Logo Przewdonik Katolicki

Ustawą w chwilówki

Piotr Wójcik

Rząd niespodziewanie zmienił przyjęty wcześniej projekt najnowszej ustawy antylichwiarskiej. Firmy pożyczkowe uznały, że to gwóźdź do trumny dla całej branży. Problem w tym, że dokładnie to samo twierdziły przy okazji wcześniejszych reform.

Pożyczki krótkoterminowe – najczęściej udzielane na okres do 60 dni i na kwotę do kilku tysięcy złotych – to problem, z którym Polska zmaga się co najmniej od początku obecnego wieku. Wypracowanie idealnych rozwiązań dla tego rodzaju działalności to nie lada zagwozdka. Z jednej strony trzeba uniemożliwić oczywiste przykłady wyzysku, a z drugiej nie wylać dziecka z kąpielą – likwidacja tej wzbudzającej uzasadnione wątpliwości branży może sprawić, że przeniesie się ona do podziemia, czyli będzie działać zupełnie poza kontrolą. Jest przecież faktem, że istnieje ona nie tylko dlatego, że jest grupa osób zainteresowana zarabianiem na wysoko oprocentowanych, łatwych pożyczkach, ale są również ci, którzy chcą je brać. Fakt istnienia tych drugich jest wynikiem mnóstwa czynników, ekonomicznych i politycznych, których wyeliminować jedną ustawą się nie da. Uruchomione w ostatnich latach transfery pieniężne poprawiły sytuację dochodową Polek i Polaków, ale nie na tyle, żeby popularne „chwilówki” zniknęły.
 
Nowelizacja nowelizacji
Ledwie trzy lata temu weszła w życie największa do tej pory reforma regulująca sektor pożyczek krótkoterminowych w Polsce. Miała ona za zadanie ucywilizować ten sektor, co w dużej mierze się udało, jednak najwyraźniej nie do końca.
W lutym tego roku minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zaprezentował projekt nowej ustawy antylichwiarskiej, która ma uniemożliwić osiąganie zysków kosztem rodzin będących w ekonomicznej desperacji. Można więc wyciągnąć logiczny wniosek, że wcześniejsze starania nie spełniły oczekiwań. Projekt trafił do konsultacji, w których kolejne podmioty składały swoje zastrzeżenia, aż wreszcie, w połowie czerwca, rząd przyjął jego kształt. Jak się szybko okazało, jeszcze nie finalny, gdyż pod koniec ubiegłego miesiąca dosyć nieoczekiwanie zaprezentowano jego najnowszą wersję, która wzbudziła gniewne reakcje środowisk firm pożyczkowych. To już akurat zaskoczeniem nie było, gdyż wcześniejsze reformy też spotykały się z gwałtownym odbiorem tej grupy zainteresowanych.
Wcześniejsza reforma uniemożliwiła niekontrolowane generowanie kosztów ponoszonych przez klientów. W Polsce niezgodne z prawem jest udzielanie pożyczek, których oprocentowanie przekracza 10 proc. w skali roku. Firmy pożyczkowe zwiększały więc opłaty innego rodzaju, na przykład jednorazową opłatę za udzielenie pożyczki. Oczywiście banki również nakładają różne dodatkowe opłaty. Wprowadzono więc górną granicę, której nie mogą przekroczyć wszystkie koszty pozaodsetkowe nałożone na klienta w ramach jednej pożyczki. Ich limit to suma 25 proc. kwoty pożyczki i 30 proc. kwoty pożyczki w skali roku. W ten sposób ograniczono też możliwość zwiększania opłat w razie opóźnień ze spłatą. Te dodatkowe opłaty, związane z prolongatą, również muszą się mieścić w limicie, a spłaty pożyczki nie można rozciągać na okres dłuższy niż 120 dni. Niektóre firmy próbowały sobie radzić z tą ostatnią regulacją w taki sposób, że zamiast prolongaty proponowały kolejną pożyczkę na spłatę poprzedniej, której formalnie udzielała inna firma, choć powiązana kapitałowo.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 28/2019, na stronie dostępna od 06.08.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki