Logo Przewdonik Katolicki

Obrona walentynek

Grzegorz Jazdon
Święty Walenty

Gdy pojawiły się w Polsce u progu lat dziewięćdziesiątych, wzbudziły protesty jako święto obce nam kulturowo, w dodatku skrajnie skomercjalizowane. Czy zarzuty są na tyle poważne, że na sam dźwięk słowa „walentynki” powinniśmy reagować oburzeniem?

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Walenty jest drugim najpopularniejszym świętym na świecie, zaraz po św. Mikołaju. Zważywszy na fakt, jak niewiele wiemy o tym rzymskim męczenniku z III w., trzeba przyznać, że zrobił on zawrotną karierę. Mimo że jego kult był w Kościele dość żywy już niedługo po śmierci, to najbardziej rozsławił go fakt, że w świecie anglosaskim został uznany za patrona zakochanych, a dzień jego wspomnienia stał się dniem wyznawania miłości ukochanym. Choć początki obdarowywania się w tym dniu upominkami datuje się na co najmniej XV w., największy rozwój tego święta nastąpił w ubiegłym stuleciu, gdy zostało ono przejęte przez kulturę masową.
 
Eksport? Nic złego
Święto, które 25 lat temu trafiło do Polski, stało się i u nas pewnym faktem kulturowym, którego istnieniu nie można zaprzeczać. Po prostu, Polacy obchodzą walentynki, włączając je do swojego świątecznego kalendarza. Skądinąd, takie przejmowanie obcych obyczajów dokonywało się od zawsze, czemu zawdzięczamy chociażby bożonarodzeniową choinkę. Nic więc dziwnego, że dzieje się to także na naszych oczach. Może zresztą warto spojrzeć nieco inaczej na pochodzenie tej tradycji? Nie tyle jak na święto „amerykańskie”, co na dzień, sięgający swymi korzeniami chrześcijańskiego wspomnienia męczennika za wiarę, którym jest św. Walenty. To zaś przy okazji uświadamia nam, jak głęboko nasza religia przeniknęła przed wiekami kulturę Zachodu, pozostawiając ślady swej obecności nawet w sprawach zdawałoby się tak błahych.
Dzięki przypomnieniu sobie chrześcijańskiego zakorzenienia tego dnia, możemy spróbować zmierzyć się z problemem komercjalizacji walentynek. Tylko w Polsce „okołowalentynkowe” wydatki liczone są w setkach milionów złotych, a być może przekraczają nawet miliard. Przez kilka tygodni otaczają nas czerwone serduszka i kuszą „romantyczne promocje”. Często wręcz uważa się, że święto to zostało sztucznie wypromowane po to, by zapewnić handlowcom dodatkowe zyski w okresie między Bożym Narodzeniem a Wielkanocą. Czy jednak zarzut komercjalizacji nie dotyczy w coraz większym stopniu każdej naszej tradycji? I czy z tego względu musimy je całkowicie odrzucać?
Chrześcijańską odpowiedzią na szaleństwa współczesnego świata nie jest obrażanie się na niego, lub oburzanie na to, że nie jest takim, jakim powinien być. Wierzę, że naszą misją jest przywracanie rzeczom i pojęciom ich prawdziwego sensu, odkrywanie go tam, gdzie został zagubiony czy przeinaczony. Co więcej, powinniśmy poszukiwać współczesnego człowieka tam, gdzie on jest, mówić językiem zrozumiałym dla niego. Jeżeli więc walentynki stały się dla wielu Polaków dniem świętowania miłości, czemu nie spróbować dotrzeć do nich z przesłaniem o tym, na Kim i na czym można budować prawdziwą miłość?
 
Kochać coraz mocniej
Z takiego sposobu myślenia wyrastają chociażby obchody dnia św. Walentego w poznańskiej farze, szczycącej się posiadaniem jego relikwii, czy inne podobne inicjatywy w coraz większej liczbie parafii i wspólnot w Polsce. W Stanach Zjednoczonych pojawiła się zaś koncepcja Tygodnia  Małżeństwa, obchodzonego w bezpośredniej bliskości święta zakochanych. Ma on na celu odnowienie, pogłębienie oraz umocnienie więzi pomiędzy małżonkami. W tym roku pierwszy taki tydzień odbywa się także w Trójmieście. We wszystkich tych inicjatywach chodzi o to, aby wykorzystując kontekst walentynek, ukazywać wszystkim piękno i wartość dojrzałej miłości. Jeżeli jesteśmy już w związku narzeczeńskim czy małżeńskim, możemy także poszukiwać naszych własnych sposobów, aby ten dzień wykorzystać na odnowienie naszej relacji. Poprzez wspólną modlitwę do św. Walentego, spędzenie czasu naprawdę razem, a nie tylko obok siebie, romantyczną kolację albo wyjście do kina możemy przecież rozbudzić na nowo przytłumione przez codzienność uczucia. Rzecz jasna, dojrzałej miłości nie buduje się tylko na emocjach, nie są one nam jednak obojętne i mogą umacniać nas w drodze naszego powołania do małżeństwa. Z drugiej strony należy jednak zawsze pamiętać, że nasze chrześcijańskie świętowanie tego dnia nie może nigdy poprzestać tylko na celebrowaniu pewnych uczuć, które choć piękne, nie stanowią jeszcze istoty miłości. Jako uczniowie Jezusa Chrystusa jesteśmy bowiem zobowiązani do tego, by odkrywać coraz głębiej, co to znaczy kochać kogoś. Jednocześnie zaś, w opozycji do dzisiejszego świata, tak często sprowadzającego miłość do zakochania, powinniśmy dawać świadectwo prawdziwego oddania i zjednoczenia ze współmałżonkiem.
Ktoś mógłby w tym miejscu zapytać, czy do tego wszystkiego konieczne są nam akurat walentynki? Oczywiście nie! Rozumiem, że ktoś może reagować alergicznie na wykreowaną atmosferę tego czasu. Warto jednak pamiętać o tym, by znaleźć w ciągu roku swoje dni na celebrowanie miłości, bo to także jest potrzebne dla jej umocnienia.
Na koniec należałoby zmierzyć się z jeszcze jednym problemem: „wciąganiem” dzieci i młodzieży w świętowanie walentynek. Społeczny przymus bycia zakochanym i „bycia w związku” odczuwany już od najmłodszych lat nie wpływa pozytywnie na rozwój młodych do dojrzałej miłości. Oczywiście, dla wielu z nich święto to jest tylko jeszcze jedną okazją do spędzenia czasu w gronie rówieśników i nie ma też co przesadzać z potępianiem tego typu spotkań. Może zamiast krytykowania walentynek warto w tym czasie znaleźć jakiś sposób, by w rodzinnym gronie celebrować miłość rodziców, która stworzyła rodzinę i dała życie dzieciom? To może być najlepszą szczepionką na różne chore wyobrażenia relacji, które podsuwa młodzieży dzisiejszy świat. Obserwowanie świętujących mamy i taty, pozwala dzieciom uświadomić sobie najlepiej, czym jest prawdziwa miłość.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki