Logo Przewdonik Katolicki

Niepełna laurka

Natalia Budzyńska
fot. materiały prasowe

Biograficzny film zatytułowany Tolkien to sprawny, momentami melodramatyczny, trochę sentymentalny, wzruszający obraz młodości autora Hobbita i Władcy pierścieni. Można o nim powiedzieć, że jest staroświecki i wcale nie będzie to jego wadą. Ale czy wobec tego zaletą?

Fiński reżyser Dome Karukoski skupił się na wczesnych latach J.R.R. Tolkiena, chcąc przeżyciami chłopca, nastolatka i młodego mężczyzny wyjaśnić genezę dzieł, z których jest znany na całym świecie. I niestety, jest to największa wada tego filmu: nachalne odniesienia z życia Tolkiena wprost do literatury. Kawa na ławę. Pewnie, każdy się zgodzi, że literatura karmi się przeżyciami osobistymi autora, a jego wyobraźnia tym, co widział i co czuł. Cała frajda polega na tym, żebyśmy wpadli na to sami, my, widzowie. Karukoski trochę więc obraża naszą inteligencję, serwując nam bardzo konkretne obrazy przemieniające się na naszych oczach w postaci i krajobrazy znane z Hobbita czy Władcy pierścieni. Zastanawiam się, czy to nie film kręcony na zamówienie brytyjskiego ministerstwa oświaty, które zapragnęło przybliżyć tego wybitnego autora uczniom brytyjskich szkół. Film bowiem przedstawiając jego młode lata, podkreśla znaczenie przyjaźni, sztuki, wierności ideałom, nauki, pasji, oddania, lojalności, wytrwałości i wyobraźni. Wszystkim tym cnotom, które dzisiaj uważane są za niepotrzebne i staroświeckie. O jednym jednak Karukoski nie wspomina w ogóle.
 
Film nieautoryzowany
Fabularnych filmów biograficznych nie można traktować w stu procentach na serio, nie wolno na nich budować swojej wiedzy o bohaterze. W końcu są to filmy fabularne i jako takie przedstawiają wizję reżysera.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 21/2019, na stronie dostępna od 25.06.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki