Logo Przewdonik Katolicki

Wyklęci – kolejny etap narodowej pamięci

Marek Dłużniewski
Jacek Pawłowicz / fot. archiwum prywatne

Wywiad z Jackiem Pawłowiczem, dyrektorem Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL.

Popularność Żołnierzy Wyklętych, zainteresowanie nimi opinii publicznej, a także ich obecność w kulturze to jedynie krótkotrwała moda czy zalążek długotrwałego fenomenu?
– Zdecydowanie nie jest to zalążek, bo ten fenomen Żołnierzy Wyklętych trwa już ładnych kilka lat. To, co się teraz dzieje, to po prostu oddanie szacunku polskim bohaterom narodowym, którzy latami byli przez komunistów skazani na zapomnienie i poniżenie.
 
Od wielu lat żyjemy w czasach względnego pokoju i wojna bezpośrednio naszego narodu nie dotyka. Co zatem pociąga, zwłaszcza młodych ludzi, w postaciach jednoznacznie kojarzących się z walką, w pełnym tego słowa znaczeniu?
– To przede wszystkim wierność ideałom, którym oni służyli. To także docenienie ich postawy, za której zachowanie zapłacili najwyższą cenę, czyli cenę własnego życia. Wierność ideałom, wierność przysiędze, wierność religii – cóż może być bardziej właściwego i pociągającego dla młodego pokolenia?
 
Dziś świat proponuje młodym przede wszystkim sukces – zawodowy, życiowy, osobisty. Jeśli spojrzymy na Żołnierzy Wyklętych, to tego sukcesu – w dość popularnym dzisiaj rozumieniu – raczej nie odnieśli.
– Osiągnęli sukces, bo są bohaterami narodowymi. Zresztą te osoby, które doceniają dorobek życia Żołnierzy Wyklętych, które z szacunkiem odnoszą się do tych postaci, to nie są osoby, które szczególnie przejmowałyby się panującymi dzisiaj trendami. Te przecież przemijają.
 
Tyle że sami Żołnierze Wyklęci są popularni w ujęciu kulturowym czy nawet popkulturowym. Ich wizerunki pojawiają chociażby na odzieży, gadżetach czy w ramach kibicowskich opraw na stadionach. To przejaw pewnej powierzchowności czy jednak jest to uzasadnione gruntowną wiedzą?
– To pytanie przede wszystkim do osób, które noszą takie koszulki. Jeśli jednak ktoś wkłada koszulkę z wizerunkiem rotmistrza Witolda Pileckiego, to chyba wie, kogo na niej ma. Podobnie jeśli ktoś wkłada koszulkę z „Inką”, to również zna historię tej dzielnej dziewczyny. Jednak nawet jeśli byłaby to moda, to zdecydowanie wolę taką modę, niż to, że młodzi ludzie mieliby nosić koszulki z wizerunkiem komunistycznego zbrodniarza Che Guevary. Wybierają jednak te a nie inne postaci, bo są to symbole pewnej postawy wobec świata, w którym przyszło im żyć. Postawy wiernej przysiędze. Poza tym praca, która w ostatnich kilkunastu latach została wykonana przez historyków, szczególnie tych związanych z Instytutem Pamięci Narodowej, pozwala mieć nadzieję na to, że wiedza na temat Żołnierzy Wyklętych jest dziś dość szeroko rozpowszechniona. Te środowiska młodzieżowe, z którymi ja się stykam, czy to ze szkół średnich, czy studentów, są absolutnie świadome tego, kim byli Żołnierze Wyklęci i jaką ofiarę ponieśli. A wracając do opraw kibiców – nawet jeśli na stadionie pojawią osoby, które nie do końca rozumieją zaprezentowaną w nich historię, to cały czas mam nadzieję, że po przeczytaniu czy zobaczeniu danego transparentu zajrzą do internetu i z tą historią się zapoznają. Stadiony to również przestrzeń edukacji historycznej.
 
Jak wytłumaczyć to, że młodzież odwołuje się do postaci Żołnierzy Wyklętych, a więc osób z pokolenia swoich pradziadków czy starszych, i to oni są dla nich większym wzorem niż  przodkowie działający w „Solidarności” czy konspirujący w stanie wojennym, z którymi wciąż mogą się spotkać i porozmawiać?
– Jest to pewna prawidłowość historyczna. Pokolenie II RP, czyli pokolenie Szarych Szeregów, odwoływało się do historii powstańców styczniowych, a nie do uczestników wojny polsko-bolszewickiej. Nawet jeśli do tych drugich w jakiś sposób nawiązywali, to jednak powstańcy styczniowi byli im bliżsi. W stosunku do Żołnierzy Wyklętych jest tak samo. Inaczej odnosi się do symboli, których nie można już dotknąć, których nie można zobaczyć i z którymi nie można porozmawiać, a inaczej do żywych bohaterów współczesnych. Bez wątpienia ludzie „Solidarności” są bohaterami i myślę, że następne pokolenie będzie się odwoływało już do etosu i historii „Solidarności”.
 
Czy uroczyste pogrzeby takich postaci jak „Inka” i „Zagończyk” także mają wpływ na popularyzację Żołnierzy Wyklętych?
– Pogrzeby to jest coś, co Polska jest winna tym bohaterom. Oni po śmierci zostali wrzuceni do dołów i po prostu zakopani, a ziemia udeptana. Pogrzeby są więc przede wszystkim wyrazem szacunku dla tych ludzi i powinnością wobec ich szczątków. Na tę kwestię patrzę w ten sposób, a nie taki, że te uroczystości miałby służyć jakiejś popularyzacji.
 
Jednak masowość, jaka towarzyszyła tym pogrzebom, sugeruje, że podobnych, a może większych tłumów będzie można spodziewać się na przyszłych pogrzebach np. rotmistrza Pileckiego czy generała „Nila” – postaci jeszcze bardziej znanych. Tym bardziej że prace na „Łączce” na Powązkach trwają.
– Mam nadzieję, że na te pogrzeby przyjdzie jeszcze więcej ludzi. Tu chodzi o oddanie czci bohaterom narodowym, ale też o pewną postawę i manifestację patriotyzmu i wykrzyczenie: „To są nasi bohaterowie!”. Chciałbym, aby IPN w osobie prof. Krzysztofa Szwagrzyka i jego ludzi odnalazł wszystkich bohaterów narodowych, których możemy odnaleźć. Wtedy będzie możliwe, by oddać im należną cześć. Stracony czas w kwestii Żołnierzy Wyklętych można nadrobić także czytając książki, które są wydawane i które dotyczą tego tematu. Myślę, że ta wiedza będzie się rozpowszechniała, a oto przede wszystkim chodzi.
 
Mniej więcej dekadę temu, w związku z otwarciem Muzeum Powstania Warszawskiego, jeszcze bardziej wzmocnił się kult powstańców. Czy teraz obserwujemy coś podobnego w stosunku do Żołnierzy Wyklętych?
– Kult powstańców i kult żołnierzy najpiękniejszej polskiej armii, jaką była Armia Krajowa, trwa nadal. Teraz po prostu przechodzimy do kolejnego etapu, do pokazywania kolejnego pokolenia w tej sztafecie na drodze do niepodległości. Po Żołnierzach Wyklętych przyjdzie czas na „Solidarność”. Trzeba bowiem uczcić wszystkich, którzy o wolność walczyli.
 
Czy Żołnierze Wyklęci mogą stanowić pewną „konkurencję” dla powstańców warszawskich?
– Nie, gdyż wśród Żołnierzy Wyklętych było przecież wielu powstańców warszawskich. Oni nie są więc „konkurencją”, a naturalną kontynuacją walki o niepodległość. Tej samej walki, którą zaczęto w 1939 r., która prowadzona była w czasie okupacji niemiecko-sowieckiej i która kontynuowana była w czasie okupacji sowieckiej, czyli w czasie rządów komunistycznych. Nie można tego w ogóle w tych kategoriach rozpatrywać.
 
Powołane zostało i wciąż powstaje muzeum dedykowane Żołnierzom Wyklętym. Więzienie na ul. Rakowieckiej w Warszawie to najlepsza lokalizacja dla takiej placówki?
– Tak, bo tutaj komuniści wymordowali elitę antykomunistycznego powstania z jego najważniejszymi żołnierzami: Łukaszem Cieplińskim, Zygmuntem Szendzielarzem „Łupaszką”, rotmistrzem Witoldem Pileckim, a także gen. Augusta Fieldorfa „Nila”.
 
Nie będzie zbyt „warszawocentrycznie”?
– W Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL pokazujemy losy wszystkich – od partyzantów, którzy walczyli na ziemiach utraconych, czyli na Kresach, po ludzi „Solidarności”, którzy wywalczyli Polsce niepodległość. Nie będzie tu prezentowana historia jedynie z punktu widzenia Warszawy, tylko z całej Polski.
 
Czym będzie się wyróżniać ta placówka?
– Nie będę zdradzał tajemnic. Zapraszam do muzeum. Będzie supernowoczesne, ale z elementami tradycyjnymi. Będą różne formy prezentacji, różne formy wystaw – czasowe i tematyczne. Będzie też centrum edukacyjne oraz centrum kombatanta. Pełne otwarcie muzeum jest planowane na 2019 r., natomiast już teraz prowadzimy działalność edukacyjną. Obecnie, choć w ograniczonej formie, można to muzeum zwiedzać. Apeluję do wszystkich, którzy mają pamiątki po Żołnierzach Wyklętych oraz wszystkich osobach walczących o wolność w latach 1944-1989, o przekazywanie ich do naszego muzeum.
 
 
Ramka
Jacek Pawłowicz Dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. Placówka została powołana do życia w tym roku, a jej siedzibą jest areszt śledczy przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 


 [PJ1]oklepaaaneee

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki