Logo Przewdonik Katolicki

Medycyna nie jest wszechpotężna

ks. Jarosław Czyżewski
FOT. UNSPLASH

O uporczywej terapii z dr. Szczepanem Coftą rozmawia ks. Jarosław Czyżewski

Zespół bioetyków przy polskim Episkopacie wydał pod koniec czerwca dokument o uporczywej terapii. Skąd ten problem w medycynie?
– Gwałtowny rozwój medycyny powoduje, że pojawiają się w tym kontekście szczególne pytania etyczne. Dostępny dziś szeroki wachlarz metod pozwalających na przedłużanie funkcji życiowych jest imponujący. Jednocześnie jednak pojawia się pokusa nadużywania możliwości technicznych mimo ograniczonych możliwości ludzkiego organizmu. Dlatego należy indywidulanie w przypadku każdego pacjenta pytać, na ile dane działania medyczne dają szansę na wyleczenie. Niestety nieraz może być to związane z uporczywością leczenia oraz dodawaniem mu nieproporcjonalnych cierpień.
 
Czym jest zatem uporczywa terapia?
– Precyzyjniej określając, powinno mówić się o tzw. terapii daremnej. Polega ona na przedłużonym podtrzymywaniu funkcji niewydolnych narządów, które nie przynosi korzyści terapeutycznych. Nie daje szans na poprawę stanu pacjenta, a na dodatek naraża go na dodatkowe cierpienia. Stąd nie służy jego dobru, narusza należne mu prawa i sprzeciwia się jego godności. Z tego powodu Kościół sprzeciwia się stosowaniu terapii daremnej. W dokumencie czytamy: „Jeżeli lekarz uczynił to, co tu i teraz możliwe wobec nieodwracalnie postępującego zanikania procesów życiowych pacjenta, to ani on sam, ani otoczenie nie może uznać za niemoralną decyzji o zaprzestaniu dalszej terapii, czyli o rezygnacji ze stosowania środków nieproporcjonalnych do sytuacji”.
 
Bp Józef Wróbel, przewodniczący zespołu bioetyków, zaznaczył, że w żadnym przypadku zaprzestanie terapii daremnej nie może być zestawiane z eutanazją.
– Odstąpienie od terapii daremnej jest czymś diametralnie innym od eutanazji i nie wolno tego łączyć. W eutanazji podejmuje się działania, które bezpośrednio prowadzą do śmierci, przyspieszają ją. Z kolei w rezygnacji z terapii daremnej odstępuje się od tych działań, które jakoby sztucznie przedłużają życie i opóźniają śmierć, nie przynosząc u pacjenta efektu terapeutycznego i zadając mu dodatkowy ból. W przeciwieństwie do eutanazji, intencją nie jest pozbawienie życia chorego, ale przywrócenie naturalnego procesu umierania. Papież Franciszek powiedział: „To nie jest spowodowanie śmierci; tu akceptuje się to, że nie można jej zapobiec”.
 
Dlaczego jednak mimo wszystko stosuje się terapię daremną?
– Personel medyczny czasem obawia się oskarżeń o błąd w postępowaniu lekarskim. Są też przyczyny organizacyjne, wynikające z rutyny i pewnego automatyzmu w sformalizowanym – niestety coraz częściej – postępowaniu medycznym.
Najczęściej jednak daremna terapia jest skutkiem postawy rodziny i nacisków wywieranych przez nią na personel medyczny. Wynika to z braku pogodzenia się ze zbliżającą się śmiercią bliskiej osoby, czemu często towarzyszy wiara we wszechpotęgę medycyny. Dokument mówi: „W rodzinie [chorego] może pojawiać się wrażenie, że człowiek z użyciem współczesnych osiągnięć medycyny jest «panem życia i śmierci»; z trudem zostaje przyjęty fakt, że człowiek umiera. (…) dopuszczenie do wydłużania terapii daremnej niesie ze sobą ryzyko kształtowania w rodzinie pacjenta postawy roszczeniowej wobec lekarza, służby zdrowia czy samego Boga. Utrudnia także ukazywanie w pełni ludzkiego i chrześcijańskiego zrozumienia przemijalności życia oraz nieuchronności śmierci”.
 
Lekarzom jest łatwiej czy trudniej niż rodzinie?
– My też mamy wiele rozterek moralnych. Nie jest to wyimaginowany, ale codzienny problem personelu medycznego w polskich szpitalach. Stąd wartość tego dokumentu. Na co dzień doświadczamy bowiem bezsilności wobec tego, co nieuchronne, co musimy zaakceptować, nawet przy możliwości zastosowania tak szerokich środków technicznych. Jeżeli chodzi o relację z rodziną umierającego, próbujemy – choć to nieraz bardzo trudne – rozmawiać o nieuchronności zbliżającej się śmierci.
 
Co Pana zdaniem jest kluczowe w tym temacie?
– Potrzeba dialogu lekarzy z rodzinami pacjentów, a w nim niezbędna jest dobra komunikacja i zaufanie. Potrzeba też wrażliwości sumień personelu medycznego, który w sytuacjach – za każdym razem jedynych i niepowtarzalnych – musi umieć rozeznać dobro chorego. Oczywiście na podstawie wiedzy medycznej, a także dzięki umiejętności kompetentnego podejmowania decyzji z uszanowaniem godności chorego.
 



SZCZEPAN COFTA
Dr hab. nauk medycznych. Naczelny lekarz Szpitala Klinicznego Przemienienia Pańskiego Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Specjalista chorób wewnętrznych i pulmonologii. Członek Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Pielęgniarka Ala
    15.03.2019 r., godz. 16:15

    Pulmonologia - cóż to takiego w kontekście naszej eschatologii? Ostatnie tchnienie i jesteśmy w innej już rzeczywistości, poza zasięgiem pulmonologii. Ostatnie pożegnanie z ukochaną - ten ostatni pocałunek, powiesz, że może być tylko z żoną. A ten z kochanką na boku to grzech śmiertelny, nie mówiąc już w tym przypadku o trójkącie małżeńskim w takim momencie historycznym. Inni jednak dodadzą wierność aż do śmierci swojej żonie i kochance, z dyskretnym zapytaniem: w rękach starszej już wiekiem żony - lekarza pulmonologii, czy kochanki - pięknej młodej pielęgniarki z tego samego wydziału, którą żona całkiem przypadkiem do pracy zagoniła i to jakiej... Na końcu dwie wdowy stanęły w czarnych skórzanych fartuchach i do tego w kozakach czarnych za kolana na warcie przy trumnie męża w kostnicy i ostatni raz zasalutowały na do widzenia. Co za pożegnanie! Co za piękny szacunek i wierność do grobowej deski!

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki