Logo Przewdonik Katolicki

Stawać się człowiekiem

Maciej Mróz
fot. Archiwum l'Arche

Często żyjemy zamknięci w lęku. A co jeśli to, czego się boimy, może okazać się ostatecznie tym, co nas uratuje? Życie Jeana Vaniera całe jest tym pytaniem… i odpowiedzią zarazem.

Jak osiągnąć pełnię swojego potencjału? Jak być człowiekiem spełnionym? Te i podobne pytania są dzisiaj szczególnie nurtujące. I to dzięki nim tak znacząco rozwinął się w ostatnich latach rynek mentorów sukcesu. Publikuje się coraz więcej artykułów i poradników, wyjaśniających według różnych kluczy to, co ma nam przynieść szczęście. W tym kontekście, zmarły niedawno Jean Vanier, założyciel wspólnoty L’Arche oraz ruchu „Wiara i Światło”, zdaje się udzielać odpowiedzi zaskakującej. I pozornie absurdalnej. Mówiąc o wzrastaniu ku pełni człowieczeństwa, prowadzi nas bowiem tam, gdzie tego sukcesu wydaje się brakować najbardziej: w stronę osób z niepełnosprawnością intelektualną. Paradoksalnie, chce go nam pokazać – a właściwie zaprosić do wspólnego odkrywania pełni człowieczeństwa – wraz z tymi, których społeczeństwo wyklucza i często postrzega jako nieproduktywnych, a nawet zdających się po prostu ciężarem.

Nauczyciele życia
Według wielu przyjętych powszechnie kryteriów Jean Vanier mógł uchodzić za uosobienie człowieka sukcesu. Syn wybitnych rodziców: bohatera wojennego, późniejszego gubernatora generalnego Kanady oraz matki, w której sprawie toczy się proces beatyfikacyjny; obiecujący oficer marynarki wojennej, który na balu tańczy z księżniczką Małgorzatą; doktor filozofii, który przyjacielskie rady przyjmował od samego Angelo Roncallego (późniejszego papieża Jana XXIII). To ten człowiek – z perspektywy podeszłego wieku – swoimi najważniejszymi nauczycielami życia nazywa osoby z niepełnosprawnością intelektualną.         
Aby wyjaśnić ten zaskakujący fenomen, założyciel L’Arche odwołuje się do konkretnych historii życia z tymi, którzy wydają się najsłabszymi z najsłabszych. Antonio trafił do wspólnoty w Trosly w wieku 20 lat – pisze Vanier. Stało się to po wielu latach spędzonych w szpitalu. Nie potrafił chodzić, mówić ani używać rąk; potrzebował dodatkowego tlenu, aby oddychać. Był słaby i kruchy na wiele sposobów, ale posiadał niesamowity uśmiech i piękne, lśniące oczy. Nie było w nim złości ani żadnych oznak depresji (choć potrafił  okazywać niezadowolenie od czasu do czasu, gdy jego kąpiel była zbyt chłodna lub zbyt gorąca). Co jednak najważniejsze, podkreśla Vanier, Antonio całkowicie zaakceptował swoją niepełnosprawność i swoje ograniczenia. Zaakceptował siebie takim, jakim był. Antonio nie mógł kochać przez bycie hojnym, poprzez dawanie rzeczy innym lub robienie czegoś dla nich. Sam był zbyt potrzebujący. Potrafił za to kochać poprzez zaufanie. I w ten sposób poruszył serca wielu osób. Jak zauważa Vanier: „Kiedy ktoś kocha z zaufaniem, ten ktoś daje nie rzeczy, daje samego siebie i w ten sposób wzywa do komunii serc”. Wiele osób, które spotykały Antonia, podkreśla, że to on odmienił ich życie, wyzwalając od społeczeństwa pełnego współzawodnictwa, społeczeństwa, w którym trzeba być silnym czy wręcz agresywnym. To on pozwolił im odkryć świat łagodności i wzajemności, świat, w którym każda osoba, silna czy słaba, może rozwijać swoje dary.
 
Mur lęku
Istnieje potężna siła – przekonuje Vanier – która często powstrzymuje nas od doświadczenia takiej transformacji. Tą siłą jest lęk, który buduje wokół nas pewnego rodzaju mur odgradzający nas od innych. W tym kontekście Vanier przywołuje fragment Ewangelii opowiadający o bogaczu i Łazarzu. Bogacz nie pozwala potrzebującemu się zbliżyć, odgradza się od tego, który jest inny i w jego mniemaniu mu zagraża. Jak się potem okazuje, to bogacz pozbawia się w ten sposób tego, czego najbardziej potrzebuje. To właśnie lęk – wyjaśnia Vanier – powstrzymuje nas od wejścia na drogę stawania się prawdziwie ludźmi. Bierze się on przede wszystkim z przekonania, że musimy nieustannie udowadniać innym swoją wartość. Założyciel Arki dopatruje się korzeni takiego zachowania już w naszym dzieciństwie. Rodzice mogą sprawiać, że dzieci będą musiały zasłużyć na ich miłość. W takich warunkach dzieci czują, że muszą całkowicie spełnić normy swoich rodziców, aby zasłużyć na ich akceptację. W konsekwencji nosimy więc w sobie głębokie przekonanie, że nasza wartość bierze się przede wszystkim z tego, co posiadamy, co potrafimy i czego dokonujemy. Prawda o nas jest natomiast zupełnie inna. Doświadczenie życia z osobami z niepełnosprawnością intelektualną – twierdzi Vanier – pozwoliło mu odkryć tę prawdę. I przekonać się, dlaczego żydowski filozof Martin Buber mógł napisać, że „wraz z każdą osobą, która przychodzi na świat, istnieje coś nowego, co nie istniało nigdy przedtem, coś całkowicie nowego i unikalnego… To właśnie ta unikalna i wyjątkowa wartość jest tym, co każda osoba wezwana jest, aby rozwinąć”.
 
Rewolucja w sercu
Potrzebujemy wyzwolić się od lęku, aby żyć zaufaniem. Jak to zrobić? Zdaniem Jeana Vaniera miejscem, w którym taka transformacja może się dokonać, jest ludzkie serce; takie, które zdolne jest do otwartości akceptującej innych takimi, jakimi są: serce, które dostrzega wartość innych; serce, które, jeśli trzeba, stawia wymagania, ale wierzy, że inni zdolni są rosnąć do większego piękna. Transformacja serca wymaga w końcu takiej otwartości, która pozwoli drugiemu nas zranić. „Dojrzałe serce słucha tego, do czego serce innego człowieka jest wezwane – pisze Vanier. Już nie osądza ani nie potępia. To serce przebaczenia. Widzi Boga w innych. Pozwala być prowadzonym przez nich na nieznaną ziemię. To serce, które wzywa nas do wzrastania, do zmiany, do ewolucji i stania się w pełniejszy sposób ludźmi”. Rewolucja dokonuje się więc na poziomie serca. To właśnie dlatego – zupełnie paradoksalnie – osoby z niepełnosprawnością, ubogie czy bezdomne mogą pomagać nam stawać się bardziej ludźmi. Nie chodzi bowiem o to, żeby tylko coś dla nich zrobić (budować specjalne szkoły, szpitale, stołówki czy schroniska), choć i na pewno to jest bardzo potrzebne. Chodzi przede wszystkim o odkrycie ich wartości i piękna, o bycie otwartymi na życie, które mogą nam przynieść, o stawanie się ich przyjaciółmi, aby przeżywać radość z bycia dla siebie nawzajem.
 
Radość i „tyrania normalności”
Wszystko zaczyna się od pierwszego kroku, od otwarcia serca i od spotkania. Bo już pierwsze doświadczenie bycia blisko ubogich i „słabych” pomaga przełamać lęki i uprzedzenia. W tym spotkaniu mur lęku zaczyna się rozpadać. Z czasem rodzi się coś wyjątkowego. Jean Vanier w liście do Julii Kristevej pisze: „Każda wspólnota Arki jest krucha, podobnie jak osoby, które do niej przyjmujemy. Jaka jest tajemnica, która pozwala Arce jeszcze istnieć? (…) to przyjemność! Arystoteles nie rozróżnia przyjemności i radości. Oba słowa odnoszą się do tej samej rzeczywistości. Chodzi o rodzaj spełnienia, który towarzyszy każdemu «działaniu nieskrępowanemu»”. Dalej pisze: „Ta przyjemność jest natury duchowej, wewnętrznej, wytryskuje ze spotkania, z prawdziwego spotkania z osobami słabymi, spotkania, które staje się trochę formą przyjaźni”. Vanier wyjaśnia, że to jest przyjaźń, która pozwala odkrywać samego siebie oraz własną osobowość, ukrytą za murem, który zmuszeni jesteśmy budować, ulegając „tyranii normalności”. Spotkanie z ubogimi powoduje, że nie ma w nas już potrzeby udowadniania swojej skuteczności, możemy być ze sobą razem, z tym, co jest w nas słabe, i tym, co w nas silne. Pojawiają się oczywiście także momenty trudne, konflikty i chwile depresji, chwile walki z ciemnościami. Przyjemność jednak, zauważa założyciel L’Arche, wynika także z walki.
 
Wyzwolenie ludzkiego serca jest możliwe. Taka jest droga do stania się w pełni człowiekiem, do życia dla innych i do pozwolenia innym być dla siebie. To wreszcie także odkrywanie Boga, który objawił się najpełniej właśnie przez swoją słabość, przez „zgorszenie krzyża”.
Często żyjemy zamknięci w lęku. A co jeśli to, czego się boimy, może okazać się ostatecznie tym, co nas uratuje? Taką perspektywę zaproponował nam Jean Vanier. Dlatego tak często był on gotowy do opowiadania innym o doświadczeniach swojego życia z najuboższymi. Dlatego robił to on i robi to wciąż tak wielu innych, którzy podzielają jego odkrycie.
 
Korzystałem m.in. z: Jean Vanier, Becoming human, Paulist Press 2008; (Bez)sens słabości Dialog wiary z niewiarą o wykluczeniu, W drodze 2012
 
 
JEAN VANIER
Urodził się 10 września 1928 r. w Genewie jako czwarte dziecko Georgesa i Pauline Vanier, miał również młodszego brata. Ze względu na dyplomatyczne funkcje ojca Jeana – wojskowego i prawnika, a w latach 1959–1967 gubernatora generalnego Kanady – rodzina przeprowadzała się kilkakrotnie pomiędzy Kanadą, Wielką Brytanią i Francją. W wieku 13 lat zgodnie z wolą rodziców został oficerem marynarki wojennej, ale po kilku latach służby w brytyjskiej, a później kanadyjskiej marynarce wojennej w 1950 r. zrezygnował z kariery wojskowej i przyłączył się do wspólnoty Woda Żywa kierowanej przez dominikanina o. Thomasa Philippe. W tym czasie ukończył też teologię i filozofię, co zostało zwieńczone doktoratem w 1962 r. na temat etyki Arystotelesa. Przez dwa lata Vanier wykładał w Kanadzie na uniwersytecie w Toronto.
W 1964 r. kierowany głębokim wewnętrznym przekonaniem kupuje niewielki dom w Trosly pod Paryżem i zakłada pierwszą wspólnotę L’Arche. Początkowo mieszkał z dwoma niepełnosprawnymi intelektualnie mężczyznami, w kolejnych miesiącach i latach w domu Arki pojawiły się kolejne osoby, zarówno niepełnosprawne intelektualnie, jak i wolontariusze, czyli tzw. asystenci. W 1971 r. założył wraz z Marie-Hélene Mathieu wspólnotę Wiara i Światło zainspirowaną doświadczeniem Loica i Tadeusza – dwóch małych, głęboko upośledzonych chłopców oraz ich rodziców.
Jean Vanier spędził wśród osób z niepełnosprawnością intelektualną ponad 40 lat życia. Od kilku miesięcy po usunięciu nowotworu tarczycy przebywał w Paryżu. Zmarł 7 maja 2019 r., otoczony bliskimi ze wspólnoty L’Arche.
 

 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki