Logo Przewdonik Katolicki

Skąd pieniądze w Kościele?

Ks. prof. Henryk Seweryniak, dr Monika Białkowska
FOT. ROBERT WOŹNIAK, AGNIESZKA ROBAKOWSKA/PK

Monika Białkowska: Powiedzmy od razu, że to ksiądz wsadza ten kij w mrowisko, nie ja! Nie ja wymyśliłam temat o pieniądzach…

Ks. Henryk Seweryniak: Bo to jest trudny temat, dla wszystkich. Niespecjalnie lubię to nasze „co łaska”. Kościół w Polsce jest jednym z niewielu w Europie, który utrzymuje się głównie z ofiar wiernych.
 
M.B.: Kodeks prawa kanonicznego mówi, że „wierni mają obowiązek zaradzać potrzebom Kościoła, aby posiadał środki konieczne do sprawowania kultu, prowadzenia dzieł apostolstwa oraz miłości, a także do tego, co jest konieczne do godziwego utrzymania szafarzy”. Św. Paweł do Tymoteusza pisze, że „godzien jest robotnik swojej zapłaty”, a stare łacińskie powiedzenie mówi, że „kto służy ołtarzowi, powinien żyć z ołtarza”.
 
H.S.: Absolutnie tak! Poza tym ksiądz też człowiek i musi coś jeść, a elektrownie prądu do kościołów też nie dostarczają za darmo. Nawet komunikanty trzeba kupić, żeby potem móc ludziom Komunię św. rozdawać.
 
M.B.: No i wierni o tym wiedzą. Często chcą być ofiarni. Dzielą się swoimi pieniędzmi bez przymusu i  miłości do Kościoła.
 
H.S.: Ta ofiarność jest rzeczą piękną i godną pochwały, i bardzo trzeba dbać, żeby nie osłabła: bo przecież ona też wychowuje ludzi do dzielenia się, wyprowadza nas z egoizmu. Ale jest przy tym absolutnie niekontrolowalna. Możemy też mówić, że w Kościele jest miłość, że miłość wszystko poukłada, ale…
 
M.B.: …ale w małżeństwie też lepiej się w kwestii finansów dogadać, niż naiwnie liczyć na to, że skoro się kochamy, to reszta „jakoś” się poukłada. Coś w tym jest, że chętnie dają, jeśli wiedzą, w jaki sposób są te pieniądze wykorzystywane.
 
H.S.: Mniej więcej o to chodzi. Poza tym system, w którym ksiądz utrzymuje się wyłącznie z ofiar, stwarza w Kościele duże nierówności. Są one niezależne od zaangażowania księdza, zależne za to od miejsca, do którego posłał go biskup. Zdecydowanie lepiej będzie się żyło księdzu w zamożnej diecezji, w dużym mieście, gdzie większość jest zaangażowanymi katolikami – choćby robił tam niewiele – niż księdzu w małej wsi z walącym się kościołem, choćby harował od rana do nocy. Dlatego, również ze względu na dobro księży, kwestia finansowa w Kościele wymaga według mnie reformy. System, o którym myślę, wymaga współpracy ze strony Kościoła i państwa. Muszą ją przeprowadzić ludzie, którzy są w tej dziedzinie specjalistami, gotowi do otwartej współpracy z Episkopatem i rzeczywiście chcą dobra wspólnego – państwa i Kościoła.
 
M.B.: Dobrze Ksiądz wie, że do propozycji reformy w tej kwestii wszyscy podchodzą z dużą nieufnością. Pamiętam sympozjum, które Ksiądz organizował 10 lat temu i na którym była mowa o takiej reformie. I pamiętam też, jakie znaczące postaci wychodziły w trakcie, niemal trzaskając drzwiami…
 
H.S.: Owszem, taka reforma byłaby bardzo trudna, bo wiąże się z potrzebą zmiany mentalności. Wiąże się też z pewnym uzależnieniem od państwa, bo wymaga stworzenia instytucji, która będzie pieniądze rozdzielać między diecezjami. W skrócie w zmianach, których jestem gorącym zwolennikiem, chodzi o to, żeby część podatku, który płacą obywatele, dobrowolnie była przeznaczana na instytucje i dzieła Kościoła katolickiego. Oczywiście, w praktyce chodzi tu o katolików.
 
M.B.: Pierwsze skojarzenie – to system niemiecki. A on przecież niespecjalnie się sprawdził. Zwłaszcza kiedy za brak wpłaty człowiek usuwany jest z Kościoła. Okazuje się, że ludziom bardziej zależy na tym, żeby zaoszczędzić.
 
H.S.: Nam nie chodzi o naśladowanie systemu niemieckiego. Dużo lepszy jest tutaj system włoski, zwany w skrócie otto per mille.
 
M.B.: Coś w rodzaju jednego procenta, odpisywanego na działalność charytatywną?
 
H.S.: Tak, tylko we Włoszech jest mowa nie o jednym procencie, tylko ośmiu promilach, czyli trochę mniejszej części. Ta część odpisywana jest zawsze i automatycznie – nie tak jak u nas w przypadku 1%, kiedy jest braku odpis, pieniądze zostają jako podatek w skarbie państwa.
 
M.B.: Czyli w systemie włoskim pieniądze z kieszeni podatnika i ze skarbu państwa odpływają, niezależnie od decyzji podatnika.
 
H.S.: Odpływają zawsze, a podatnik decyduje tylko, w jakim kierunku. Może przeznaczyć je na Kościół katolicki, Kościół protestancki, Kościół waldensów, na działalność charytatywną czy na ratowanie dzieł kultury. Co więcej: wybór inny niż finansowanie Kościoła w żaden sposób nie wpływa na przynależność do Kościoła i nie skreśla podatnika ratującego zabytki jako człowieka wierzącego.
 
M.B.: Jakoś sympatyczniej niż w systemie niemieckim…
 
H.S.: Mądrzej i lepiej. Człowiek wierzący nadal jest wolny w dysponowaniu swoimi pieniędzmi. A jeśli jakiś proboszcz kiepsko prowadzi parafię tak, że ludzie wolą przeznaczać podatek na inne cele, to biskup o tym wie i może reagować.
 
M.B.: To znaczy, że w tym systemie znika taca i jakikolwiek inny przepływ pieniędzy bezpośrednio?
 
H.S.: Skądże! Ten podatek we Włoszech finansuje przede wszystkim pensje dla księży i pracowników świeckich (w 60 proc.), utrzymanie instytucji diecezjalnych, zwłaszcza kurii i seminarium (w 40 proc.). Wspomaga się z tego budowę świątyń i remonty. Pozostają więc aktualne kwestie utrzymania choćby parafialnych kościołów, opłat za ogrzewanie itp. Nadal zbierana jest taca, nadal można składać ofiary przy okazji odprawiania Mszy św. w jakiejś intencji. Nie ma za to praktycznie ofiar przy okazji ślubów, pogrzebów, chrztów, bierzmowania czy poświęcenia kolejnej figury – czyli tego, co jednak boli ludzi najbardziej.
 
M.B.: Tacy sama bym broniła, bo ma swoją teologię wywodzącą się jeszcze z Kościoła starożytnego, gdzie była po prostu zbiórką na utrzymanie ubogich członków wspólnoty. I nadal według prawa kościelnego na tę wspólnotę powinna być przeznaczana.
 
H.S.: Tak naprawdę w tym systemie jest jeszcze jeden problem, oprócz koniecznej zmiany mentalności. To kwestia kwot. Kiedy z jednym z moich magistrantów próbowaliśmy to wyliczyć, wychodziło nam, że przy odliczeniu 8 promili podatku, średnia pensja księdza wynosiłaby około 390 zł. We Włoszech dochód jest większy, więc wygląda to inaczej. Dopiero przy odliczeniu 2 proc., pensja wzrastała do akceptowalnych 960 zł.
 
M.B.: Ale liczyliście to w 2007 r. Szybko sprawdzam, wtedy dochód państwa z podatku dochodowego od osób fizycznych wynosił około 37 milionów zł – obecnie to około 97 milionów. Może więc warto do tematu wracać…
 
H.S.: Wracamy więc, choć wiesz, że od nas tu nic nie zależy.
 
M.B.: Po to, żeby stanąć po stronie księży: tych żyjących uczciwie i zmęczonych faktem, że wciąż ktoś zagląda im do kieszeni. Oni też by woleli, żeby było przejrzyście.
 
H.S.: I oboje o tym wiemy!
 



Ks. prof. Henryk Seweryniak prof. dr hab. teologii fundamentalnej, przewodniczący Stowarzyszenia Teologów Fundamentalnych w Polsce.

Dr Monika Białkowska doktor teologii fundamentalnej, dziennikarka „Przewodnika Katolickiego”.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki