Logo Przewdonik Katolicki

Pojednanie bez końca

Szymon Bojdo
Pojednanie to kategoria teologiczna. Nie może ona nastąpić między państwami, ale między ludźmi i narodami / fot. PAP

Rozmowa z Winfriedem Lipscherem, teologiem i dyplomatą, działaczem na rzecz dialogu polsko-niemieckiego, o reakcjach Niemców na orędzie biskupów polskich do biskupów niemieckich i o wysiłku pojednania

Jakie reakcje wśród Niemców wywołał list biskupów polskich do biskupów niemieckich?
– Przede wszystkim słowa „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” zostały zauważone przez Niemców i wnikliwie przeanalizowane, moim zdaniem – fałszywie. Wynik był taki, że odczytano je przede wszystkim jako przeprosiny za akt wypędzenia. Wszystkie inne sformułowania były kwitowane grzecznie, także krytycznie, bo uznano, że niektóre zwroty historyczne są nacjonalistyczne. Dopiero nagonka władz komunistycznych w Polsce sprawiła, że i w Niemczech zaczęto się bardziej tym zjawiskiem zajmować, wtedy zaczęliśmy się zastanawiać nad treścią tego orędzia. Komuniści nie rozumieli duchowego wymiaru tego listu, bo biskupi powołali się na słowa Ewangelii „daję wam przykazanie nowe”, a według nich wszystko co nowe, miał przynosić komunizm. Biskupi wypowiadali się w imieniu ludu, a według komunistów tylko oni mieli prawo mówić w jego imieniu. Jednak list sprawił, że między biskupami polskimi i niemieckimi powstała atmosfera ekumenizmu, nie pomiędzy wyznaniami, lecz między ludźmi i narodami.
 
Ale pamiętamy, że wtedy Niemcy były podzielone na dwa państwa: Republikę Federalną i komunistyczną NRD. Czy reakcje na list w obu tych państwach były różne?
– Polacy oczywiście adresowali swój list do wszystkich biskupów niemieckich, oni przecież nie pisali oddzielnie do biskupów Niemiec wschodnich i zachodnich. Jednak już arcybiskup Kominek wspominał, że z biskupami z NRD udało się polskim hierarchom dogadać bez przeszkód, bo znajdowali się oni w podobnej sytuacji społeczno-politycznej. Bardziej skomplikowane było to z biskupami RFN, bo oni nie stanowią wspólnego frontu duchowego, raczej każdy z nich miał swój własny pogląd. Łączyła ich konferencja episkopatu, ale była to jedność zróżnicowana. Trzeba też pamiętać, że katolicyzm niemiecki w ogóle jest inny niż katolicyzm polski. Wyobrażam sobie, że wtedy, w latach 60. biskupi niemieccy nie znali się na sprawach różnic w mentalności polskiej i niemieckiej. Nie ma w Niemczech ani centralnego miejsca pielgrzymkowego, jak Jasna Góra, nie ma takiej maryjności, oni nie mieli pojęcia, co znaczy wyrażenie: Maryja Królowa Polski. Nie mówiąc już np. o wywieszaniu flagi narodowej w kościele – w Niemczech nie widziałem jeszcze ani jednej. To wszystko trzeba uwzględnić, gdy się mówi o tamtych czasach, ale to się również przenosi na dzisiejszy odbiór.
 
Oprócz chłodnej odpowiedzi biskupów, na orędzie biskupów polskich do niemieckich odpowiedzieli też intelektualiści. Jednym z nich był ks. Joseph Ratzinger.
– Było to Bensberger Kreis – koło, do którego też należałem. Zrzeszało około 160 niemieckich intelektualistów katolickich, którzy postanowili dopowiedzieć na ten trochę niedostateczny list biskupów niemieckich. Wystosowane na początku 1968 r. Memorandum wzywało do uznania granicy na Odrze i Nysie, a także do normalizacji tymczasowej administracji kościelnej na terenach, które przed 1945 r. należały do Niemiec. Celem tego koła była jednak głównie odpowiedź na przemiany Soboru Watykańskiego II i w tym zakresie nawiązano współpracę z polskimi katolikami, także pomiędzy polskimi i niemieckimi parafiami. Pod Memorandum rzeczywiście podpisał się ks. Joseph Ratzinger, który był również moim profesorem.
 
A co o liście sądzili zwykli katolicy? Czy były jakieś oczekiwania wobec polskich biskupów, na przykład właśnie ze strony wspomnianych wcześniej wypędzonych?
– Oni nie oczekiwali czegokolwiek, bo był to gest zaskakujący i nikt nie był na niego przygotowany. Odpowiadało im sformułowanie o przebaczeniu. Ale proszę zauważyć, to przecież niemieccy biskupi powinni być tymi, którzy proszą o przebaczenie win. Tymczasem biskupi najbardziej poszkodowanego narodu zwracają się z prośbą o przebaczenie do narodu oprawców. To sprawa unikalna nie tylko na skalę europejską, ale w ogóle światową. My, Niemcy, nie mamy żadnego listu z episkopatem francuskim czy angielskim czy holenderskim. To wydarzenie historyczne na naprawdę wielką skalę.
 
List wystosowano w latach 60., a pełne demokratyczne stosunki Polska mogła nawiązać ze zjednoczonymi już Niemcami dopiero w latach 90. W jaki sposób list oddziaływał międzyczasie?
– Moim zdaniem ten cały proces, szczególnie po upadku komunizmu, proces pojednania, jest efektem tego listu. Jestem przekonany, że nie doszłoby do uklęknięcia Willy’ego Brandta w Warszawie w 1970 r. bez tego orędzia. Uwieńczeniem tego procesu jest słynna Msza pojednania w Krzyżowej i pocałunek pokoju pomiędzy Kohlem a Mazowieckim. Można tu również dodać pomoc humanitarną ze strony Niemców w latach 80. Kto wie, czy to wszystko mogłoby być zrealizowane bez tego listu biskupów? Tego nie da się mierzyć jakąś miarą, wyrazić jakąś monetą, ale wydźwięk tego listu jest bardzo wyraźny.
 
Czego obecnie możemy nauczyć się z orędzia biskupów polskich do niemieckich? Czy wciąż potrzebny jest nam proces pojednania?
– Pojednanie to kategoria teologiczna. Nie może ona nastąpić między państwami, ale między ludźmi i narodami. Uważam, że pojednanie, szczególnie między Niemcami i Polakami nie może się skończyć. To jest proces, tak jak proces całego życia. Musimy się tego pojednania ciągle uczyć, do tego pojednania dążyć. Byłem z prelekcją w Krzyżowej, kilka miesięcy temu spotykałem się tam z niemieckimi maturzystami. Patrzyliśmy na plac, gdzie w 1989 r. była sprawowana Msza św. i zapytałem ich z czym im się to miejsce kojarzy. Nie było reakcji: ani na temat listu, ani na temat Mszy pojednania, nic. To przerażające, że współcześnie ludzie już nic o tym nie wiedzą. Dlatego taka okazja jak obecna, 50-lecie tego listu to dobry moment, żeby o tym przypominać, uczyć młode pokolenie, że pojednanie między naszymi narodami to nie jest coś normalnego, tylko coś, do czego nieustannie trzeba dążyć.  


Winfried Lipscher
Urodzony w Wartenburgu (dzisiejsze Barczewo koło Olsztyna) w Prusach Wschodnich teolog, tłumacz i dyplomata. Był jednym z sygnatariuszy Memorandum Bensberger Kreis. Tłumacz oficjalnych przemówień prezydentów Niemiec w latach 90. oraz poezji Jana Pawła II na język niemiecki. Odznaczony Orderem św. Sylwestra przez papieża Jana Pawła II za zasługi w dziedzinie pojednania polsko-niemieckiego.

 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki