradziliśmy. Czeka nas renesans 2.0 czy regres? Wydaje się, że wciąż wiele można zrobić w tej sprawie, aby skierować nasze czasy na drogę odrodzenia – chrześcijańskiej odnowy.
Kryzys wiary nie dotyka jednak wyłącznie teologii i wyzwań, przed jakimi stawia nas współczesność. On rodzi się znacznie głębiej, z poczucia, że Kościół jako wspólnota momentami przestaje być miejscem spotkania z Bogiem, a staje się spotkaniem z pustą ideą, być może nawet ideologią. Pytanie zadane Piotrowi: „czy miłujesz?”, które powinno w nas rezonować każdego dnia, wypierane jest przez rozterki „czy katolik może…”. Gdzieś po drodze przestaliśmy ufać Miłości, a zaczęliśmy pokładać nadzieję w moralności. Ale to przecież nie nasza moralność nas zbawi, nie na pytania o teologię będziemy odpowiadać przed Bogiem.
 
Skoro jest cień, musi być i światło
Bóg zawsze skłania nas do działania i zadawania pytań, na które On sam odpowiada działaniem – łaską. Taką naturę objawił, przedstawiając się Mojżeszowi: JESTEM, KTÓRY JESTEM. Być może więc właściwszym pytaniem jest: jak wierzyć w trudnych czasach? Nie da się odpowiedzieć na to pytanie, nie dotykając osobistej wiary i niewiary człowieka. Te dwa światy wciąż niesłusznie dzielone są na sacrum i profanum. Tymczasem przenikają się w nas i uświęcają nasze życie. Motywują do twórczego szukania odpowiedzi: w przypadku wiary w relacji z Bogiem; w przypadku niewiary w poszukiwaniu Boga – nawet nienazwanego. Do tego często wraca w swoich wypowiedziach ks. Tomáš Halik, który w tym ogołoceniu z wiary widzi ogromną szansę, a nawet błogosławieństwo. Wielu z nas być może nigdy nie było bliżej żywego i prawdziwego Boga niż w pustce własnej niewiary. Ona daje szansę na oczyszczenie się z tego, co było w nas jedynie ułudą Boga. Za uczniami w drodze do Emaus powtarzamy jak mantrę „a myśmy się spodziewali” – i jest to często pierwsza oznaka spotkania z Nim.
Wszystko bowiem zależy od perspektywy. Cień niewiary nas przeraża, ale skoro jest cień, musi być też źródło światła. Mrok i cierpienie stają się wtedy niejako dowodem na „istnienie” Boga. Boga nie ma ani bardziej, ani mniej przez fakt istnienia zła na świecie. Nam jednak ten obraz jest potrzebny, bo podpowiada, że na tle owego zła tylko Bóg jest prawdziwą nadzieją. Być może tego właśnie doświadczała pod krzyżem Maryja. Błędnie nazywamy to „łaską ciemności” lub „łaską pustyni”. Jednak to nie Bóg nam zsyła ciemność, ale Jego łaska objawia się na tle naszej ciemności i pustyni. On zawsze jest tym, który ratuje naszą wiarę i życie. „Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku”.
 
Sól w odpowiednich proporcjach
Czy dzisiejsze czasy są trudniejsze dla wiary niż inne? Niełatwo to jednoznacznie ocenić. Kluczowe dla takiego postrzegania sprawy wydają się nasze osobiste doświadczenia. Wiara, nawet realizowana we wspólnocie Kościoła, wciąż jest trochę „moja”. Ten subiektywny rys sprawia, że nie dostrzegamy często trudności innych albo własne absolutyzujemy. Łatwo popaść w teoretyzowanie w tym temacie, jednak Kościół dzisiaj – a przez to też ja, jako jego część – musimy zmierzyć się z konkretnymi bolączkami. I nie są to wyłącznie problemy, które przychodzą do nas z „wrogo nastawionego świata”, lecz też generowane przez nas, wewnątrz wspólnoty.
Skandale seksualne wśród duchownych, pedofilia i jej tuszowanie, przyzwolenie na przemoc fizyczną i słowną wobec osób homoseksualnych, a w efekcie sekularyzacja i wrogie nastawienie wobec katolików wynikają również z tego, jak my wierzymy i do jakiego chrześcijaństwa chcemy zaprosić innych. Słusznie w swoim ostatnim liście Benedykt XVI przypomniał, że obecny stan jest nie tylko kryzysem obyczajowym, ale też kryzysem wiary, o czym często zapominamy. Ludzie wierzący coraz częściej widzą swoją rolę w byciu solą, lecz nie ziemi, a w oku swego brata. Posypujemy nią cudze rany, zamiast opatrywać je z troską. Takie chrześcijaństwo nie nadaje już smaku ziemi, ale prowadzi do jej degradacji. Wszak sól chroni przed zepsuciem, ale powyżej pewnego stężenia zabija też wszelkie życie. W byciu solą chodzi także o odpowiednie proporcje.
 
Przygarniać samotne okruchy
Papież Franciszek wielokrotnie wskazywał, że jednym z największych problemów wewnętrznych w Kościele jest klerykalizm. Trzeba go jednak rozumieć nie tylko jako poczucie wyższości duchowieństwa nad świeckimi i uprzywilejowanie powołania do kapłaństwa urzędowego nad każdym innym powołaniem, ale też jako rezygnację samych świeckich z odpowiedzialności za Kościół i wiarę. Tam, gdzie my sami nie troszczymy się o Kościół, pojawiają się pokusy, aby tę troskę zadekretować odgórnie i ustanowić zarządców, którym daleko do myślenia zatroskanego pasterza.
Niebezpieczne podziały biorą się z klerykalizmu, który ponad osobą stawia często idee lub instytucję. A przecież wiara rozgrywa się przede wszystkim sercu każdego człowieka, nawet jeśli dojrzewa on we wspólnocie. Tak jak w każdym okruchu chleba obecny jest ten sam Bóg co w całym chlebie, tak w każdym członku wspólnoty jest obecny Bóg, który działa również w całym Kościele. Ciało Jezusa woła o jedność i pełnię. Dlatego zadaniem Kościoła nie jest dzielić, ale przygarniać te wszystkie samotne okruchy. Nas wszystkich, którzy pełni wątpliwości giniemy w świecie.
 
Kościół ogołocony
Dla tych, którzy boją się o stan Kościoła – a może bardziej o jego wizerunek – nauką niech będzie ogołocenie, jakiego Bóg dokonał w ludzkim ciele Jezusa. Kenoza to lekcja zawsze aktualna, ale dziś szczególnie. Jeśli Bóg w Jezusie doznał ogołocenia, aby uwydatnić prawdę o Sobie i swojej miłości, to czy Kościół nie powinien też ulec ogołoceniu? Czy powinniśmy aż tak bardzo bić na trwogę z powodu kryzysu, czy raczej pokornie schylić przed nim czoło i powiedzieć, że zawiniliśmy? Tak jak Jezus w chwili ogołocenia miał moc wziąć na siebie grzechy świata i je zmazać, tak w Kościele totalnie ogołoconym Bóg jeszcze bardziej objawi swoją zbawczą moc za pomocą sakramentów, które sprawujemy pomimo ogromu tej grzeszności. Kościół, który przestanie pokładać ufność w pieniądzach, prestiżu i wizerunku, nieskoncentrowany na tym, co się o nim mówi, ponownie zaświadczy z mocą o miłości Boga. I nie umniejsza to odpowiedzialności biskupów, duchownych i świeckich za zło, jakie się w nim wciąż dzieje oraz potrzeby oczyszczenia. To samo powinno jednocześnie dziać się w życiu każdego z nas – w zetknięciu z sakramentem pokuty i Eucharystii, w spotkaniu z drugim człowiekiem.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki