Logo Przewdonik Katolicki

Gitara i miłość

Łukasz Nauman 
FOT. ANDREA HANDL

– Jesteś w domu? – Jestem... – To czekaj, nie ruszaj się! Za dwie minuty wyjdź przed klatkę!

Za dwie minuty grzecznie czekam na chodniku. Po chwili w naszą małą uliczkę wpada rozpędzone auto i z piskiem opon hamuje pół metra ode mnie. Krzysiek uchyla okno auta i uśmiechając się, wręcza mi instrument. „Jezus prosił, żebym Ci to dał”. Patrzę zszokowany to na gitarę, to na Krzyśka. Dokładnie taka, o jaką się modliłem.
– Dzięki – wydusiłem wzruszony.
Pamiętam, że gitara była dla mnie ważna już od dziecka. Najpierw chciałem nauczyć się na niej grać, żeby być jak tata. Potem, żeby podrywać dziewczyny w liceum. A dopiero na końcu pojawiła się motywacja, żeby wyrażać miłość Jezusowi. Instrument na trwałe zagościł w mojej relacji z Bogiem. Ale też podczas spotkań wspólnoty czy w kościele. Gdy brakowało gitary, to czułem się prawie jakbym nie miał ręki. Jak wtedy gdy spotkaliśmy się w mieszkaniu Krzyśka. Moja i jego rodzina. Modlitwa, śpiew, bawiące się w tle dzieci, wspólny posiłek, rozmowy. Modliliśmy się razem, wyśpiewując Bogu uwielbienie. Gitara by się przydała, ale uległa trwałemu uszkodzeniu. Nie omieszkałem wyrazić to w naszej modlitwie, prosząc Boga o wsparcie, bo nie zaplanowaliśmy takiego wydatku w budżecie. Akurat Krzysiek to usłyszał. Zamiast czekać ze mną na anielską interwencję lub poczekać, aż zaoszczędzimy na gitarę, sam stał się „aniołem” i wziął sprawy w swoje ręce.
Jego praktyczna miłość do dziś owocuje, bo na tym instrumencie powstają kolejne pieśni miłości do Jezusa.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki