Logo Przewdonik Katolicki

Świecki arcykapłan

Piotr Zaremba
FOT. MAGDALENA BARTKIEWICZ. Piotr Zaremba historyk, dziennikarz, publicysta, komentator polityczny

Widok Jeana Claude’a Junckera przy ołtarzu bazyliki w Trewirze, inicjującego coś w rodzaju świeckich rytuałów na cześć Karola Marksa w rocznicę urodzin, to kwintesencja epoki.

W Polsce jedni te rytuały wykpiwają. Ale są i tacy, którzy próbują uznać je za wiążące. Nikt mnie tak nie rozbawił jak Jakub Majmurek, publicysta kreujący się na wyrazistego lewicowca, także w sferze socjalnej, który bronił żywotności myśli Marksa, powołując się na Junckera i na redakcję „Financial Times”. Od kiedy to trzeba opinii globalno-liberalnego establishmentu, żeby legitymizować teoretyka rewolucji? Od kiedy argumentem przesądzającym w takiej sprawie jest zapał polityka, którego państwo, Luksemburg, zostało zmienione w raj podatkowy?
Majmurek mówi Polakom: czcijcie Marksa, bo tak wypada. A niechęć niektórych, w tym i takich postaci jak Ryszard Petru, do tego kultu uznaje za dowód na zaściankowość naszego narodu. I cudzoziemcy z Zachodu, i ludzie tacy jak Majmurek, z racji pokoleniowych i ideologicznych uwarunkowań nierozumiejący polskiej historii, odmawiają nam prawa do przykrych doświadczeń. Doświadczeń z teorią, nauką, ideologią zastosowaną w praktyce. Na ile odpowiada za to teoretyk?
Każdy, kto choć rzucił okiem na Główne nurty marksizmu Leszka Kołakowskiego – człowieka, którego marksizm ukształtował, ale który się uwolnił – nie pozwoli sobie w tej sprawie na lekkomyślność. I na sprowadzanie brodatego dziadka z Trewiru do roli turystycznej atrakcji. Do nawoływania: „wypada”. Nie oznacza to naturalnie wezwania, aby nie czytać jego tekstów. Ale myśliciel odpowiada za konsekwencje swojego dzieła. Odmawiam uznania terroru marksistów za wypadek przy pracy, skoro w myśl Marksa wbudowana była rewolucja i utopia budowanego od podstaw nowego społeczeństwa.
Co nie oznacza, że w tym obrazie nie ma komplikacji. To prawda, że zachodni socjaliści, też inspirujący się marksizmem, pomogli zmienić kapitalizm na bardziej sprawiedliwy. To prawda, że widomo rewolucji, które Marks widział krążące nad Europą już w XIX w., przyczyniło się do budowy państwa opiekuńczego. Doceniam, ale to raczej było „wypadkiem przy pracy”. Tam, gdzie zastosowano marksizm w stanie czystym, tam była bieda, brutalność, okrucieństwo.
Co więcej, żeby mieć krytyczne zdanie o marksizmie, nie trzeba koniecznie osądzać jego duchowych wnuczków. Myśl sama, twórcza, gdy chodzi o zwrócenie uwagi na rolę ekonomii w dziejach („stosunków  produkcji”), broni się średnio. Nie zapomnę mojej lektury Historii powszechnej XVII wieku prof. Zbigniewa Wójcika, tworzącego w czasach PRL uczciwego socjalisty. Próbując opisać fenomen wojen religijnych, sprowadzał je do walki grup społecznych o ekonomiczne cele. Ich samoistnego ideowego wymiaru (niewykluczającego uwarunkowań ekonomicznych) szacowny uczony nie bardzo był w stanie pojąć. A umysł samego Marksa był zamknięty na tak wiele zjawisk. Przypomnijmy „religię jako opium ludu”. Znalazł jeden wytrych dla objaśnienia i niczego więcej nie potrzebował.
Jeśli dziś elity europejskie z Junckerem na czele znajdują tyle ciepłych słów dla Marksa, to nie tylko z powodu sentymentu do „atrakcji turystycznej”. Z pewnością nie chcą realizować jego utopii ekonomicznej. Globalny kapitalizm jest jej zaprzeczeniem. Ale nieobca jest im pokusa historycznego determinizmu. Przekonania, że dzieje biegną w jedną stronę. Te elity wierzą w nieuchronność europejskiego federalizmu czy przemian światopoglądowych, które mają być równie oczywiste jak społeczeństwo bez klas dla marksistów. I dlatego ani Marks nie wydaje mi się poczciwym dziadkiem, ani Juncker postacią godną podziwu jako świecki arcykapłan.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki