Logo Przewdonik Katolicki

Radykalna zmiana? Zrób to sam

Bogna Białecka

Czy dokonanie wielkiej pozytywnej zmiany w swoim życiu, np. zerwanie z nałogiem, jest możliwe wyłącznie dzięki psychoterapii? Badania pokazują, że samodzielna praca też może doprowadzić do radykalnej zmiany.

Książka Zmiana na dobre (Changing for Good) z 1994 r., oparta na obszernych badaniach Jamesa Prochaski i Carlo DiClemente, wywołała sporą burzę. Przez wielu psychoterapeutów została odebrana jako atak na psychoterapię, mimo że autorzy sami są terapeutami. Być może dlatego, że zwrócili uwagę na fakt, iż istnieje w tej chwili kilkaset uznanych podejść psychoterapeutycznych, które bywają ze sobą sprzeczne, a terapeuci mają tendencję, by doświadczenia pacjenta dopasowywać do uznawanej teorii. Jednak krytyka psychoterapii jako takiej nie była intencją autorów. Chcieli zbadać grupę osób, które z różnych powodów nie korzystają z psychoterapii (aż 45 proc. osób, które poszły do psychoterapeuty, rezygnuje po kilku sesjach), a którym mimo to udaje się dokonać ogromnych, pozytywnych zmian w życiu, np. wyjść z nałogu. Prochaska i DiClemente odkryli, że istnieje sześć uniwersalnych faz, przez które przechodzą ludzie zmieniający radykalnie swoje życie. Dziś skupimy się na pierwszej z nich, a następne przybliżę w dwóch kolejnych artykułach. 

Stadium przedrefleksyjne
To faza, w której człowiek ma problem, doświadcza jego negatywnych skutków, jednak mu zaprzecza. Typowy przykład to alkoholik, który uważa, że nie ma problemu alkoholowego, pomimo np. doświadczanych napadów agresji, rozwodu, utraty pracy. W tym stadium ludzie uważają, że zło, które ich spotyka, nie jest wynikiem ich zachowań, a złej woli innych ludzi. Jeżeli przymusowo lądują na terapii, oczekują recept na to jak zmienić innych. Częste oczekiwanie to: „Co mam robić, żeby wreszcie dali mi spokój i przestali marudzić, żebym coś zmienił?”. Osoba taka ma silne mechanizmy obronne: racjonalizuje sobie swoje postępowanie i zrzuca odpowiedzialność na innych. Na przykład: „Gdybym nie miał tak stresującej pracy, nie paliłbym” lub: „Tata mnie zawsze bił, nie możecie ode mnie oczekiwać, że będę potrafił zachować spokój”. Ludzie na tym etapie uciekają od myślenia o problemie, bo dzięki temu czują się bezpiecznie. Przyznanie się do problemu – wzięcie za niego odpowiedzialności – wywołałoby poczucie winy lub wręcz rozpacz. Choć i to się zdarza w tym stadium – nie tyle uznanie odpowiedzialności, ile rozpacz – „Nie mam żadnej kontroli nad tym, co się ze mną dzieje, nic nigdy się nie zmieni”.
Co można zrobić, by taka osoba uświadomiła sobie swój problem i uwierzyła, że może podjąć kroki w kierunku zmiany? Niektórzy są zdania, że trzeba jej pozwolić osiągnąć dno, z nadzieją, że to ją otrzeźwi, jednak to nieodpowiedzialne podejście. Nie zrobilibyśmy tego w przypadku choroby fizycznej. Nie wyobrażamy sobie myślenia: „Co prawda tata ma miażdżycę, ale poczekajmy, aż dostanie zawału, to go zmobilizuje do pracy nad sobą”.
Problem polega na tym, że ludzie w tym stadium każdą wzmiankę o problemie traktują jako atak, czy wręcz zamach na ich wolność, np. „Nie opowiadaj mi o szkodliwości pornografii, zwyczajnie jesteś wrogiem wolności słowa”. Ludzie z najbliższego otoczenia boją się nawet wspominania o problemie, bo mają wrażenie, że to go tylko pogłębia. A to błąd. 
Na tym etapie najbardziej pomocne jest nauczenie danej osoby rozpoznawania tych mechanizmów obronnych – sposobów samooszukiwania się. Wspierające, przyjaźnie nastawione i szczere, uczciwe najbliższe otoczenie ma najlepszy wpływ.
 
Pomóc zrozumieć problem
W jaki sposób zamiast uciekać od problemów bliskiej nam osoby możemy stać się pomocni? Autorzy podają konkretne rady. Zamiast unikania dyskusji i konfrontacji rozmawiaj o konkretnym niewłaściwym zachowaniu, np. „Marku, przyszedłeś do domu po pracy i resztę dnia z przerwą na kolację spędziłeś przed ekranem komputera. Całe pięć godzin”. Zamiast prób załagodzenia konsekwencji negatywnych zachowań drugiej osoby pozwól jej ich doświadczyć. W przykładzie powyżej Marek nie dostaje kolacji, nie ma czystych rzeczy do ubrania na kolejny dzień, bo nikt za niego tego nie zrobił.
Zamiast pomagania danej osobie w wymyślaniu usprawiedliwień, czy wręcz bronienia jej negatywnych zachowań, nalegaj, by wzięła odpowiedzialność za swoje działanie. Zamiast więc mówienia: „Wiem, Marku, jak bardzo byłeś zmęczony i rozumiem, że musiałeś się zrelaksować”, powiedz: „Spędziłeś pięć godzin przed komputerem, zamiast przygotować sobie kolację, posprzątać pokój i przygotować rzeczy na jutro, więc teraz nic nie masz. To twoja decyzja, teraz ponosisz jej konsekwencje”.
Jeżeli rozmawiasz o konieczności zmiany, mów wprost. A więc zamiast aluzji: „Gdyby ludzie w tym domu mniej czasu spędzali przed komputerem, byłoby może łatwiej ten dom ogarnąć”, powiedz: „Jeśli nie przestaniesz tyle godzin siedzieć przed komputerem, pochorujesz się, a poza tym zawalisz pracę (naukę) i relacje z rodziną”.
Ponadto, zwracajmy uwagę na stosowane przez daną osobę mechanizmy obronne i nazywajmy je. Najczęstsze z nich to: racjonalizacja, zmiana tematu, zrzucanie odpowiedzialności na innych, np. „Zobacz, za każdym razem, gdy zwracam ci uwagę, że za dużo siedzisz przed komputerem, wpadasz w złość i oskarżasz mnie o zamach na twoją wolność. To jest zmienianie tematu, ucieczka przed problemem”.
Trzeba jednocześnie pamiętać, że naciskanie na podjęcie działania, zmiany jest na tym etapie nieproduktywne. Człowiek w tym momencie potrzebuje najpierw przyznać się sam przed sobą do istnienia problemu, by wejść następnie w stadium refleksyjne, czyli dowiedzieć się czegoś więcej o swoim problemie. Dopiero potem gotowy jest przejść w stadium przygotowania, gdy poznaje narzędzia pomagające przeprowadzić zmianę, po czym dopiero wtedy  jest w stanie podjąć konkretne działanie. Nasz cel na tym etapie to doprowadzenie człowieka do przyznania choćby przed sobą samym: „Mam problem i to ja jestem za niego odpowiedzialny”. Ważne jest też powstrzymanie danej osoby przed próbą przeprowadzenia natychmiastowej, radykalnej zmiany. Deklaracja: „Od jutra się zmieniam, obiecuję” zawsze kończy się porażką. Trzeba takiej osobie powiedzieć: „Nie, nie zmieniasz się od jutra, nie jesteś w stanie – najpierw musisz więcej dowiedzieć się o problemie i skutecznych sposobach zmiany, bo z polegania wyłącznie na sile woli nic nie wychodzi!”.
 
O własnych siłach
Być może w stadium refleksyjnym dana osoba pójdzie na terapię, co może jej bardzo pomóc, ale nawet bez terapii dokonanie zmiany jest możliwe. Stadium przedrefleksyjne to najtrudniejszy okres, z którego nie jest łatwo wyjść. Kolejne stadia: refleksyjne i przygotowania omówię w kolejnym numerze, natomiast dalsze stadia: działania, utrzymania i zakończenia – za dwa tygodnie.
 
 
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki