W końcu na tym zarabia, więc zależy mu, żeby ludzie książki kupowali, ale i tak powinien się cieszyć, bo w porównaniu z ubiegłymi latami zwiększyła się nieznacznie liczba osób, które książki kupują, a nie pożyczają. Biblioteka Narodowa jak co roku opublikowała badania dotyczące czytelnictwa w Polsce. Wyniki są podobne do ubiegłorocznych, a więc zatrważające. Przeglądam kolejne tabelki umieszczone w raporcie i wysnuwam z nich różne wnioski. Na przykład takie, że zamiłowanie do czytania nie jest zależne od wieku. Jak ktoś lubi czytać, to czyta „siedem i więcej książek” czy ma lat piętnaście, czy sześćdziesiąt. Jak ktoś nie przeczytał ani jednej książki w ciągu roku, a więc w ogóle książka znajduje się poza jego potrzebami, to podobnie, od wieku to nie zależy. Różnica jest za to ilościowa: nie przeczytała żadnej książki w 2018 r. średnio połowa Polaków, a jakby dodać tych, co jedną, najwyżej dwie, wyszłoby 70 proc. Ciekawa jest tabelka dotycząca czasu przeznaczonego na lekturę, z której znowu wynika, że nic nie jest w stanie skłonić kogoś, kto książek nie lubi do ich czytania, nawet nuda i dużo wolnego czasu, choć zaintrygowała mnie rubryka „czytam, ale coś innego niż książki”.
Generalnie znajduję się w mniejszości, powinnam się czuć wyróżniona, w końcu jak mniejszość to elitarność, chodzi przecież o rozwój intelektualny. Tymczasem wydaje mi się, że na tę sytuację trzeba spojrzeć z większym dystansem i szerszym horyzontem. Ktoś zauważył ciekawą rzecz: z danych wynika, że czytelnictwo spadło dość widocznie w latach 2006–2008. To wtedy rozwinęła się neostrada, a internet stał się tak powszechny jak jeszcze niedawno telefon stacjonarny. I nie będę teraz biadolić, że internet odsunął biedne dzieci od papierowej pachnącej drukiem książki, a dorosłym pomieszał w głowie. Myślę sobie, że czasy się zmieniają, kiedyś czytaliśmy, teraz oglądamy. Kiedyś informacje czerpaliśmy z książek, dzisiaj z internetu. Jesteśmy świadkami przewrotu kulturowego i trudno nam jest pogodzić się z faktem, że czasy papierowej książki odchodzą do lamusa. Ale czy naprawdę? Niby liczby mówią same a siebie, ale jednak jadąc pociągiem, widzę wokół siebie wielu czytelników. Trochę mniej ich jest w tramwaju, a jeśli są, to od razu jest jasne, że to studenci. Tymczasem interes się kręci – myślę, przeglądając instagramowe konta polskich wydawców. Codziennie prezentują po kilka zdjęć wydawanych przez siebie książek, z coraz bardziej pstrokatymi okładkami w otoczeniu kwitnących forsycji, kruchych ciasteczek i wypielęgnowanej dłoni pani z działu promocji. I koniecznie kubka kawy.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













