Logo Przewdonik Katolicki

Trzeci agresor

Paweł Stachowiak
FOT. NAC

Dla Zakopanego okupacja zaczęła się już 1 września 1939 r. Żołnierze, którzy wkroczyli na Podhale, nie nosili jednak mundurów Wehrmachtu i nie mówili po niemiecku. Przyszli zza niedalekiej polsko-słowackiej granicy.

Słowacja zaatakowała Polskę wraz z III Rzeszą, zajmując wiele miast i wsi w pogranicznym obszarze Karpat, a także Zakopane. Dziś to mało znany epizod tamtego tragicznego września, którego pamięć związana jest przede wszystkim z agresją niemiecką i sowiecką. Ci, którzy o nim przypominają, używają często wobec ówczesnej Słowacji sformułowania „trzeci agresor”, stawiając ją na jednym poziomie z hitlerowskimi Niemcami i stalinowskim ZSRR. Czy rzeczywiście istnieje tu jakaś prosta symetria, która uprawniałaby do takiej oceny? Aby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba przyjrzeć się wydarzeniom września 1939 r. na południowym pograniczu II RP, ale również wniknąć głębiej we wcześniejsze lata, gdy kształtowała się słowacka tożsamość narodowa i dawały o sobie znać liczne związane z tym procesem konflikty.
 
Bez większych strat
W dwudziestoleciu międzywojennym Polska graniczyła na południu z Czechosłowacją – państwem młodym, bez historycznej tradycji, powstałym po I wojnie światowej w wyniku rozpadu Austro-Węgier, wielowiekowego imperium Habsburgów. W latach 1938–1939 państwo czechosłowackie przeżyło kryzys, którego przyczyną były rosnące sprzeczności wewnętrzne i trudna sytuacja międzynarodowa. Efektem tego było najpierw jego okrojenie terytorialne na korzyść Niemiec w 1938 r., a później w marcu 1939 r. rozpad państwa. Część zachodnią włączono do Rzeszy jako Protektorat Czech i Moraw, wschodnia ogłosiła niepodległość jako Państwo  słowackie. Niepodległym było ono jednak tylko z nazwy, faktycznie znajdowało się pod kuratelą III Rzeszy, zarówno w sensie politycznym, jak i wojskowym. To dzięki Niemcom udało się w ciągu kilku miesięcy stworzyć 150-tysięczną armię słowacką, która po raz pierwszy miała zostać użyta właśnie przeciwko Polsce we wrześniu 1939 r. Pomimo że formalnie dowodzona była przez słowackiego generała Ferdinanda Catlosa, w rzeczywistości była częścią wojsk niemieckich kierowanych na tym odcinku przez gen. Wilhelma Lista.
Słowacy uderzyli w trzech kierunkach, najpierw na Podhale, Orawę i Spisz, później w rejonie Krynicy oraz w okolicach Komańczy i Sanoka. Wojsko polskie nigdzie nie stawiło silniejszego oporu i Słowacy w ciągu kilku dni weszli na głębokość od kilkunastu do kilkudziesięciu kilometrów w głąb polskiego terytorium. Nie było ani spektakularnych starć, ani większych strat. Armia słowacka straciła 24 żołnierzy, spośród których tylko 18 poległo w walce. Swoistym symbolem walk było zajęcie pogranicznej Jaworzyny Spiskiej, „bronionej” przez dwóch polskich policjantów, którzy na widok nadciągających hufców słowackich odjechali na rowerach do Bukowiny Tatrzańskiej. Już po zakończeniu całej operacji władze Państwa słowackiego ustanowiły medal wojskowy „Za wyzwolenie Jaworzyny”, upamiętniający ów chwalebny epizod (niestety brak relacji, czy zostali nim uhonorowani również rozsądni rowerzyści…). Cała operacja zakończyła się szeregiem defilad zwycięstwa, m.in. w Zakopanem, Popradzie i Spiskiej Starej Wsi, podczas których niemieccy i słowaccy wojskowi dekorowali się nawzajem rozmaitymi krzyżami, medalami i odznakami oraz głosili chwałę swego bohaterskiego oręża. „Żołnierze młodej armii słowackiej okazali się być godnymi towarzyszami broni swoich niemieckich kolegów, z którymi wspólnie przywrócili pokój i porządek na obszarze zagrabionym przez polskich podpalaczy i terrorystów”, podsumował przewagi swych dywizji gen. Catlos podczas defilady w Zakopanem. Wymiernym efektem całej akcji militarnej było przyłączenie do Słowacji około 770 km kwadratowych terenów wcześniej należących do Polski, 11 wsi orawskich i 15 spiskich. Hitler chciał do tego hojnym gestem dorzucić także Zakopane i Nowy Targ, Słowacy jednak nie skorzystali.
 
Słowackie przebudzenie
Epizod słowackiej agresji na Polskę przeprowadzonej pospołu z III Rzeszą nie należy do chwalebnych momentów historii naszego południowego sąsiada. Dla kilkunastu pogranicznych wiosek Słowacy dali się wciągnąć do walki po ewidentnie złej stronie, co niestety stanowiło tylko pierwszy etap degrengolady Państwa słowackiego, której finałem był współudział w zagładzie własnych obywateli żydowskiego pochodzenia. Co wepchnęło ów mały i młody naród w to nieszczęsne uwikłanie? Dlaczego wielu Słowaków nie widziało dla siebie w 1939 r. innego wyjścia niż podporządkowanie się III Rzeszy? Odpowiedź na to pytanie wymaga sięgnięcia do źródeł słowackiej tożsamości. Ziemie przez nich zamieszkiwane były od tysiąca lat jednym z krajów Korony św. Stefana, czyli Królestwa Węgier, które aż do końca I wojny światowej obejmowało rozległe tereny dziś należące do m.in. Rumunii, Chorwacji, Serbii i właśnie Słowacji. Od początków XI w. dzisiejsza Słowacja była nazywana Górnymi Węgrami, a miasta takie jak Bratysława, Koszyce i Żylina stanowiły centra kultury węgierskiej. U początku XIX w. po słowacku mówiła tylko ludność chłopska bez wyraźnej świadomości narodowej. Wszystkie warstwy wyżej urodzone i lepiej wykształcone były całkowicie zmadziaryzowane. Sytuacja przypominała tę na ówczesnej Litwie, gdy Mickiewicz pisząc „Litwo ojczyzno moja” używał języka polskiego i uznawał się za Polaka, choć o litewskich korzeniach. Koniec XIX stulecia przyniósł wielu ludom wschodniej, południowej i centralnej Europy przebudzenie uczuć narodowych. Również Słowacy zaczęli odzyskiwać swą zagubioną tożsamość, kultywować swój język, tworzyć narodową literaturę, wzmacniać poczucie odrębności, wreszcie domagać się własnego państwa. Prowadziło to naturalnego konfliktu z Węgrami, dla których owo przebudzenie było niczym innym jak groźnym zjawiskiem godzącym w ich narodową i państwową jedność. Znów nasuwa się tutaj analogia z ówczesnym polskim odbiorem zjawisk, które dokonywały się na ukraińskich i litewskich kresach. Szczególna rola w tym słowackim odrodzeniu przypadła księżom katolickim, którzy wywodząc się z ludu stali się pierwszym pokoleniem świadomej swej słowackości inteligencji. Dwaj z nich mieli stać się później ważnymi postaciami historii Słowacji I połowy XX wieku: ks. Andrej Hlinka i jego współpracownik oraz następca ks. Józef Tiso.
 
Rozwód z Czechami
Upadek monarchii Habsburgów w 1918 r. umożliwił spełnienie niepodległościowych aspiracji wielu narodów. Byli wśród nich także Słowacy. Ostatecznie z wojennego chaosu wyłoniło się jednak nie narodowe państwo słowackie, ale wspólna z Czechami państwowość czechosłowacka. Dwa narody łączyły podobne języki, ale dzieliła historia. Nigdy dotąd Czesi i Słowacy nie tworzyli wspólnoty politycznej, byli różni pod względem rozwoju ekonomicznego, religijności i obyczajów. Na fali optymizmu, który zapanował po zakończeniu I wojny światowej elity obu narodów podjęły eksperyment utworzenia nie tylko jednego państwa, ale również wykreowania jednej narodowości – czechosłowackiej. Czesi byli w tym układzie elementem znacznie silniejszym i wkrótce zdominowali instytucje nowej republiki. Słowacy czuli się coraz bardziej marginalizowani, nie tylko jeśli idzie o wpływy polityczne i gospodarcze, ale przede wszystkim w sferze kulturowej i religijnej. Czeskie tradycje antykatolickiego laicyzmu drażniły i gorszyły wielu przywiązanych do Kościoła katolickiego Słowaków. Symbolicznym był sprzeciw słowackich deputowanych do parlamentu w Pradze wobec ustanowienia święta narodowego w dniu rocznicy spalenia uznawanego wówczas za heretyka Jana Husa na soborze w Konstancji w 1415 r.
Te konflikty dzielące młode państwo były pożywką dla rozwoju nacjonalizmu słowackiego, który osłabiał i ostatecznie miał rozbić wspólnotę Czechów i Słowaków. Na tym tle wyrosły polityczne kariery księży Hlinki i Tiso. Pierwszy z nich założył Słowacką Partię Ludową, tzw. ludaków, drugi przejął nad nią kierownictwo pod koniec lat 30. i stanął w 1939 r. na czele Państwa słowackiego.
Polityczna rola księży katolickich w ówczesnej Słowacji nie była w tamtym czasie czymś niezwykłym. Także w Polsce księża zasiadali w ławach parlamentarnych i pełnili funkcje publiczne, jednak Słowacja była przypadkiem dość szczególnym. Ks. Józef Tiso został bowiem prezydentem państwa, który zwykł łączyć obowiązki głowy państwa (np. uczestnictwo w ceremoniach państwowych) z odprawianiem podczas nich Mszy.
 
Sojusz dla przetrwania
Chwila, gdy Słowacy uzyskali wreszcie szansę uzyskania politycznej samodzielności, przyszła w wyjątkowo trudnym czasie europejskiego kryzysu. Jesienią 1938 r. Hitler zmusił Czechosłowację do rezygnacji z ziem zamieszkanych przez ludność niemiecką, tzw. Sudetów, a później w marcu 1939 spowodował wspomniany już powyżej rozpad państwa czechosłowackiego. 14 marca 1939 r., kilka godzin po powrocie ks. Tiso z Berlina, gdzie konsultował się z Hitlerem, ogłoszono niepodległość Słowacji. Następnego dnia czołgi niemieckie wjechały do Pragi. W całym dramacie Czechosłowacji niechlubną rolę odegrała także i Polska. Od momentu powstania obu państw istniał między nimi spór terytorialny, dotyczył przede wszystkim ziem tzw. Zaolzia – części Śląska Cieszyńskiego zajętej przez Czechów w 1919 r. oraz niewielkich skrawków słowackiego Spiszu i Orawy. Na początku października 1938 r., gdy III Rzesza zajmowała niemiecko-czeskie pogranicze, Polska zgłosiła swe pretensje do spornych terytoriów i wymusiła na znajdującym się w krytycznej sytuacji państwie czechosłowackim ich oddanie. Na Słowacji zajęcie przez Polskę terenów Spiszu i Orawy, w tym pięknych tatrzańskich dolin – Białej Wody i Jaworowej – zostało odebrane jako agresja silniejszego sąsiada i wzbudziło pragnienie rewanżu.
W momencie gdy nieuchronnie zbliżał się moment wybuchu wojny, której pierwszą ofiara miała stać się Polska, przywódcy nowego państwa słowackiego stanęli przed trudnym wyzwaniem. Największym zagrożeniem zdawały się im wówczas Węgry, które w sojuszu z Niemcami chciały odzyskać tereny utracone po I wojnie światowej, a zatem również te ziemie, które były niegdyś Górnymi Węgrami. To było całkiem realne zagrożenie dla istnienia Państwa słowackiego. W takiej sytuacji ks. Tiso i inni słowaccy politycy uznali, iż jedynym ratunkiem jest absolutne podporzadkowanie się Niemcom i udowodnienie w ten sposób Hitlerowi, iż autonomiczne Państwo słowackie jest wartościowe z punktu widzenia interesów III Rzeszy. Stąd wzięła się uległość władz Państwa słowackiego oraz ich udział w agresji na Polskę we wrześniu 1939 r.
 
Rozliczenia z przeszłością
Słowacy mają do dziś problem z tamtymi epizodami swej historii. Dla wielu tzw. Pierwsza Republika Słowacka jest naturalną poprzedniczką dzisiejszego państwa słowackiego, a jego tradycje i liderzy zasługują według nich na wdzięczną pamięć. Ks. Tiso jest dla nich przywódcą, którego polityka uchroniła Słowację przed okupacją i stratami ludzkimi podczas wojny. Często postrzegają go nawet jako męczennika, który został po wojnie niesłusznie skazany przez komunistyczne władze na karę śmierci. Inni wskazują na jego uległość wobec zbrodniczego reżimu nazistowskiego i uczynienie ze Słowacji instrumentu polityki Hitlera. Przede wszystkim jednak zarzucają mu udział w polityce eksterminacji obywateli Słowacji pochodzenia żydowskiego.
Epizod słowackiej agresji na Polskę nie jest w tych dyskusjach na pierwszym planie. Trochę szkoda, bo to raczej problem słowacki niż polski i powinien być jednym z wątków rozliczania się naszych południowych sąsiadów z własną przeszłością. Dla nas to raczej historyczna ciekawostka, o której warto pamiętać, ale bez szczególnej ekscytacji. No i broń Boże, bez żadnych rekonstrukcji…

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki