Logo Przewdonik Katolicki

Królowa z sąsiedztwa

Natalia Budzyńska
FOT. SAM EMERSON/POLARIS-EAST NEWS

Królowa soulu, diwa muzyki gospel. Śpiewała dla prezydentów i papieża, sprzedała ponad siedemdziesiąt milionów płyt. Umarła w wieku 76 lat w Detroit. Jej głos jest nieśmiertelny.

Są artyści, których się nigdy nie zapomni, których słuchać będzie się wiecznie i którzy będą inspirować kolejne pokolenia na całym świecie nie tylko podejściem do muzyki, nie tylko sztuką, ale i duchem, emocjami i wrażliwością. Do nich należała Aretha Franklin. Kilka dni przed śmiercią jej bliscy zaapelowali o modlitwę za nią, była już ciężko chora, właściwie w stanie terminalnym. W Kościele baptystycznym w Detroit, do którego należała, odbywały się nabożeństwa w jej intencji. Kilka lat temu zdiagnozowano u niej raka trzustki, mimo to przez ten czas był aktywna, nagrywała i występowała. Dopiero rok temu zdarzyło się jej odwołać trasę koncertową z powodów zdrowotnych, wciąż jednak miała plany. Zmarła otoczona rodziną i bliskimi.
 
Cudowne dziecko
Urodziła się w czasach niedobrych dla czarnoskórych mieszkańców Ameryki. Jak większość artystów wywodzących się z jej kręgu kulturowego śpiewać zaczęła w kościele. Ojciec Arethy był słynnym i podziwianym kaznodzieją w Memphis; kiedy miała pięć lat, rodzina przeprowadziła się do Detroit. To jej ojciec, Clarence LaVaughn, rozpoznał jej talent, śpiewała więc w chórze kościelnym od dziecka. Wydawałoby się, że wzrastała więc w pobożnej i szczęśliwej rodzinie. Nic z tego. Ojciec, który pochodził z ubogiej rodziny zbieraczy bawełny, niezbyt potrafił poradzić sobie z własnym sukcesem. Został pastorem mając lat 16, szybko się ożenił i rozpoczął karierę jako kaznodzieja w coraz bardziej popularnym na południu kościele baptystycznym. Był obdarzony wielką charyzmą i talentem, był genialnym mówcą, a jego nabożeństwa w Detroit stawały się coraz bardziej sławne i emitowane przez radio. Lubił pieniądze, drogie garnitury, samochody i kobiety, więc małżeństwo szybko się rozpadło. Odejście matki Aretha przeżyła bardzo mocno, a jeszcze bardziej jej przedwczesną śmierć. Tymczasem w domu pastora bywały coraz bardziej sławne osobistości, którym śpiewała 10-letnia dziewczynka zachwycającym i zaskakująco dojrzałym głosem. Do kościoła w Detroit przyjeżdżały gwiazdy muzyki, ale także politycy i działacze na rzecz  praw czarnoskórych. Aretha Franklin wychowywała się w otoczeniu takich śpiewaczek jak Mahalia Jackson, Clara Ward, Dinah Washington, które pomagały babce wychowywać córki pastora LaVaughna. Nie zapominał o niej w trakcie nabożeństw, które kończyły się jej występem: 11-letnia dziewczynka wychodziła przed chór zapowiadana przez ojca. „Słuchajcie jej” – mawiał słynny kaznodzieja i rzeczywiście wszyscy słuchali z zapartym tchem. Zanim Aretha nagrała pierwszy album, była już matką, bardzo wcześnie zaczęła szukać akceptacji i miłości w przygodnym seksie. Pierwszego syna urodziła w wieku 13 lat, drugiego zaraz potem. Dziećmi zajęła się babka, a dziewczynka wyruszała z chórem kościelnym na występy w południowych stanach. Miała 19 lat, kiedy podpisała pierwszy kontrakt z wytwórnią płytową i na wiele lat rozstała się z gospel, zaczynając karierę jednej z wielu czarnoskórych piosenkarek. Niektórzy wierni mieli jej to za złe.
 
Odrobina szacunku
Królową soulu po raz pierwszy została nazwana w 1967 r., mniej więcej w momencie nagrania swojej wersji utworu Otisa Reddinga pod tytułem Respect. To był moment przełomowy, od tej chwili Aretha Franklin stała się sławna i uwielbiana. „Wszystko o co proszę, to odrobina szacunku, gdy wracasz do domu” – ten tekst stał się sztandarowy dla wszystkich upokarzanych kobiet, wkrótce stając się hymnem ruchów feministycznych lat 60., ale także społeczności czarnoskórych walczących o swoje prawa. Od tej chwili kariera Arethy Franklin nabrała rozpędu i choć zaczęła nagrywać także w stylistyce pop (co jednak jej nie służyło), to od czasu do czasu wracała do gospel. Epoka disco skłoniła ją do pewnych ustępstw, reputację podratował występ w filmie Blues Brothers u boku Jamesa Browna, Raya Charlsa i Johna Lee Hookera. W 1972 r. nagrała świetny album z utworami gospel zatytułowany Amazing Grace. To nim znajdują się takie standardy jak What a Friend we have in Jesus czy Jesus hears every prayer. Ta płyta szybko stała się – i do dzisiaj utrzymała ten status – najlepiej sprzedająca się płytą gospel w historii. Po latach nagrywania utworów pop, często z gwiazdami młodszego pokolenia (m.in. z Annie Lennox, George'em Michaelem i Whitney Houston, której była matką chrzestną), znowu wróciła do gospel na płycie One Lord, One Faith, One Baptism
 
Kobieta z sąsiedztwa
„Tylko w muzyce potrafiła wyrazić prawdę” – pisze jej biograf David Ritz, wspominając dramatyczne dzieciństwo (po śmierci matki na długi czas zaniemówiła), ucieczkę w seks, potem w alkohol, nieudane związki z mężczyznami, otyłość. Z najtrudniejszych doświadczeń i traum wychodziła dzięki muzyce, ale też właśnie dlatego w jej muzyce jest tyle przejmującego bólu i wołania o nadzieję. Muzyka była jej walką o życie. Nie lubiła mówić o swoich kryzysach, starała się nawet biografowi nie opowiadać wszystkiego, starannie ukrywała swoje emocje. Traciła mężów, ojca (został postrzelony i zmarł), siostry i brata (wszyscy chorowali na raka). Dużo paliła, zdarzały się narkotyki, przed koncertami często sporo piła, zmagała się z huśtawką nastrojów, doświadczała przemocy. Być może właśnie dlatego, mimo że śpiewała dla prezydentów, mogła mówić: „Nie jestem gwiazdą, jestem kobietą z sąsiedztwa”. Miała problemy takie, jak wiele kobiet, które znała.
Pod koniec życia zmagała się z lękami, które tłumiła jedzeniem. Znany był jej lęk przed podróżowaniem samolotami, więc raczej starała się nie opuszczać swojego domu w Detroit. W 2015 r. zaśpiewała dla papieża Franciszka odwiedzającego Filadelfię. Wiara była dla niej ważna, do końca wspierała ubogich i chrześcijańskie społeczności w swoim mieście. Jej najmłodszy syn, Kecalf Cunningham jest chrześcijańskim raperem. Być może niedługo będziemy mogli obejrzeć nakręcony przez Sydneya Pollacka w 1972 r. dokument ukazujący nagranie płyty Amazing Grace w jednym z kościołów w Los Angeles. Film miał dziwną historię, przeleżał ponad cztery dekady w magazynach, ponieważ reżyser nie nagrał dźwięku. W 2012 r. rozpoczęto proces postprodukcji i synchronizacji dźwięku, ale prawnicy Arethy Franklin z nieznanych powodów starali się jeszcze dwa lata temu zablokować pokazy filmu. I rzeczywiście premiera w 2015 r.  została wstrzymana i do dziś się nie odbyła. Możemy jedynie zobaczyć wciąż dostępny w sieci trailer i mieć nadzieję, że kiedyś będziemy mogli wziąć udział w tej elektryzującej uczcie duchowej. A tymczasem posłuchajmy płyty…
 
 
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki