Historia, dyplomacja, maczuga

Gdy tydzień tydzień temu pisałem tekst po wizycie w berlińskich muzeach, nie mogłem nie odnieść się do polityki historycznej.
Czyta się kilka minut
FOT. MAGDALENA KSIĄŻEK. Michał Szułdrzyński zastępca redaktora naczelnego „Rzeczypospolitej”.
FOT. MAGDALENA KSIĄŻEK. Michał Szułdrzyński zastępca redaktora naczelnego „Rzeczypospolitej”.

Jednak awantura, która wybuchła w Izraelu po znowelizowaniu przez Sejm ustawy o IPN, każe mi znów zająć się tematem tego, jaką rolę historia odgrywa w polityce.
Niestety, na początku muszę stwierdzić, że karanie więzieniem za używanie takich pojęć jak „polskie obozy śmierci” to nie triumf, ale porażka polskiej polityki historycznej. Teza o „polskich obozach” jest fałszywa historycznie, historycznie krzywdząca i moralnie stygmatyzująca dla polskiego państwa i milionów polskich ofiar II wojny światowej, dlatego oczywiste jest, że naszą racją stanu jest zwalczanie tego – jak się to modnie nazywa – fałszywego kodu pamięci. Sęk w tym, że jeśli na trzy lata chcemy wsadzać do więzienia kogoś, kto takiego pojęcia używa, oznacza, że całkowicie zawiedliśmy, jeśli chodzi o naszą wizję polityki historycznej. Gdzie są dziesiątki świetnych filmów, które zapowiadała obecna władza, które miały gloryfikować polskie bohaterstwo? Gdzie te wielkie wydarzenia kulturalne, które na cały świat miały rozsławiać dzielnych Polaków, którzy przeciwstawiali się w XX w. obu totalitaryzmom? Gdzie osiągnięcia Polskiej Fundacji Narodowej, która dostała od spółek skarbu państwa miliony złotych na promowanie za granicą polskiego punktu widzenia, ale woli zajmować się akcją billboardową uzasadniającą reformę sądownictwa? Przykro to powiedzieć, ale zupełnie nic z tego nie wyszło. Jeśli po ponad dwóch latach budowy nowej polityki historycznej PiS, by zamknąć usta tym, którzy oskarżają Polskę odpowiedzialnością z Holokaust, jest kara więzienia, to znaczy, że odnieśliśmy w tym dziele absolutną porażkę. Porażkę zarówno jeśli chodzi o politykę historyczną, jak i o dyplomację.
Napięcia między Warszawą a Tel Awiwem są bowiem kryzysem dyplomatycznym, wynikającym z faktu, że nikt nie zadał sobie trudu, by wyjaśnić stronie izraelskiej motywy zmiany ustawy o IPN. Gdzie była polska ambasada, gdzie byli pracownicy MSZ, gdy Sejm pracował nad tą ustawą? Czy nie można było wcześniej kanałami dyplomatycznymi i politycznymi wyłożyć swoje racje, uprzedzić, że Polska wcale nie chce do więzienia wsadzać badaczy Holokaustu? Że w ogóle projektowane przepisy nie będą dotyczyć naukowców?
Nie, zamiast tego po tym, jak sprawa wywołała reakcję w Izraelu, w Polsce obserwujemy wzmożenie i prężenie muskułów. Zamiast dyplomacji, zamiast polityki historycznej, mamy już nawet nie wymachiwanie szabelką, co walenie na oślep maczugą z napisem „polska duma narodowa”. Niestety, to wszystko nie świadczy o dumie, a raczej o kompleksach.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 5/2018