Logo Przewdonik Katolicki

Radość z wierności

ks. Mirosław Tykfer
FOT. GARY WTERS/GETTY IMAGES.

W dyskusjach wokół Amoris laetitia najczęściej pojawia się temat Komunii dla osób rozwiedzionych żyjących w nowych związkach. Małżeńska wierność schodzi raczej na dalszy plan. Tylko czy słusznie? I czy tego chciał papież?

Faktem jest, że sprawa Komunii jest naprawdę ważna. Szczerze przyznaję, że ja nie potrafię jej dziś rozstrzygnąć. Nie pretenduję oczywiście też do tego, aby episkopat wyprzedzać i jakąkolwiek podpowiedź w tym temacie sugerować. Widzę natomiast, że z powodu tych okołokomunijnych dyskusji umyka nam coś równie ważnego w tym dokumencie. Otóż nie byłoby dobrze zapomnieć podstawowy jego cel. Papież Franciszek napisał Amoris laetitia nie tylko ze względu na związki „nieregularne” (bez ślubu kościelnego), ale także i przede wszystkim po to, aby było ich jak najmniej. A to znaczy, że najważniejszym przesłaniem papieża dla współczesnych rodzin jest wierność. 
 
Odkrywanie fundamentu
Są tacy, którzy twierdzą, że wystarczyło przypomnieć nauczanie Kościoła o jednym i nierozerwalnym małżeństwie. Bardziej złośliwi sugerują, że papież celowo pomija w Amoris laetitia tematykę wierności małżeńskiej, natomiast nad wyraz miłosiernie patrzy na osoby rozwiedzione. Tylko, czy rzeczywiście tak jest? Po dokładnej lekturze tego dokumentu doszedłem do wniosku zgoła przeciwnego. Odkryłem bowiem bardzo jasny jego fundament. Jest nim przesłanie dotyczące tytułowej laetitia, czyli radości, jaką daje miłość wierna. I to nawet wtedy, gdy wymaga ona ofiary i poświęcenia. Papież nie rozpoczyna swoich rozważań od omawiania sytuacji nieregularnych. To jest dopiero rozdział ósmy. Poprzedzają go natomiast rozdziały zawierające bardzo konkretne podpowiedzi, jak w wierności wytrwać.
Dlaczego jednak papież tak mało mówi o tym wprost? Dlaczego tak niewiele wspomina o ofierze i krzyżu? Czy to jego bardzo miłosierne nastawienie nie zaciera prawdy bardziej podstawowej? Czy miłosierdzie rzeczywiście sprawi, że ocaleje w nas wierność? Aby odpowiedzieć na te pytania, spróbowałem zebrać wszystkie fragmenty Amoris laetitia, które mówią o wierności. I co? Zaskoczyła mnie ich ilość! I nie było to szukanie igły w stogu siana, jak mówią ci, którzy Amoris laetitia nawet nie wzięli do ręki. Wypisując kolejno odnalezione zdania, układał się przed moimi oczami czytelny obraz papieskiej myśli. Oczywiście, co rusz wyłaniała się z nich szokująca jak na papieskie dokumenty prostota i dosłowność.
To prawda, że styl Franciszka jest duszpasterski, ale to nie znaczy, że nie opiera się na żadnej solidnej teorii. I chociaż z wielkim trudem przychodzi próba jej zanalizowania i ujednolicenia, to nie znaczy, że nie da się tego zrobić. Franciszek po prostu nie poświęcił podstawowego celu adhortacji, jakim jest praktyczna pomoc w duszpasterskim rozeznawaniu, aby usatysfakcjonować zabiurkowych teologów. To jednak, co udało mi się wybrać i w krótkim tekście poukładać, pokazuje jasno, że ten teoretyczny fundament jest i że wyłania się z niego właśnie owo wezwanie do wierności.
 
Miłość warta ofiary
Silna i wierna miłość w małżeństwie jest „ikoną Bożej miłości” – pisze w Amoris laetitia Franciszek – a jej obrazem jest Chrystus, który „oddaje siebie aż do końca na krzyżu”. Taka miłość „jest w stanie przetrwać nawet wtedy, gdy uczucia i namiętność ulegają osłabieniu”. „W samej bowiem naturze miłości małżeńskiej – pisze papież – jest otwarcie na wymiar definitywny”. Jeśli małżonkowie rzeczywiście pójdą tą drogą, nawet jeśli będzie to dla nich oznaczać „wspólne cierpienia i zmagania”, będą mogli „doświadczyć, że było warto, bo zyskali coś dobrego, czegoś się razem nauczyli, albo dlatego, że mogą bardziej docenić to, co mają”. „Niewiele jest tak głębokich i świątecznych ludzkich radości – pisze dalej papież – jak wówczas, kiedy dwoje ludzi, którzy kochają siebie nawzajem, razem zdobyło coś, co ich kosztowało wiele wspólnego wysiłku”.
Po takich słowach nie może nas dziwić, że właśnie w Amoris laetitia Franciszek przypomina, że każdy „nowy związek, zawarty po niedawnym rozwodzie, ze wszystkimi konsekwencjami cierpienia i zamieszania, które uderzają̨ w dzieci i całe rodziny, lub sytuacja kogoś, kto wielokrotnie nie wypełniał swoich zobowiązań rodzinnych (…) nie jest ideałem, jaki proponuje Ewangelia dla małżeństwa i rodziny”. I że to podstawowe założenia „powinny być jasne”.
 
Samoddzielenie od wspólnoty
Ciekawa w tym kontekście jest także lektura posynodalnej Relacji końcowej, zbierającej opinie uczestników synodu, które były dla papieża punktem wyjścia w opracowaniu adhortacji. Stwierdza się w niej, że „małżeństwo chrześcijańskie, będące odzwierciedleniem jedności między Chrystusem a Jego Kościołem, realizuje się w pełni w jedności mężczyzny i kobiety, którzy oddają̨ się̨ sobie nawzajem w wyłącznej miłości i dobrowolnej wierności, należą do siebie aż do śmierci”. I mimo już tak jednoznacznego i stanowczego tonu w tych przytoczonych zdaniach, nie chcąc pozostawić żadnych niedomówień, biskupi dodają słowa jeszcze mocniejsze: „inne formy związków są radykalnie sprzeczne z tym [ewangelicznym] ideałem (…)”.
Stąd też, już niejako na samym końcu adhortacji, Franciszek jeszcze raz przypomina, że „jeśli ktoś afiszuje się z obiektywnym grzechem tak, jakby był częścią ideału chrześcijańskiego, czy chciałby narzucić coś innego od tego, czego naucza Kościół, nie może domagać się, by uczyć katechizmu czy przepowiadać, i w tym sensie istnieje coś, co go oddziela od wspólnoty (por. Mt 18, 17). Musi na nowo usłyszeć Ewangelię i wezwanie do nawrócenia”.
 
Cel duszpasterskiego nawrócenia
Opierając się na tym fundamencie, Franciszek formułuje bardzo jasne cele proponowanej przez siebie duszpasterskiej troski o małżeństwa i rodziny. Chce, aby wszyscy ludzie, nie tylko sami chrześcijanie, wierzyli w miłość ofiarną i wierną, i aby nie bali się jej ciężaru. Bo radości małżeńskiej zdaniem papieża można doświadczyć nawet w cierpieniu. Oznacza to takie towarzyszenie młodym ludziom, aby potrafili zaakceptować prawdę, że „małżeństwo jest koniecznym połączeniem radości i trudów, napięć i odpoczynku, cierpień i swobody”. Nie umniejsza to w żaden sposób ewangelicznemu wymaganiu, aby pomimo sprzeczności codziennego życia, wytrwać w wiernej miłości. Wręcz przeciwnie, papież stanowczo przypomina, że „Kościół w żadnym przypadku nie może wyrzec się̨ proponowania pełnego ideału małżeństwa, planu Bożego w całej swej okazałości (...). Letniość, wszelkie formy relatywizmu lub przesadny szacunek, z jakim się̨ go proponuje, byłyby brakiem wierności Ewangelii, a także brakiem miłości Kościoła wobec samych młodych”.
Zadania realizacji tej pełni małżeńskiego ideału Franciszek nie traktuje jednak jako zobowiązania, które Kościół nakłada bez odpowiedniej ku temu pomocy. „Aby taka miłość mogła przejść przez wszystkie próby i pozostać wierną mimo wszystko, potrzebny jest dar łaski, który by ją umocnił i uwznioślił” – tłumaczy papież. „Każde małżeństwo jest historią zbawienia, a to zakłada, że wychodzi z kruchości, która dzięki Bożemu darowi oraz twórczej i hojnej reakcji stopniowo ustępuje miejsca rzeczywistości coraz bardziej solidnej i pięknej”. Stąd towarzyszenie młodym ludziom oraz wszystkim żyjącym w złożonych często sytuacjach małżeńskich i rodzinnych ma polegać – zdaniem papieża Franciszka – na nawiązaniu dialogu duszpasterskiego, który pozwoli „prowadzić ich do coraz większego otwarcia na Ewangelię małżeństwa w całej jej pełni”.
 
Bez cienia wątpliwości
Amoris laetitia pokazuje bardzo przejrzyście, że prawdziwe szczęście człowieka jest owocem miłości wiernej do końca. Cały styl tekstu, z odpowiednio zachowaną wrażliwością języka i jego zaskakującą dosłownością, rzeczywiście motywuje wiarę, że nawet w bardzo trudnych okolicznościach miłość jest zawsze możliwa. Franciszek zachęca, aby „cierpliwe i z delikatnością̨” towarzyszyć tym, którzy chcą tą miłością żyć nawet wtedy, gdy w pełni jeszcze jej nie rozumieją. Nawet więc wtedy, gdy nastąpi między nimi separacja, pierwszą powinnością duszpasterza, rodziny i wspólnoty parafialnej jest udzielenie pomocy w odbudowania związku. „Niektórzy mają niezbędną dojrzałość – pisze Franciszek – aby odnowić wybór drugiej osoby jako towarzysza drogi, pomimo ograniczeń relacji, i godzą się z faktem, że nie może ona spełnić wszystkich upragnionych marzeń”. I zaraz dodaje, że „uznając, że to pojednanie jest możliwe (…) szczególnie pilna wydaje się posługa wobec tych osób, których małżeństwo się rozpadło”. „Dobrze jest towarzyszyć małżonkom – tłumaczy – aby potrafili zaakceptować kryzysy, jakie mogą się pojawić”. „Każdy kryzys kryje dobrą wiadomość, którą trzeba umieć usłyszeć, wytężając słuch serca”.
A co jeśli doszło już do rozwodu? Papież wcale nie zachęca, żeby zaakceptować możliwość nowego związku. Nie pisze też, że jest to czas, aby rozglądać się za kimś, kto zgodzi się na białe małżeństwo (bez współżycia seksualnego). To przecież też nie jest idealne rozwiązanie, które odpowiadałoby w pełni wymogom Ewangelii. Jan Paweł II uznał, że osoby rozwiedzione żyjące w „białym małżeństwie” mogą przyjmować Komunię, ale było to przecież rozwiązanie z klucza miłosierdzia, a nie z racji ideału, który taki związek miałby oznaczać. Franciszek proponuje zatem, podobnie jak Jan Paweł II, aby wytrwać w wierności, nawet będąc porzuconym i nie związywać się z inną osobą. Zdaje sobie jednak sprawę, że jest to zadanie bardzo trudne i dlatego podkreśla, że „osoby rozwiedzione,  które nie zawarły nowego związku małżeńskiego, będące świadkami wierności małżeńskiej, trzeba zachęcać do znajdywania w Eucharystii pokarmu, który wspiera je w ich stanie”.
Dopiero po tych wszystkich zachętach do wierności adhortacja odnosi się do rozwiedzionych żyjących w nowych związkach, którzy w obliczu sytuacji bardzo skomplikowanych „potrzebują duszpasterskiego zainteresowania”. Tu jednak, dopiero tu zaczyna się rozdział ósmy. Nie wcześniej…

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki