Logo Przewdonik Katolicki

Zgaga po referendum

Piotr Dobroniak, Londyn
Fot. polishexpress.co.uk

Wynik referendum w Wielkiej Brytanii spowodował szok wśród brytyjskich polityków, zdziwienie części brytyjskiego społeczeństwa i panikę wśród Polaków. Teraz pozostała jedynie podróż w nieznane...

Cała sytuacja jest jak z literatury Franza Kafki: „Z kłamstwa robi się istotę porządku świata” (F. Kafka, Proces). To właśnie z kłamstwa o zagrożeniach spowodowanych Unią Europejską, zbudowano popularność Brexitu. Według największych piewców wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej, głównym zagrożeniem UE była emigracja.
Zarówno Nigel Farage (szef partii UKIP – Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa), jak i Boris Johnson (były burmistrz Londynu, członek Partii Konserwatywnej, były już kandydat na przyszłego premiera Wielkiej Brytanii) przekonywali, że za bezrobociem, nadwerężonym systemem socjalnym, kłopotami brytyjskiego szkolnictwa i zapaści brytyjskiej służby zdrowia stoją emigranci.
 
Prolog
Dla większości Brytyjczyków nie miało znaczenia, czy emigrant pochodzi z UE, czy z reszty świata. W świat szedł sygnał, że emigrant jest zły i tyle, a winna temu jest Bruksela, która narzuca brytyjskiemu rządowi prawa, których Wielka Brytania nie chce. Prawa, które powodują, że Zjednoczone Królestwo słabnie i przestaje się liczyć na świecie. Dlatego właśnie należy mówić o kłamstwie. Kłamstwie, które spowodowało, że obaj wspomniani liderzy Brexitu obecnie są poza nawiasem brytyjskiej polityki.
 
Nigel Farage już kilka godzin po zakończeniu głosowania powiedział w jednym z programów telewizji śniadaniowej, że jedno z głównych haseł kampanii antyunijnej jest kłamstwem i jeśli wyborcy zagłosowali właśnie z tego powodu za wyjściem z Unii Europejskiej, to popełnili błąd. Trzeba było widzieć niedowierzanie na twarzy dziennikarki zadającej pytanie liderowi UKIP. Była tak zdziwiona szczerością Farage'a, że powtórzyła pytanie i ten drugi raz potwierdził swoje słowa. Pytanie dotyczyło deklaracji polityków odnośnie do funduszy przekazywanych do Unii Europejskiej. Eurosceptycy wyliczyli, że jest to około 350 mln funtów tygodniowo i zapowiedzieli, że te pieniądze zostaną przekazane na NHS (dosłownie: Narodowy System Zdrowia, brytyjski odpowiednik NFZ). Chyba pierwszy raz w historii zdarzyło się, żeby jakikolwiek polityk tak szybko wycofał się ze swoich haseł z kampanii wyborczej.
 
Jeszcze dziwniej zrobiło się, kiedy kamery pokazały Borisa Johnsona, który z grobową miną próbował przejść do samochodu, co utrudniała mu zgromadzona przed jego domem gawiedź wykrzykująca wobec niego słowa powszechnie uważane za obraźliwe. Nie tak zachowuje się zwycięzca i nie tak wita zwycięzcę społeczeństwo.
 
Jeśli ktoś jeszcze nie wiedział, skąd takie zachowania brytyjskich polityków, wyjaśnił im to jeden z ludzi zgromadzonych w studiu BBC. Mówił, że zagłosował za Brexitem, jednak myślał, że to nigdy się nie stanie. Podobnie było z politykami, którzy chcieli swój kapitał polityczny zbić na antagonizmach wobec Unii Europejskiej, jednak nie myśleli, że Brytyjczycy dokonają za sprawą referendum faktycznego wyjścia. A to jest obecnie więcej niż pewne.
 
Mimo że David Cameron ustąpił ze stanowiska premiera i ogłosił wybory wewnątrz partii na nowego lidera, stanowisko konserwatystów jest jasne. Nie będzie powtórzonego referendum, pomimo petycji w tej sprawie podpisanej przez ponad 4 mln Brytyjczyków. David Cameron uprzedzał, że referendum w sprawie wyjścia z UE będzie jedynym takim referendum na jedno pokolenie i słowo zostanie dotrzymane – tak przynajmniej informuje obecnie brytyjski rząd.
 
Jak na razie Nigel Farage zrezygnował z szefowania swojej partii. Boris Johnson wycofał się z kandydowania na lidera partii torysów, a premierzy Szkocji oraz Irlandii Północnej zapowiedzieli, że ich narody nie zgadzają się na wyjście z UE.
 
Epilog
Tak jak nie za bardzo ludzie rozumieli po co ten cały Brexit, tak samo nie zrozumieli, co on oznacza dla przeciętnego człowieka. Polacy w Wielkiej Brytanii nagle zaczęli się interesować pozyskaniem brytyjskiego obywatelstwa, a telefony do kancelarii prawnych, które pomagają w jego uzyskaniu rozgrzały się do czerwoności.
Tylko że to był ten jeden, jedyny dzień, kiedy wydawało się, że Polacy popadli w panikę. W trakcie weekendu, przy wszelkiego rodzaju wspólnych imprezach, grillach, dyskotekach, szkołach sobotnich czy po nabożeństwach w polskich kościołach, Polacy dodali sobie na tyle otuchy, że emocje opadły. Do tego doszły zapewnienia polityków, że rząd brytyjski, nie zamierza wykonywać w stosunku do Polaków gwałtownych ruchów i generalnie Polacy są mile widziani w UK. To są słowa klucze, bo „gwałtowne ruchy” oznaczają, że nie stanie się nic w najbliższym czasie, a nie, że nie stanie się nic w ogóle.
Natomiast zmiana stanowiska wobec Polaków z antypolskiej na propolską wystarczyła, żeby uspokoić polską diasporę. Niestety na krótko, bo tak jak Polacy zareagowali na Brexit zwiększonym zainteresowaniem brytyjskim obywatelstwem, tak niektórzy Brytyjczycy zareagowali agresją wobec emigrantów. Najpierw pojawiły się ulotki nazywające Polaków robactwem, a kilkadziesiąt godzin później ktoś zdewastował wejście do Polskiego Ośrodka Społeczno–Kulturalnego w Londynie, zwanego popularnie POSKiem. Właściwie to zajście przez wiele dni było flagowym „złym efektem Brexitu”, które zdominowało brytyjskie media. Główni politycy trzech największych partii brytyjskich odwiedzili ośrodek, potępiając działania nieznanych sprawców, a okoliczni mieszkańcy zaczęli przynosić kwiaty do recepcji POSK-u oraz kartki z wyrazami poparcia. Na jednym z posiedzeń brytyjskiego parlamentu kilku posłów zadawało pytania Cameronowi odnośnie do całego zajścia, a rząd wysłał do POSK-u swoich ministrów w celu zbadania sprawy.
Rasistowska agresja wobec Polaków to nie jedyna agresja po Brexicie, jaka spotkała emigrantów, którzy zamieszkują Wielką Brytanię. Takich zdarzeń było więcej i brytyjscy nacjonaliści nie odpuścili żadnej narodowości. Nie wiadomo na pewno czy skala ataków rasistowskich się zwiększyła, czy po prostu więcej ludzi zaczęło takie zachowania zgłaszać. Fakt pozostał faktem. Liczba zgłoszeń na policję zwiększyła się prawie pięciokrotnie – takie statystyki podawał lord Achmed, minister do spraw zachowań rasistowskich w rządzie Davida Camerona.
Jak na razie apogeum ataków nastąpiło niedawno, kiedy w Plymouth w Kornwalii (większość ludzi głosowała tam za Brexitem) doszło do podpalenia zabudowań przy domu zamieszkanym przez polską rodzinę oraz napisano list z pogróżkami.
Jak zawsze policja stara się takie zdarzenia traktować bardzo poważnie, jednak dla wielu jej działania mogą nie być satysfakcjonujące. Jednym z takich ludzi jest na pewno książę Jan Żyliński. Na antenie Polskiego Radia Londyn powiedział, że „konieczna jest zemsta i walka”, po czym nastąpiło odwołanie do ostatnich wydarzeń w Dallas, gdzie przestępcy postrzelili kilkunastu policjantów i zabili pięciu. Jego głos jest bardzo niebezpieczny, ponieważ książę ma coraz większy posłuch wśród Polaków na Wyspach. Żyliński zasłynął tym, że podczas wyścigu po fotel burmistrza Londynu, wyzwał Nigela Farage’a na pojedynek na szable za to, że ten szkaluje Polaków. To wystarczyło, żeby rodacy go polubili.
O ile większośc polskiej społeczności, która napłynęła do Wielkiej Brytanii po 2004 r., nie angażuje się specjalnie w życie społeczne i polityczne, to jest dość liczna grupa nazywana w Polsce „narodowcami”, która może posłuchać nawoływań księcia i wziąć sprawy w swoje ręce.
 
Posłowie
Na razie jednak większość Polaków w UK zachowuje się spokojnie. Część na pewno zostanie, a część będzie szukała szczęścia w innych krajach Unii. W jednym z sondaży tylko 6 proc. Polaków z Wysp zapowiedziało, że w razie godziny „W” wrócą do Polski. Nikt jeszcze nie wie, czy Brexit będzie dla nich objawieniem, czy przekleństwem.
Nawet jeśli Brytyjczyków i Polaków dzielą jakieś poglądy, to łączy ich na pewno teraz jedno. Wyczekiwanie na to, co przyniesie przyszłość.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Paweł ze Szkocji
    19.07.2016 r., godz. 19:43

    Niestety nie mogę zgodzić się z autorem niniejszego artykułu. Moim zdaniem jest on (artykuł) skrajnie jednostronny i przedstawia raczej odczucia autora zamiast rzeczywistości.
    Kampania
    Nigel Farage jest (może raczej był) liderem partii populistycznej (taki brytyjski Lepper – z całym szacunkiem do p. Andrzeja), której jednym z haseł wyborczych jest wyjście z EU a zaraz za tym wyrzucenie emigrantów z UK. Czy można się za tym spodziewać, że taki człowiek będzie nawoływał do pozostania w Unii, pokazując korzyści; będzie wspierał imigrantów? Żyjemy w demokracji, a tu każdy może mieć swoją opinię i głosić ją (o ile oczywiście znajdzie słuchaczy).
    Boris Johnson jest natomiast postacią... powiedzmy kontrowersyjną.
    Ich wypowiedzi należało więc przepuścić przez swoistego rodzaju „filtr”.
    Natomiast autor raczył zapomnieć, że po drugiej stronie barykady stał m.in. David Cameron (ówczesny premier). To on rozpętał całe to referendum jako kartę przetargową (groźbę) w stosunku do EU (czytaj A. Merkel). A kiedy uzyskał co zamierzał rozpoczął kampanię na rzacz pozostania w EU (nie mógł się już wycofać ze swojej obietnicy przeprowadzenia referendum). Był jednak pewien, że większość Brytyjczyków opowie się za pozostaniem w Unii. (Za swoje polityczne gierki społeczeństwo miało ponieść koszt referendum tj. 7 mln GBP – dla niezorientowanych jakieś 40 mln PLN). Mimo, iż duża część Brytyjczyków polega bardziej na opiniach przedstawianych w oficjanych wiadomościach niż wypracowuje własne, to jednak Cameron przeliczył się. Cóż przekombinował lub jak kto woli „nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka”.
    Prawo Unijne
    Nie chcę powiedzieć, że Unia Europejska to same zło. Niemniej jednak trzeba zdawać sobie sprawę, z prawodawstwa jakie ono za sobą niesie. Prawo, które chroni raczej interesy producentów a nie konsumentów. (To właśnie konsumenci muszą płacić więcej za kupowane produkty z powodu blokowania rynku. Jeżeli dobrze pamiętam to przed wejściem do EU Polska miała cytrusy w lepszej cenie, no ale musieliśmy dostosować się do polityki Unii. W Wielkiej Brytanii takim sztandarowym produktem jest cukier.) Dawno temu uczono mnie, że demokracja polega na tym, że dba się o dobro ogółu obywateli (a przynajmniej większości, która wybiera rządzących) a nie garstki, która ma duże wpływy. Oczywiście nie da się uniknąć kontaktów business’u z polityką. Jednak to co dzieje się w Brukseli to naprawdę jest przesada (w mojej opinii).
    Wpływ Brytanii na świat.
    Oczywiście, że Wielka Brytania przestałaby się liczyć w świecie (bo przestałaby istnieć jako odrębne państwo), gdyby została w EU. Czy ktoś mówi o sile politycznej lub gospodarczej stanu Tennessee? A przecież Unia dąży do stworzenia jednego państwa, czego przyspieszenia po Brexit’cie jesteśmy świadkami.
    Obietnice wyborcze.
    Winston Churchill powiedział kiedyś, że: Dyplomata to człowiek, który dwukrotnie się zastanowi, zanim nic nie powie.” Farage nie do końca wiedział jakie miał argumenty. £350 mln (lub jak podają inni £188 mln/tydzień) miało być przeznaczone nie na NHS ale na cele społeczne w tym NHS ale także szkolnictwo, budownictwo itd. Mimo, iż tak faktycznie obiecywano to przecież to było jasne (rzadko kiedy obietnice wyborcze są spełniane np. prezydenta Dudy, że w 3 m-ce załatwi sprawę frankowiczów), że jest to kwota do wykorzystania bez konkretnego przeznaczenia. Czy ktoś, kto nie wchodzi w skład rządu (a Farage nie wchodził) może mieć realny wpływ na kształtowanie budżetu państwa?
    Protesty.
    Wynik referendum to praktycznie 50/50. Nie trudno więc znaleźć niezadowolonych. (Ludzie pracujący w mediach też mają swoje poglądy i często przedstawiają świat tak jak chcą aby postrzegali go inni – czytaj misja). Czy manifestacje KOD-u dyskredytują wyniki wyborów do parlamentu z 2015 r? Bynajmniej, to że ktoś jest niezadowolony to nie oznacza, że głosowanie jast nieważne.
    Jak wiadomo wyniki były wyrównane. Gdyby więc wygrali zwolennicy pozostania w Unii, referendum także należałoby powtórzyć (takie neverendum jak to nazwał Cameron za Josh Freed’em)? Po drugiej stronie też z łatwością możnaby zebrać 4 mln podpisów. Nie! Referendum jest ważne. Bez względu na jego wynik, bez względu czy się to komuś podoba czy nie; jest on (wynik) wiążący (oczywiście to rząd / parlament podejmie ostateczną decyzję co się stanie). Społeczeństwo wypowiedziało się czego oczekuje.
    Głosowanie niezgodne z przekonaniami.
    Jeżeli ktoś głosuje przeciwko temu w co wierzy lub do czego jest przekonany to sam jest sobie winien, jeżeli przegrywa opcja, której tak naprawdę sobie życzy. Cóż, demokracja ma także minusy a już na pewno nie ma poczucia humoru.
    Czyż polityk, o którym mowa nie powinien zniknąć ze sceny politycznej? (Raz za to co zrobił a dwa za głupotę jaką się wykazał mówiąc o tym publicznie). Jaki jest obraz tych, którzy byli za pozostaniem w Unii na podstawie przykładu tego polityka?
    Polacy a referendum.
    Dlaczego Polacy obudzili się dopiero po referendum. Duża część żyje w UK wystarczająco długo, aby mogli ubiegać się o obywatelstwo (i to na długo przed referendum). Jeżeli ktoś wiąże swoją przyszłość z tym krajem to powinien zadbać o swoje w nim interesy. Im wcześniej tym lepiej.
    I znowu daliśmy się ugłaskać, powiedzieć sobie, że będzie dobrze. A za dwa lata obudzimy się „z ręką w nocniku”, zrobimy wielkie oczy i powiemy „miało być inaczej”. „Polak jest przed szkodą i po szkodzie głupi.” (Jan Kochanowski)
    To jest właśnie nasz polski problem. Nie angażujemy się w życie polityczne i społeczne, a później mamy pretensje. Za odejściem z EU było tylko 1.269.501 głosów więcej a Polaków na wyspach jest oficjalnie 790 tyś (szacuje się jednak, że jest nas tu conajmniej o 1/3 więcej). Gdyby mieli obywatelstwo mogliby głosować. Tyle, że 726 tyś z nas nie ma obywatelstwa (największa grupa imigrantów bez obywatelstwa). Tyle, że wielu z Polaków, którzy mogli głosować, poparli Brexit (na podstawie rozmów nie tylko ze znajomymi).
    Dyskryminacja.
    Incydenty związane z nietolerancją czy dyskryminacją są w Wielkiej Brytanii na porządku dziennym. Tyle, że nie pokazywano ich w mediach. Nie twierdzę, że to dobrze i nie mówię, że ich ilość się nie zwiększyła. Jestem jednak przekonany, że za miesiąc lub dwa, gdy Brexit zniknie z pierwszych stron gazet poziom dyskryminacji powróci na swój stały poziom. Żeby było jasne atak na POSK był tragedią a winnych należy złapać i ukarać. Przyjeżdżając jednak do obcego kraju należy się liczyć z tym (mieć to wkalkulowane), że spotkamy różnych ludzi, także tych nieprzychylnych. Trzeba nauczyć się rozróżniać to co jest nieszkodliwym gadaniem a co jest realnym zagrożeniem nie tylko dla życia czy zdrowia ale także dla naszej godności.
    Posłowie.
    Jeżeli ktoś ma zgagę, to się o nią prosił. Zamiast użalać się nad tym, że go „pali” trzeba było myśleć co się „je”. Zamiast użalać się, że mnie „pali” należy pomyśleć co zrobić, żeby negatywne skutki tego co się stało były jak najmniejsze i jednocześnie jak zmaksymalizować płynące z tego korzyści.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki