Logo Przewdonik Katolicki

Korytarze humanitarne – sprawdźmy to!

Piotr Zaremba

Kornel Morawiecki jeszcze raz pokazał, że mówi to, co myśli, sprawiając PiS-owi, a zwłaszcza nowemu premierowi kłopot. Zaproponował powrót do debaty z 2015 r., czyli przyjęcie 7 tys. imigrantów, bo takie ma przekonania.

Z kolei wicepremier Jarosław Gowin i politycy jego partii zaczęli wspominać, nieśmiało, o czymś, o czym mówią też biskupi: o rozważeniu idei korytarzy humanitarnych. Zarówno pomysł Morawieckiego, jak i bąknięcia Gowina spotkały się z kontrą zarówno rzeczniczki PiS, jak i rządu. Można rzec, że syn odrzucił ideę ojca. Ale niektórzy wrogowie PiS z prawej strony podejrzewają, że to zapowiedź zmiany polityki rządowej. A może raczej balon próbny. Histeria zarówno posłanki Pawłowicz, jak i prawicowego ludu pokazała jednak, że jeśli to prawda, łatwo nie będzie.
Warto by rozdzielić obie inicjatywy. Podziwiam Morawieckiego, że nie kieruje się żadną partyjną ortodoksją. Ale przyjęcie 7 tys. ludzi to nie jest dobry pomysł. Miała to być część mechanizmu tak zwanej relokacji, który w wykonaniu państw zachodnich zmienił się w rodzaj maskarady. Z jednej strony trudno się oprzeć wrażeniu, że decydująca część zachodnich elit – politycznych i biznesowych – wciąż jest zainteresowana napływem taniej siły roboczej. Z drugiej, wobec zaniepokojenia własnych obywateli społecznymi konsekwencjami, pokazuje im: przecież chcemy, aby inni też ponosili wspólne ciężary. Pokazuje fikcyjnie, bo ci przybysze do takich krajów jak Polska przyjeżdżać nie chcą. Dlaczego mamy Berlinowi czy Paryżowi w tej nieuczciwej komedii pomagać?
Z korytarzami humanitarnymi historia wygląda inaczej. Nie do końca wiadomo, jaki techniczny pomysł się za tym kryje w danym momencie. Ale wiele krajów Europy pomagało konkretnym ludziom: chorym, rannym, dzieciom. Jeśli jest taka potrzeba, dlaczego nie. Przynajmniej to sprawdźmy. To naprawdę chrześcijański obowiązek. Najpierw ratować życie i zdrowie bliźnich.
Z prawej strony pada dziś twarde „nie”. Ono jest pochodną generalnej nieufności wobec polityki imigracyjnej sytej zachodniej Europy, i to wcale nie tylko tej z ostatnich lat, kiedy przynajmniej używano tematu uchodźców wojennych jako zasłony. Czytam świetną książkę Przedziwna śmierć Europy Douglasa Murraya. Spokojna, beznamiętna, pisana z pozycji liberalnych, niemająca nic wspólnego z prawicowością, jest wielkim oskarżeniem wielu dziesiątków lat krótkowzroczności. Kiedy jakakolwiek refleksja nad konsekwencjami napływu przybyszów o innej kulturze była zagłuszana krzykami o rasizmie.
Właśnie to przerażające dławienie dyskusji – autor pisze najwięcej o Anglii, ale i o innych krajach – powoduje dziś nieufność w drugą stronę. Ja ją rozumiem. Jestem za tym, aby Polska była krajem zasadniczo pozbawionym islamskiej imigracji. Wystarczy nam otwarcie na przybyszów choćby z Ukrainy.
Ale czym innym jest ideologiczne krzewienie „różnorodności”, czym innym chrześcijańskie miłosierdzie. Zamykanie się na to ostatnie trudno akceptować. Nawet jeśli u podstaw mamy słuszne obawy przed wylaniem dziecka z kąpielą.
Możliwe, że za tymi przymiarkami kryją się jeszcze inne kalkulacje: na załagodzenie starcia z Unią. To jednak nie zmienia ich moralnego wymiaru. Nie zakrzykujmy nikogo w dzisiejszej Polsce, tak jak przez lata robili to zwolennicy nieograniczonego napływu „obcych” na Zachodzie. Dyskutujmy nie o urokach społeczeństwa wielorasowego czy wielokulturowego, a o ewentualnym wypełnieniu obowiązków dobrego chrześcijanina, miłosiernego Samarytanina. I rozmawiajmy, jak je wypełnić, tak by uniknąć błędów Zachodu. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki