Sensacje XXI wieku

Na obrzeżach życia publicznego, które staje się coraz bardziej awanturnicze, dzieją się prawdziwie ważne rzeczy. Są dni, a ostatnio jest ich coraz więcej, kiedy odnoszę wrażenie, że wszyscy oburzają się tym i owym, że ktoś coś usunął, a ktoś coś dodał, że ktoś kogoś obraził, a ktoś inny sprowokował, że ten przekroczył swoje kompetencje, bo nie ma prawa, a tamten właśnie ma prawo.
Czyta się kilka minut

Na ułamek sekundy daję się ponieść emocjom, choć ogólnie wydaje mi się, że umiem zachować dystans, ale wtedy mój świat zaczyna krążyć wokół jakichś faktów, które budzą emocje tak skrajne, że ich owocem jest tylko i wyłącznie niechęć. Za chwilę jednak widzę, że jeśli zrobię ten jeden krok dalej i dam się ponieść emocjom, to stanę się trybikiem w pewnym planie, który pod pozorem dobra dla obywateli lub wartości, pod pozorem wolności lub przestrzegania prawa, oddala od tego, co jest najważniejsze. Dzisiaj (tak, wiem, że kiedy Państwo będą czytali ten felieton, to „dzisiaj” będzie miało już co najmniej tydzień), kiedy polityczno-tęczowa awantura wokół wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej osiągnęła jakieś apogeum, dowiaduję się, że zmarł Jean Vanier, twórca wspólnoty L’Arche, prawdziwy chrześcijanin. Ten fakt ustawił wszystko w odpowiednich proporcjach. Śmieci tego świata, kłótnie i rozpychanie się łokciami, chamstwo i krótkotrwałe zwycięstwa są nic nie warte. Nie są warte żadnej minuty życia. Życiem jest dzieło Jeana Vaniera, jego spojrzenie na drugiego człowieka, jego pełne miłości oddanie, jego wierność. Nie będę tu pisać laurek, w numerze znajdą się z pewnością teksty mówiące o tym, kim był Jean Vanier. Chciałam tylko pokazać, że jego śmierć, a właściwie życie przez tę śmierć przypomniane, przywraca właściwe proporcje. Przypomina, że to, co najistotniejsze, dzieje się w zaciszu. Wydaje się mało atrakcyjne, a na pewno nie sensacyjne, a tymczasem właśnie że sensacyjne jest! Taka miłość, takie oddanie – to jest prawdziwa sensacja XXI w.

Nie wiem, co zaleje mój internet w przyszłym tygodniu, mam dość Natalii LL i bananów, mam dość działaczek prowokatorek, mam dość polityków zajmujących się nie tym, do czego są powołani i kapłanów szukających wroga tam, gdzie go nie ma, mam dość naszej polskiej prowincjonalnej awantury.

Gdybyśmy mieli wielu Jeanów Vanierów, czy wtedy świat nie nabrałby sensu? A oni są, robią swoje, bez rozgłosu, w pokoju. 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 20/2019