Logo Przewdonik Katolicki

Niezrozumiałe normy rodzą bunt

Szymon Bojdo
Fot.Marcin Kiedio

Rozmowa z Ewą Kiedio

W swojej książce Osobliwe skutki małżeństwa porusza Pani m.in. kwestie seksualności. Nie jest to jednak suchy instruktaż o tym, co w seksie małżeńskim wolno, a czego nie.
– W tej książce przedstawiam piękno małżeństwa w różnych sferach. To nie jest tylko seksualność, to także cały pomysł na małżeństwo, na budowanie relacji. Jednak to temat seksualności najczęściej pojawia się w wywiadach. Dziennikarze pytają mnie o kwestie nakazów i zakazów w Kościele, przez co można odnieść wrażenie, że ten temat jest przeakcentowany. Książka była dla mnie o tyle komfortowa, że sprawy seksu mogłam umieścić w odpowiednim kontekście – widać tam, że nie jest to kwestia odrębna od całej relacji, ale jeden z jej elementów. Trudność w mówieniu o seksie tkwi w tym, żeby z jednej strony język nie był zbyt dosadny, a z drugiej zanadto zawoalowany.
 
Może to jakaś wskazówka dla Kościoła? Jak on radzi sobie według Pani z mówieniem o seksie?
– Mam wrażenie, że jest z tym coraz lepiej. Mamy bardzo dobre dokumenty na poziomie Kościoła hierarchicznego: Familiaris consortio czy Deus caritas est. Inaczej jest z przeniesieniem tego na prosty język. Skądś się jednak bierze to poczucie, że jest mowa tylko o nakazach i zakazach. Pewne normy są potrzebne, bo jak chcesz zostać np. superszachistą czy świetnym pływakiem, to musisz się zdyscyplinować i zdecydować na ograniczenia. Tak samo w sferze relacji – to nie jest tak, że wszystko możemy i nic nam nie zaszkodzi. Jeśli jednak nie zachowamy wrażliwości i nie pokażemy piękna tych spraw, to nikt tego nie będzie chciał przyjąć. Jeśli ludzie nie wiedzą, z czego wynikają zasady, to obecnie nie będzie tak, że ze względu na posłuszeństwo autorytetowi powiedzą: OK, biorę to. Niezrozumiałe normy rodzą bunt, więc trzeba się zastanowić, co zrobić, by ludzie przyjmowali je jako swoje własne. W tym jest właśnie rola świeckich i ich świadectwa. To świeccy mogą pokazać, że życie w ten sposób, o jakim mówi Kościół, nie tylko jest możliwe, ale na dodatek daje szczęście.
 
Jednak w polskim Kościele specjalistami od seksu są księża. Myślę np. o ojcu Knotzu czy ks. Dziewieckim. Często zarzuca się, że o sprawach seksu mówią księża, którzy nie mają w tej kwestii, delikatnie mówiąc, doświadczenia. A może duchowni radzą sobie z tą tematyką?
– Myślę, że ludzie tacy jak o. Knotz zrobili kawał dobrej roboty, bo w społeczeństwie cały czas dominuje przekonanie, że w sprawach nauczania Kościoła kompetentny jest tylko ksiądz. Słowa osób świeckich często nie są odbierane jako wiarygodne. Dobrze więc, że o. Knotz popularyzuje teologię ciała. Bardzo ucieszyły mnie słowa abp. Hosera, który powiedział, że sfera miłości małżeńskiej, także miłości cielesnej, to najbardziej sakralny obszar ludzkich działań i trzeba to ludziom uświadomić, bo cały czas widzi się w niej coś nieprzyzwoitego. Tego zadania nie wykona sam ksiądz, bo przecież nie będzie mówił o tym na kazaniu. Odpowiednim miejscem są nauki przedmałżeńskie, ale przecież rozmowa na ten temat nie może się skończyć wraz ze ślubem. Trzeba rozwijać duszpasterstwa małżeństw.
 
Czy w gronie młodych małżeństw dyskutuje się na takie tematy? Czy jest przestrzeń, by takie problemy podejmować?
– To zależy od tego, jakich kto ma znajomych, czy są to osoby wierzące, czy niewierzące, jak bardzo są podobne światopoglądowo. Wiadomo, że jeśli będą to ludzie w tych kwestiach odlegli od siebie, będzie to raczej spór światopoglądowy niż rozmowa, która budowałaby wspólną wrażliwość. Sporo naszych przyjaciół to małżeństwa katolickie i te tematy się pojawiają. Z najbliższymi przyjaciółmi rozmawiamy o ważnych doświadczeniach, problemach w zrozumieniu zasad Kościoła i z wdrażaniem ich w życie. Przykładowo, znajoma miała cesarskie cięcie i zajście zbyt szybko w kolejną ciążę byłoby zagrożeniem – pojawia się więc problem, czy stosowanie NPR wystarczy i czy w ogóle powinni współżyć. Seksualność nie jest wśród nas tematem tabu. Widzę, że wśród starszego pokolenia takie rozmowy budzą zdziwienie. Według mnie jednak są bardzo ważne – to, że o pewnych rzeczach się milczy, nie sprawia, że żyje się lepiej.
 
Mówiła Pani w jednym z wywiadów, że warto praktykować naukę Kościoła o seksie, bo nikt tak wiele nie mówi o prawdziwej jedności.
– Jest potrzeba, żeby porzucić myślenie, według którego są to rzeczy nieprzyzwoite, sfera nieczysta. Seks staje się wszechobecny, choć nie w takim wymiarze, jak byśmy chcieli, jest zdekomponowany, wyrwany z całej relacji. To tym bardziej wyzwanie dla chrześcijan, żebyśmy wyjaśniali, o co nam chodzi: jak wartościowa jest ta sfera, jak istotna, że jest to miejsce, w którym spotykamy Boga.
 



Ewa Kiedio – ur. 1984, redaktor w wydawnictwie i kwartalniku „Więź”, założycielka magazynu „Dywiz. Pismo Katolaickie”, autorka książki Osobliwe skutki małżeństwa. Od 2008 r. żona Marcina.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki