Logo Przewdonik Katolicki

Mit o sojuszu ołtarza z tronem

Jacek Borkowicz

Gdyby któregoś dnia polscy biskupi zadeklarowali wieczysty sojusz z rządem, krytycy Kościoła darliby szaty, ale tak naprawdę żaden z nich by się tym nie zmartwił. Przeciwnie – oni tylko na to czekają.

Odkąd latem ubiegłego roku część mediów, powtarzając głos pewnej lewicowej publicystki, ogłosiła, iż polski Kościół, trzymając się swojego nauczania w sprawie in vitro, „włączył się w kampanię wyborczą i popiera PiS”, teza o aktywnym poparciu katolickiej wspólnoty dla polityki Prawa i Sprawiedliwości święci triumfy. Nie tylko w środowiskach politycznej opozycji, lecz także wśród Polaków nie identyfikujących się z polityką rządu. Za tą tezą idzie przekonanie, jakoby również i sam PiS od momentu przejęcia władzy umacniał swoją pozycję w ścisłym sojuszu z hierarchią Kościoła katolickiego.
Sztandarowym przykładem takiej postawy były słowa Ewy Kopacz, wygłoszone w listopadzie ubiegłego roku w Radomiu. Na konwencji wyborczej PO urzędująca wówczas premier ostrzegła, że w wypadku zwycięstwa PiS „staniemy się republiką wyznaniową”. Było to jej ostatnie publiczne wystąpienie przed wyborami, które wobec spodziewanej przegranej słusznie zostało potraktowane jako rodzaj politycznego testamentu ustępującej szefowej rządu. Już po wyborach Paweł Wroński wygłosił na falach Radia Tok FM autorytatywną opinię: zwycięski PiS od tej chwili „ma prezydenta, sejm i Episkopat”.
 
PiS równa się Kościół?
By uświadomić sobie jak bardzo to, co pisowskie kojarzone jest z tym, co katolickie, podam przykład ze sfery od bieżącej polityki odległej. Krytyk literacki Michał Głowiński, w wywiadzie udzielonym „Newsweekowi”, kreśląc portret psychologiczny ludzi obecnej ekipy rządzącej, z oczywistą ironią użył zwrotu „dobrzy pisowcy, prawdziwi katolicy”. Ten sugestywnie sformułowany slogan na pewno pozostał w pamięci (przynajmniej tej podprogowej) niejednego czytelnika tego lewicowego tygodnika.
Na temat rzekomego „sojuszu ołtarza z tronem” w polskiej narracji publicznej pojawił się wręcz wysyp różnego rodzaju bardziej lub mniej dowcipnych powiedzonek i aluzji. Pierwszy z brzegu: „Wolę mieć w kranie wodę ciepłą niż święconą” (były działacz NSZZ Solidarność Maciej Jankowski przed kamerami TVN, oddając order otrzymany od prezydenta Lecha Kaczyńskiego). Jeden z tygodników, odnosząc się do przyszłej ramówki Telewizji Polskiej pod nowym kierownictwem, umieścił w codziennym programie pieśń Kiedy ranne wstają zorze. Żarciki z „obrońcy hostii” padają pod adresem prezydenta Andrzeja Dudy od samego początku jego kadencji.
Wspólnym mianownikiem większości tych wypowiedzi, zarówno serio, jak i satyrycznych, jest swoista manipulacja polegająca na tzw. metodzie podstawienia. Autor najpierw gani któregoś z polityków PiS, by po chwili płynnie przenieść swoje zarzuty na hierarchię Kościoła (lub wprost na Kościół), bo – jak zdają się sugerować owi publicyści – PiS i Kościół to przecież jedno i to samo. Klasycznym przykładem może tu być artykuł Magdaleny Środy w „Gazecie Wyborczej”, opublikowany po tym, jak Jarosław Kaczyński powiedział na Jasnej Górze, iż „nie ma w Polsce innej nauki moralnej niż ta, którą głosi Kościół”. Autorka pisze, że na skutek podobnych autorytatywnych wypowiedzi „ludzie opuszczają Polskę. Lepiej im się żyje z dala od naszych biskupów, ich emocji i podziałów, które wprowadzają”, jakby zapominając że słowa, które krytykuje, padły z ust prezesa PiS, a nie któregokolwiek z biskupów.
 
Sklerykalizowana lewica
W przedwojennej Europie przy okazji gazetowych sporów prawicy z lewicą często obrywali niewinnie Żydzi. Dzisiaj ich rolę w Polsce przejęli katolicy: jako wspólnota stoją z boku aktualnego sporu politycznego, ale i tak gromy krytyki, jakie opozycja rzuca na partię rządzącą, uderzają w nich rykoszetem. Właśnie: w całą wspólnotę katolików w Polsce, nie zaś tylko w biskupów. Adresatem pojawiających się zarzutów jest przecież z reguły „Kościół”, a nie np. „hierarchia”. Lewicowi publicyści jakby zapominają, że Kościół w Polsce to nie tylko biskupi, ale przede wszystkim milionowa społeczność wiernych. Pod tym względem są, jak widać, bardziej klerykalni niż prawica, której sami klerykalizm zarzucają.
Czym skutkuje taka niefrasobliwa względem rzeczywistości polemika, widać chociażby po setkach tysięcy internetowych wpisów, w których oburzeni czytelnicy zarzekają się, że zrywają z Kościołem, skoro on taki zły. Tymczasem zapewne w zdecydowanej większości przypadków pretekstem do takich reakcji jest jakaś wypowiedź prezesa Kaczyńskiego lub kogoś z jego otoczenia.
 
Kogo popiera Kościół?
Nie znam, jak dotąd, żadnych wyników rzetelnych badań nad preferencjami politycznymi polskich katolików oraz osób niewierzących. Obserwując naszą rzeczywistość, przypuszczam, że owszem, w gronie tych pierwszych więcej osób popiera PiS aniżeli Komitet Obrony Demokracji. Podobnie jak czyni to – to także przypuszczenie – większość polskich biskupów. Ale nawet jeśli w istocie tak jest, to mówimy o poparciu poszczególnych osób, a nie oficjalnym i instytucjonalnym wsparciu Kościoła. To nieprawda, choć tak właśnie insynuują lub wprost twierdzą liczni publicyści lewej strony polskiego sporu.
A przecież, jeżeli już przyjmiemy za prawdę, że większości polskich biskupów prywatnie bliżej do Jarosława Kaczyńskiego niż np. Ryszarda Petru, tym bardziej należałoby docenić ich wstrzemięźliwość w zabieraniu głosu na temat obecnych wydarzeń. Stoją bowiem przed wielką pokusą, by zająć wobec nich stanowisko, już jako gremium Episkopatu, z pozycji „sojusznika tronu”. Podjęcie takiego ruchu zdaje się sugerować im chociażby jasnogórskie wystąpienie prezesa. A jednak biskupi tego kroku dotąd nie uczynili.
Tymczasem lewicowi politycy i publicyści z uporem maniaka wmawiają „Kościołowi” sojusz z partią rządzącą. Dlaczego? Bo tak jest im wygodniej. Ich zbójeckie prawo. Gorzej, że większość tych głosów – jak widać wyraźnie z ich kontekstu – wynika nie tyle z troski o moralną czystość Kościoła, ile jest wyrazem swoistej Schadenfreude polskiej lewicy (dla porządku: nie podejrzewam o tę postawę przywołanego wcześniej prof. Głowińskiego). Gdyby któregoś dnia polski Episkopat, uroczyście na Jasnej Górze, zadeklarował wieczysty sojusz z PiS, ci ludzie oczywiście darliby szaty, ale tak naprawdę żaden z nich by się tym nie zmartwił. Przeciwnie – oni tylko na to czekają. Nie lubią Kościoła tak czy siak, więc wygodniej by im było, gdyby faktycznie mieli mocny powód do narzekań.
 
Dmuchać na zimne
Skoro nawet ja to dostrzegam, domyślam się, że tym bardziej widzą to sami biskupi. Być może stąd biorą się gesty przewrażliwienia. Myślę tu o reakcji na artykuł Henryka Woźniakowskiego w periodyku Komisji Biskupów Unii Europejskiej. Zgoda, reakcja sekretarza Konferencji Episkopatu Polski, która doprowadziła do wycofania artykułu ze strony internetowej, nie była wzorem zręczności. Bp Artur Miziński zarzucił Woźniakowskiemu brak obiektywizmu, a przecież sporne zdanie z artykułu dotyczącego aktualnej sytuacji politycznej w kraju („Do tej pory biskupi katoliccy w Polsce postanowili nie wypowiadać się publicznie”) nie jest opinią, lecz faktem. Jak sprawę skomentowała lewa strona sceny politycznej? Ileż tu niedobrej satysfakcji: Episkopat wymusił wycofanie tekstu? Nareszcie się odkryli! Takie reakcje sprawiają, że nieco lepiej rozumiem nerwowość biskupów.
Niedawno Sławomir Sierakowski w wywiadzie, jaki przeprowadziła z nim „Gazeta Wyborcza”, określił polski Kościół jako „wielką siłę antymodernizacyjną”. I dalej: „Nie będzie elektoratu lewicowego bez osłabienia w Polsce roli Kościoła katolickiego. Kościół przekształca konflikt klasowy w wojnę kulturową. Kościół jest pierwszym politycznym wrogiem lewicy w Polsce i Partii Razem. Nie da się wrócić do interesów materialnych ludzi bez osłabienia Kościoła. […] Być może w Polsce mielibyśmy już dawno całkiem niezłą socjaldemokrację, gdyby nie postkomunizm i Kościół katolicki”. Taką postawę rozumiem. Sierakowski nie udaje, że się o Kościół troszczy. On jest Kościołowi przeciwny nie z powodu tego, jaki ten Kościół jest, ale dlatego, że jest w ogóle. To przynajmniej uczciwy przeciwnik.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Jan
    04.06.2016 r., godz. 20:19

    Autor się zdziwi jak za jakiś czas Zakon Dominikanów współpracując z Partią Razem rozpocznie zbiórkę dla pomocy uchodzcom. I gdzie Ci wrogowie ?

  • awatar
    garcio
    20.03.2016 r., godz. 20:21

    Jako ludzie "w Kościele", żyjący Kościołem, orientujący się w jego działaniu, wiemy, że głos Kościoła to mniej więcej głos biskupów. I z tej perspektywy autor artykułu ma rację, że biskupi zasadniczo nie popierają PiS, choć wielu z nich ta partia jest bliska. Jednak na zewnątrz tym co widać i słychać często głośniej niż biskupów jest głos kościelnych mediów. Dla wielu ludzi będących "z daleka" głos Kościoła to nie głos ich biskupa, a "katolicki głos w Twoim domu". A faktem jest, że większość mediów kościelnych (licząc zasięg oddziaływania) opowiedziała się jednoznacznie po jednej stronie. Dlatego opinia lewicowych środowisk omawiana w artykule ma żyzną glebę, na której się rozwija.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki