Logo Przewdonik Katolicki

Nasi powstańcy

Błażej Tobolski

O Powstaniu Wielkopolskim od kilku lat robi się w Polsce coraz głośniej. Nareszcie! Czas bowiem najwyższy, by przywrócić naszej narodowej pamięci bohaterów tego zwycięskiego zrywu.

Już ponad 20 lat temu działania na rzecz upamiętnienia powstańców wielkopolskich i ich prawie zapomnianego wówczas w polskiej historii dowódcy, gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego, rozpoczął mieszkający w Lusowie Józef Grajek. Pamiętał on jeszcze głównodowodzącego wojsk powstańczych z dzieciństwa, bowiem generał osiadł tam w zakupionym przez siebie majątku i mieszkał aż do śmierci w 1937 r. I tak w 1994 r., m.in. z jego inicjatywy, powstało Towarzystwo Pamięci Generała Józefa Dowbora-Muśnickiego, a dwa lata później Muzeum Powstańców Wielkopolskich w Lusowie.
 
Patriotyzm musi być w nas
– Naszym pragnieniem było, aby Powstanie Wielkopolskie, związani z nim ludzie i jego znaczenie dla kształtu Ojczyzny wskrzeszonej po latach zaborów, na nowo mocno zagościło w świadomości Polaków, zwłaszcza młodych. To nasza historia, chwalebna historia, o której nie możemy zapomnieć – przekonuje prawie 90-letni dziś Józef Grajek. I ta mozolna praca przynosi efekty. Dziś bowiem o naszym powstaniu się mówi, a od dwóch lat kolejne rocznice jego wybuchu obchodzone są również w Warszawie z udziałem najwyższych władz państwowych. To naprawdę spory sukces. Sukcesem zakończył się również – będący dla Towarzystwa wielkim wyzwaniem – projekt budowy pomnika gen. Dowbora-Muśnickiego. Inicjatywę tę wsparła Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, marszałek Wielkopolski, prezydent Poznania, wójt gminy Tarnowo Podgórne, na terenie której leży Lusowo, a przede wszystkim społeczeństwo. W efekcie 29 grudnia 2015 r. przy lusowskiej szkole podstawowej, której patronuje generał, został odsłonięty i poświęcony monument wykonany przez artystę rzeźbiarza prof. Roberta Sobocińskiego. – Postawiliśmy ten pomnik nie sobie, lecz potomnym, aby każdy mógł oddać hołd należny temu wielkiemu człowiekowi za to, że dzisiaj także dzięki niemu żyjemy w niepodległym kraju. Jednocześnie przekazujemy go pod opiekę społeczności szkolnej, kolejnym pokoleniom Polaków – przekonuje Grajek.
W uroczystości odsłonięcia pomnika w Lusowie wzięły udział oficjalne delegacje rządowe i samorządowe, wojsko – w tym Kompania Honorowa 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej, poczty sztandarowe, harcerze i uczniowie. Abp Stanisław Gądecki przewodniczył w lusowskim kościele Mszy św. w intencji poległych i zmarłych powstańców, ich dowódcy, a także tych, którzy dbają o pamięć o nich. Jak bowiem podkreślił w liście wystosowanym na tę okoliczność prof. Piotr Gliński, minister kultury i dziedzictwa narodowego: „Nie wolno traktować patriotyzmu jedynie jako obowiązku składania wieńców czy zapalania zniczy w miejscach pamięci. Tak, to wszystko winniśmy naszym przodkom, dzięki którym dziś możemy żyć w wolnej Polsce. Ale patriotyzm musi być przede wszystkim w nas, w naszym umiłowaniu Ojczyzny, w naszej codziennej pracy, w końcu w naszej gotowości do służenia jej w każdych, nawet najtrudniejszych warunkach”.
 
Testament generała
Taką gotowością do służby Ojczyźnie charakteryzował się gen. Józef Dowbor-Muśnicki urodzony 25 października 1867 r. w Garbowie koło Sandomierza w zaborze rosyjskim, który z domu rodzinnego wyniósł patriotyczne wartości. Jako oficer carskiej armii w trakcie I wojny światowej stanął na czele I Korpusu Polskiego utworzonego w Rosji, pierwszego polskiego wojska po latach zaborów. 16 stycznia 1919 r. przejął w Poznaniu komendę nad oddziałami Wielkopolan od mjr. Stanisława Taczaka. Jako wódz naczelny powstania wielkopolskiego zorganizował dobrze wyszkoloną, zdyscyplinowaną i ukształtowaną patriotycznie, blisko 100-tysięczną armię, której żołnierze walczyli później m.in. podczas wojny polsko-bolszewickiej. W 1921 r. został przeniesiony w stan spoczynku, o czym zadecydował prawdopodobnie konflikt z marszałkiem Piłsudskim. Zmarł 26 października 1937 r. i został pochowany na cmentarzu w Lusowie.
W swoim testamencie, którego fragment przypomniano podczas odsłonięcia pomnika, napisał m.in.: „Moje dzieci powinny pamiętać, że są Polakami, że pochodzą ze starej rodziny szlacheckiej o pięciowiekowej, nieskazitelnej przeszłości i że ojciec dołożył wszelkich swoich możliwości do wskrzeszenia Polski w jej byłej chwale i potędze. Mam zatem prawo żądać od swojego potomstwa, by nazwiska naszego niczym nie splamiło”. Jego córki, które także upamiętnia monument w Lusowie, poszły w ślady ojca, walcząc o wolną Ojczyznę: por. pilot Janinę Lewandowską rozstrzelali bolszewicy w 1940 r. w Katyniu, a Agnieszkę Dowbor-Muśnicką, pseudonim „Gusia”, działaczkę Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” – hitlerowcy, również w 1940 r., w Palmirach pod Warszawą. I od nas ma prawo żądać nasz generał, byśmy pamiętali, że jesteśmy Polakami.
 
Historia pewnego powstańca
Wiadomo, że sam dowódca, nawet najwybitniejszy, wojny jednak nie wygra. Stąd przypominając wiktorię Powstania Wielkopolskiego, nie można zapomnieć o dziesiątkach tysięcy ochotników tworzących Armię Wielkopolską. To także ich świadomość narodowa, determinacja i wola walki sprawiły, że marzenie o niepodległej Ojczyźnie stało się rzeczywistością. Jednym z tych z tych „maluczkich” tworzących siłę żołnierskiej masy był Antoni Gryczka z Kołaczkowic koło Rawicza. 5 stycznia 1919 r., w dniu swoich 23. urodzin, zgłosił się do tworzącego się polskiego wojska i wziął udział w powstaniu na froncie rawickim. Walczył tam pod dowództwem por. Ignacego Buszy jako sanitariusz, a następnie jako pracownik sztabu 11. pułku Strzelców Wielkopolskich. Miał zresztą już pewne doświadczenie wojskowe, bowiem po maturze został wcielony do pruskiego wojska, z którym walczył na Wołyniu i we Francji, m.in. pod Verdun. Dlaczego wspominamy właśnie tego powstańca? 5 stycznia mija 120. rocznica jego urodzin (a przyszedł na świat w Westfalii, gdzie jego ojciec jako górnik wyjechał z rodziną w poszukiwaniu pracy i chleba). Poza tym wśród mieszkańców Wolsztyna wciąż żywa jest pamięć o pierwszym powojennym proboszczu – ks. prałacie Antonim Gryczce.
Kiedy bowiem walki w Wielkopolsce definitywnie się zakończyły w czerwcu 1919 r., młody powstaniec z ziemi rawickiej, Antoni, zgłosił się do Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu. Po przyjęciu święceń kapłańskich w styczniu 1923 r. w Gnieźnie (obie diecezje były wówczas złączone unią personalną), do lipca pracował jako wikariusz u św. Marcina w Poznaniu. Następnie przez pięć lat studiował w Katolickim Instytucie w Paryżu, równocześnie duszpasterzując wśród tamtejszej Polonii. Po powrocie do kraju służył w Państwowym Seminarium Nauczycielskim w Ostrzeszowie i Poznaniu, jako kapelan szpitali, a w końcu objął funkcję sekretarza generalnego Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary. W czasie II wojny światowej przeczuwając aresztowanie przez Gestapo ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem, pełniąc jednocześnie w miarę możliwości posługę kapłańską i biorąc udział w tajnym nauczaniu. Przypuszcza się też, że należał do Armii Krajowej.
 
Proboszcz o wielkim sercu
1 kwietnia 1945 r. objął urząd proboszcza parafii farnej w Wolsztynie, gdzie w trudnej, powojennej rzeczywistości wspaniale rozwinął życie religijne, m.in. reaktywując przedwojenne stowarzyszenia i organizacje religijne. Nie bez powodu wspominany jest tam jako dobry organizator i gospodarz. Potrafił zadbać nie tylko o kościół parafialny, ale też o świątynię poewangelicką, a dzięki jego poparciu w Wolsztynie powstało Niższe Seminarium Duchowne. Był przy tym człowiekiem nie tylko otwartego umysłu, ale także szczodrego serca. Jak wynika z relacji nieżyjącego już dziś byłego wikariusza parafii, a później metropolity szczecińsko-kamieńskiego abp. Mariana Przykuckiego, „nie było dnia, aby do ks. Gryczki nie zjawił się potrzebujący. Istniał stały komitet pod przewodnictwem księdza proboszcza, którego zadaniem było wyławianie potrzebujących i wspieranie ich”. W uznaniu dla jego kapłańskiej posługi oraz wierności i nieustępliwości w obronie wolności Kościoła papież Jan XXIII nadał mu w sierpniu 1959 r. tytuł Szambelana Honorowego Jego Świątobliwości (prałata). Ta postawa ks. Gryczki i jego działalność sprawiła, że stał się przedmiotem szczególnego zainteresowania komunistycznego Urzędu Bezpieczeństwa, który prowadził inwigilację wolsztyńskiego proboszcza (oraz innych tamtejszych duchownych) pod kryptonimem operacyjnym „Czarny”. Zmarł nagle 11 września 1959 r.
Teraz, w dniu 120. rocznicy urodzin ks. prałata Antoniego Gryczki, w kościele farnym w Wolsztynie abp Stanisław Gądecki odsłonił tablicę upamiętniającą postać pierwszego powojennego proboszcza miasta. Natomiast przez cały styczeń w Muzeum Roberta Kocha (ul. Doktora Roberta Kocha 12) czynna będzie wystawa, na którą składają się m.in. zdjęcia z prywatnych zbiorów parafian poświęconych ks. Gryczce i dokumentujące życie parafialne w tamtym okresie.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Kombatant
    26.10.2018 r., godz. 10:03

    Rada dowódców powstania wielkopolskiego - co to takiego zapyta się Czytelnik "Przewodnika Katolickiego"? Oto na przełomie listopada i grudnia 1938 r., a więc w 20 rocznicę wybuchu powstała w Poznaniu powstała Rada dowódców powstania wielkopolskiego - nie wiadomo kto ją stworzył i właściwie do czego? - nikt do tego nie chciał się przyznać, a sprawę uznano za medialny skandal. Czy miała to być jakaś jedna większa organizacja kombatancka? Nikt na to pytanie nie dał żadnej odpowiedzi, gdy sprawa medialnie od razu przycichła, zauważona jedynie na stronach "Powstańca Wielkopolskiego". Sprawa miała pochodzić z księżyca lub z Marsa. Ci dowódcy cywilni i wojskowi byli bardzo ciekawymi postaciami w owej Radzie, choć oni sami nawet nie wiedzieli, że byli członkami tak tajemniczej organizacji. Najlepszym przykładem byli tutaj: kapitan Tadeusz Wiktor Fenrych i porucznik Wiktor Skotarczak, związani z samochodem pancernym Ehrhardt, czyli "Górny Śląsk-Alzacja", którego żyjącym patronem był pułkownik Grudzielski, czyli generał dywizji Kazimierz Grudzielski, patron góry na poligonie w Biedrusku i patron Fortu VIII w Poznaniu. Dalej możemy podać postaci cywilnych członków Rady: pułkownik a zarazem wojewoda poznański Ludwik Bociański, słynny podróżnik Arkady Fiedler, czy twórca opowieści biblijnych Zenon Kosidowski, czy wojskowych: Paluch, Wierzejewski, a także Cyms. W niektórych przypadkach miano poważne zastrzeżenia co do kandydatur cywilnych i wojskowych w Radzie, niektórych biogramy uważano wręcz za bulwersujące - dziś nikt już do tego nie wraca, by nie przysłaniać przepięknej tradycji powstańczej na ziemi wielkopolskiej.

  • awatar
    Herbert
    23.05.2018 r., godz. 14:39

    Kapitan Tadeusz Wiktor Fenrych (1882-1942) w jednym ze swoich opracowań na temat Powstania Wielkopolskiego 1918/1919 zaznaczył, że powstańcy podczas działań zbrojnych w Podanienie zachowali się wręcz "cudownie", czego dzisiaj nikt już nie chce przywołać do swojej pamięci. Również nikt nie przypomina potomnym, że w 1945 r. na poligonie w Biedrusku Górę Powstańców [w domyśle Wielkopolskich] zamieniono na Górę Partyzantów [w kontekście współpracy Polaków z ZSRR]. Zapomniano także o wzniesieniu im. 27 Grudnia na poligonie w Biedrusku, co także miało związek z Powstaniem Wielkopolskim, oddając w zapomnienie wzgórze ku czci generała dywizji Kazimierza Grudzielskiego (1856-1921), którego adiutantem był przecież Tadeusz Wiktor Fenrych podczas Powstania 1918/1919. Dodajmy, że już w okresie 20-lecia międzywojennego XX wieku ważniejszą sprawą była kłótnia kto zginał w Powstaniu pierwszy: Jan Mertka, czy Franciszek Ratajczak, gdy w 1930 r. czcigodni Powstańcy wstępowali do Związku Faszystów Polskich, gdyż brakowało im pieniędzy na kupno bochenka chleba. Można by się zapytać: po co walczyliście?... Nagrodą dla was była bieda! Późniejsze nagrody, honory, czy odznaczenia były warte już nie powiem ile. W 1987 r., jak pamiętam, w Poznaniu miało przebywać około 60 Powstańców, gdy w 1987 r. około 127 weteranów. Im dalej od Powstania tym weteranów było coraz więcej - mnożyli się bez końca. To było tak jak w 100-tną rocznicę bitwy pod Borodino w 1912 r. pojawili się weterani w wieku 134 lat i więcej (wielu z nich okazało się grubo młodszymi oszustami). Co więcej: w 1912 r. niektórzy weterani mieli równe 100 lat! To znaczy, że podczas bitwy pod Borodino w 1812 r. Rosjanki walczyły wraz se swoimi świeżo narodzonymi niemowlakami. Potwierdzeniem takiej sytuacji byli weterani ze Związku Radzieckiego, którzy z bardzo licznymi medalami szczycili się, że wykończyli "miliony" wrogów, choć w tym przypadku arytmetyka była zapewne bardzo wątpliwa. Na koniec możemy jedynie dodać, że opracowania kapitana Tadeusza Wiktora Fenrycha były bardzo cenne jedynie dla niemieckiej V kolumny, która archiwalia powstańcze przekazała "właściwym organom", które wiedziały co z powstańcami zrobić podczas II wojny światowej. Zapewne po wielu latach dowiemy się, że żyją jeszcze jacyś weterani spod Borodino, którzy osobiście będą wspominać samego Napoleona.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki