Logo Przewdonik Katolicki

Co stresuje księdza?

ks. Artur Stopka
Fot. STEFAN MASZEWSKI_REPORTER/East News

Kilka lat temu proboszcz jednej z polskich katedr zaapelował na łamach popularnej gazety, aby świeccy trochę się opamiętali i przedstawił listę zachowań wiernych, które denerwują, stresują księży.

W spisie znalazły się m.in.: głośne komentowanie kazań, kucanie zamiast klękania, niewyłączone telefony komórkowe, życie gumy podczas Mszy św., zbyt skąpe i obcisłe stroje (zwłaszcza kobiet), zabawa z maluchami podczas Mszy różnymi zabawkami (np. klockami), wychodzenie „na dymka” podczas liturgii. Stresujące dla duchownych jest według tej listy również mówienie księdzu po imieniu (szczególnie przez starsze parafianki), poganianie kapłana podczas sprawowania sakramentów, a także pojawiające się raz po raz propozycje rozmaitych nieuczciwych interesów.
Trochę przypomina to wyliczankę pretensji, jakie zgłaszają wobec siebie małżonkowie z długim stażem lub wieloletni przyjaciele. Tego rodzaju spraw pewnie każdy ksiądz mógłby wymienić jeszcze wiele. To w sumie drobnostki, irytujące, czasem nawet bardzo, i z pewnością wpływają one na jakość relacji między księżmi a świeckimi, jednak nie mają decydującego znaczenia dla ich ostatecznego kształtu.
Są jednak kwestie znacznie poważniejsze. Na przykład coraz częstsze traktowanie spowiedzi św. jak formalności i przystępowanie do niej bez przygotowania, bez rachunku sumienia i żalu za grzechy, z przekonaniem, że „ksiądz pomoże”. Albo przystępowanie do sakramentu małżeństwa ze względu na atrakcyjność wizualną obrzędu („bo to tak pięknie wygląda”), a nie dla przyjęcia łaski Bożej.
Zmarły niedawno ks. Jan Kaczkowski w grudniu ubiegłego roku podczas rekolekcji w Łodzi stwierdził bardzo mocno: „Ja uważam, że jesteście państwo za mało aktywni jako wierni”.
Inercja, bierność, brak zaangażowania w życie wspólnoty parafialnej znacznej jej części to powód do stresu bardzo wielu księży. Przedmiotem anegdot stał się fakt, że w wielu grupach parafialnych można zobaczyć te same twarze, ale więcej w nich smutku niż wesołości. Niejednego księdza bardzo stresuje traktowanie przez wiernych świeckich Kościoła jak instytucji usługowej, albo wręcz supermarketu, w którym „płacę i wymagam”. Ołtarz to nie sklepowa lada, a ksiądz to nie ekspedient, którego obowiązkiem jest zapewnić klientowi maksimum satysfakcji, a przy okazji „wcisnąć mu” jak najwięcej towarów, których on tak naprawdę wcale nie potrzebuje.
Ks. Kaczkowski we wspomnianym wyżej wystąpieniu poruszył sprawę, która naprawdę spędza sens z powiek wielu księżom. Chodzi o poczucie odpowiedzialności wiernych świeckich za Kościół. Przykład, po który sięgnął, aby zilustrować tę kwestię, może być dla niejednego zaskakujący. „Jeśli ksiądz chrzani na kazaniu, czyta z kartki, ściąga z internetu, to macie moralny obowiązek pójść do zakrystii i powiedzieć: Proszę księdza, ksiądz się dramatycznie nie przygotował… To jest wasza odpowiedzialność”. Ks. Kaczkowski odniósł się również do drastycznej sytuacji, gdy np. ksiądz żyje w konkubinacie. Jako właściwą reakcję przywołał wskazania Jezusa na temat upomnienia braterskiego. Mówiąc o etapie informowania wspólnoty Kościoła o dostrzeżonym grzechu kapłana, ks. Kaczkowski stwierdził stanowczo: „To nie jest donosicielstwo, to jest odpowiedzialność”.
Sprawa poczucia odpowiedzialności świeckich za to, co się dzieje w parafii, we wspólnocie ma też wiele innych wymiarów. Do najboleśniejszych należy myślenie w kategoriach „my i oni”. My, świeccy, i oni, księża. Dwie grupy, które mają rozbieżne interesy. Które powinny się traktować nieufnie i starać wzajemnie przechytrzyć. To prowadzi do braku szczerości między księżmi i świeckimi, do udawania, do traktowania księży jak nieprzystępnych urzędników, a nie jak pasterzy, którzy troszczą się o dobro powierzonych im wiernych.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Marta
    01.05.2016 r., godz. 11:56

    Artykuł przeczytałam z zainteresowaniem, tylko co my wierni możemy... w tym roku ksiądz skandalicznie zachował się u nas na kolędzie, powiedziałam mu o tym jednak się nie przejął... poinformowałam również proboszcza o skandalicznym zachowaniu wikarego a w odpowiedzi usłyszałam "co ja mogę" podałam kilka propozycji jednak proboszcz wszystko bagatelizował, zapytałam się czy mam napisać do biskupa to usłyszałam "jak nie masz co robić pisz" , no to napisałam do biskupa i zero odpowiedzi. Duży problem tkwi we władzach kościelnych, które nawet jeśli ludzie coś zgłaszają nie robią nic z tym. Przestałam chodzić do swojej terytorialnej parafii bo tu ludzie świeccy nie mają na nic wpływu a proboszcz, gdy mu to powiedziałam, stwierdził, że kościołów w okolicy dużo to mam zmienić jak mi się nie podoba... i co my wierni możemy zrobić? zależy mi na pięknie sprawowanej liturgii, na godnym przeżywaniu i przyjmowaniu sakramentów, ale w wielu parafiach jest to nie możliwe, a biskupi zamiatają wszystko pod dywan, udając, że nic się nie dzieje, że nie ma problemu. Moje pytanie brzmi co jeszcze mam zrobić?

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki