Logo Przewdonik Katolicki

Atak na chrześcijańskie wartości

Michał Szułdrzyński
fot. Magdalena Książek

Politycy bardzo lubią zgrywać szeryfów. Gdy dochodzi do jakichś wstrząsających wydarzeń, makabrycznej zbrodni czy spektakularnego przestępstwa, ministrowie czy posłowie uwielbiają odgrywać twardzieli i mówić o bydlakach i bestiach.

I najczęściej wówczas pojawiają się też pomysły, by ostrzej karać przestępców, by wydłużać zasądzane kary, a ci, którzy chcą wszystkich przelicytować w swej surowości, przebąkują coś o powrocie do kary śmierci. W takich populistycznych wyścigach na surowość lubują się szczególnie politycy prawicowi, ci sami, którzy często pokazują się w Kościele, lubią towarzystwo księży i biskupów.

Mam jednak wrażenie, że ich działanie niewiele ma wspólnego z chrześcijaństwem. Nasza religia uczy bowiem przede wszystkim, że każda osoba ludzka ma niezbywalną godność – czy to stary, chory, czy nienarodzone dziecko, czy też nawet okropny przestępca. Nie przez przypadek papież Franciszek podkreślał niedawno, że chrześcijanie nie mogą się godzić z karą śmierci, bo nawet najcięższa zbrodnia nie jest w stanie pozbawić człowieka jego godności, powtarzając przy tym nauczanie św. Jana Pawła II. Pan Jezus nie tylko nauczał celników i cudzołożnice, ale zapewnił, że zbawiony zostanie jeden z łotrów, którzy wraz z nim zostali ukrzyżowani, choć – jak sam przyznał – popełnił ciężkie przestępstwa.

Ale nasi domorośli szafarze politycznej sprawiedliwości uważają, że wiedzą lepiej. Mają oni wizję religii jako starożytnego kodeksu zakazów, których łamanie powinno być surowo karane. Najwyraźniej na lekcjach katechezy, na których mówiono, że Bóg jest miłością, a Jego miłosierdzie jest nieskończone, chyba nie uważali.

Widzieliśmy to dokładnie kilka dni temu, gdy rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar wstawił się za mężczyzną podejrzanym o makabryczne zabójstwo 10-letniej dziewczynki. To rzeczywiście była odrażająca zbrodnia, a jej sprawca – jeśli zostanie mu udowodniona przed sądem wina – powinien zostać potraktowany z całą surowością. Rzecznik jednak zwrócił uwagę na to, że państwo nie przestrzegało w pełni praw tego człowieka; uznał, że był traktowany w sposób urągający nawet przestępcy. Nasza prawica jednak na rzecznika się oburzyła i zaraz rozpętano seans nienawiści.
Przyznam, że często nie zgadzam się z rzecznikiem praw obywatelskich. Być może w tej sprawie wykazał się zbytnią skrupulatnością, ale trzeba pamiętać, że pełni urząd, który w myśl konstytucji powierza mu troskę o pokrzywdzonych, słabszych, potraktowanych przez państwo bez szacunku dla ich praw i godności. Adwokaci też bronią przestępców – taka ich misja. Dlatego uważamy się za ludzi cywilizowanych. Nie kamienujemy przestępców złapanych na gorącym uczynku, nie kierujemy się rządzą zemsty, lecz oddajemy państwu wykonanie sprawiedliwej kary.

Na rzecznika jednak posypały się gromy. I choć – co wydaje mi się dość jasne – Adam Bodnar stanął w obronie fundamentalnych chrześcijańskich wartości, nasza prawica odpowiedziała mu hejtem. Brutalnie rzecz biorąc, był to więc atak na chrześcijańskie wartości. Lubimy narzekać, jak lewica uderza w bliskie nam wartości. Warto więc zauważyć, że tym razem obrazą dla podstawowych zasad chrześcijaństwa stali się powołujący się na chrześcijaństwo politycy prawicy.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki