Logo Przewdonik Katolicki

Bumerang

Łukasz Nauman 
FOT. ANDREA HANDL

To był trudny dzień. Wyzwania piętrzyły jedno po drugim.

Praca, którą trzeba będzie wreszcie zmienić. Stan konta, który był zaskakująco chudy. Egzamin na studiach, który niespodziewanie trzeba poprawić. Rozmowa z żoną, w której źle zakomunikowałem pewne rzeczy. To wszystko naraz przygniotło mnie jak zbyt ciężka sztanga na ławeczce w siłowni. Miałem ochotę się poddać. I do tego doszło jeszcze jedno: – Tato, mogę pograć na telefonie? – Już wystarczy, grałeś ostatnio. – Ale proszę, tato! – Synu, powiedziałem coś. – Proszę... tylko kilka minut. – Chłopie, ile razy mam ci powtarzać? – Tata, posłuchaj. Przecież sami mi z mamą ciągle powtarzacie, że mam się nigdy nie poddawać.
Ostatnie słowa zaczęły rezonować w mojej zmęczonej głowie. Nigdy się poddawać. Uśmiechnąłem się. Duch Święty nie przyszedł do mnie w wizji, w metafizycznym objawieniu, nie przemówił przez anioła, nie zesłał pioruna lub ognia z nieba. Nie podświetlił niebiańskim światłem fragmentu Pisma Świętego. Nie posłał też proroka, nie przemówił słyszalnym głosem. Nie... Ale miałem nieodparte wrażenie, że dodał mi otuchy przez rozmowę z synem, który bez ceregieli przypomniał mi to, do czego sam go tak często zachęcam. Moje słowa skierowane do dziecka powróciły jak bumerang i uderzyły po głowie, otrzeźwiając, gdy tak bardzo tego potrzebowałem. Nie dostałem rozwiązania, ale dostałem wskazówkę. Nie dostałem rybki, ale wędkę – słowo pociechy, dzięki której mogłem zmienić nastawienie i spojrzeć na wyzwania codzienności przez okulary wiary.
 
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki