Logo Przewdonik Katolicki

Misjonarze szaleni

Monika Białkowska
Fot. MAURIZIO BRAMBATTI/PAP EPA

Misje widziane z daleka wydają się czasem czymś w rodzaju wycieczki w stylu retro. Niekoniecznie all inclusive, bo wiadomo, że na końcu świata warunki mogą być różne, ale jednak wycieczki.

Ludożerców spotkać dziś bardzo trudno. Ludzi, którzy nie słyszeli o Ewangelii pewnie jeszcze trudniej. Ksiądz trafia gdzieś, gdzie nie dostaje co tydzień pliku listów z kurii. Świecki, kiedy uczy kilka lat polskich gimnazjalistów, zaczyna myśleć, że woli jednak uczenie czarnoskórych dzieci gdzieś w dżungli na końcu świata.
Misje jednak kosztują. Kosztują dużo więcej, niż może sobie wyobrazić ktoś, kto przygląda im się tylko teoretycznie. Wyjazd z kraju, zmiana klimatu i kultury, obcy język, poczucie samotności, potęgowane przez poczucie odpowiedzialności za ludzi, powierzonych opiece misjonarza. A przecież potem trzeba liczyć się z ciągiem dalszym, bo po latach wrócić trzeba do porzuconego świata i uczyć się na nowo tego, co dla rodaków jest już zupełnie naturalne. Kapłani, zakonnicy, siostry zakonne i świeccy odczuwają to na różne sposoby, ale jednakowo mocno. Każdy wyjazd na misje jest wyjazdem ekstremalnym. Każdy wyjazd na misje jest równie ważny. Każda minuta misjonarza poświęcona tym, którzy potrzebują Jezusa, jest jednakowo cenna w oczach Boga. Wśród tych jednak, którzy na szali służby dla Ewangelii kładą całe swoje życie, są szaleńcy więksi. Ludzie, którzy gotowi są robić rzeczy nierozsądne, takie, których nikt nie ośmieli się nawet porównać do długiej, egzotycznej wycieczki. Ludzie, którzy dają się prowadzić Bogu na oślep.
 
Oni, czyli kto
Żeby ich przedstawić, trzeba najpierw powiedzieć, czym są wspólnoty, w których wyrastają. Droga Neokatechumenalna, wzbudzająca wciąż wiele kontrowersji, to ruch mający na celu odnowę życia chrześcijańskiego w duchu Soboru Watykańskiego II na wzór katechumenatu pierwotnego Kościoła. Papież Benedykt XVI w styczniu 2011 r. mówił: – Od ponad 40 lat Droga Neokatechumenalna pomaga ożywić i umocnić wtajemniczenie chrześcijańskie w diecezjach i parafiach, promując stopniowe i radykalne odkrycie bogactw chrztu, pomagając zakosztować życie Boże, życie niebiańskie, które Pan zapoczątkował poprzez swoje Wcielenie, poprzez przyjście między nas, poprzez narodzenie się jako jeden z nas. (…) Ta służba (…) „będzie mogła odnowić w dzisiejszej wspólnocie chrześcijańskiej te efekty dojrzałości i pogłębienia, które w Kościele pierwotnym były realizowane w okresie przygotowania do chrztu”.
Droga Neokatechumenalna zrodziła się z inicjatywy hiszpańskiego malarza Kiko Argüello i w 1990 r. uznana została przez papieża Jana Pawła II za „itinerarium formacji katolickiej ważnej dla społeczeństwa i czasów dzisiejszych”. Dziś działa w ponad stu krajach i blisko tysiącu diecezji na całym świecie. Szacuje się, że w działalność ruchu zaangażowanych może być około miliona osób. Wśród nich są oni: radykalni szaleńcy, czyli ponad tysiąc rodzin w tak zwanej „misji ad gentes”, posłani do 93 krajów świata.
 
Ad gentes
„Rodziny w misji” to małżonkowie wraz z dziećmi, którzy na prośbę biskupa osiedlają się tam, gdzie najbardziej potrzeba głoszenia Jezusa – w miejscach zlaicyzowanych lub pogańskich, zwykle takich, które Go poznały, ale dawno zdążyły o Nim zapomnieć. Cztery rodziny z dziećmi (zwykle wielodzietne), prezbiter, socjusz (seminarzysta lub świecki mężczyzna) i kilka kobiet tworzą misję ad gentes, która ma być wspólnotą na wzór pierwszych wspólnot chrześcijańskich, uobecniającą chrześcijańską miłość i jedność, mające moc przyciągania do Kościoła.
Statuty Drogi Neokatechumenalnej mówią o tym, że rodzinę posłaną na misje wskazują osoby odpowiedzialne za Drogę spośród tych, którzy zgłaszają swoją gotowość udania się dokądkolwiek. Pierwsze trzy rodziny na takie misje posłał papież Jan Paweł II w styczniu 1986 r.: wyjechały one do Strasburga, Hamburga i Oulu (Finlandia). Ostatnie czterysta rodzin wyjechało z posłania papieża Franciszka w lutym 2014 r. Każda z posłanych rodzin otrzymuje krzyż misyjny i staje się prawdziwym misjonarzem.
 
Kruche i mocne
Na czym polega ta misja: nie na końcu świata, ale w samym sercu Europy? Chciałoby się powiedzieć, że po prostu na życiu – ale takim życiu, żeby ludzie obok pytali tak, jak pytali apostołów: „Skąd oni to mają?”. Ich, świeckich, będących żonami, mężami i rodzicami, ludzie słuchają inaczej niż księży. Są konkretem, objawiającym Bożą miłość.
Wyruszają w nieznane, wierząc, że Pan Bóg zatroszczy się o wszystko. Zostawiają swoje domy, pracę na etat, szkołę dzieci, przyjaciół i sąsiadów – bo biskup prosi, bo potrzeba u niego takich, którzy dadzą świadectwo i ożywią lokalną wspólnotę. Mają świadomość, że to nie zabawa ani przygoda, ale służba Kościołowi. Losują kraj, do którego pojadą. Tam dostają mieszkanie, w którym mogą się zatrzymać, ale muszą znaleźć miejsce spotkań dla wspólnoty, źródło utrzymania rodziny, muszą posłać dzieci do szkoły. Nikt nie daje im gwarancji, że będą mieli czym zapłacić rachunki i czym nakarmić dzieci. Bywa, że i po latach na misji tracą pracę, są bezrobotni, żyją z zasiłku: i również w tym doświadczeniu są dla innych znakiem, że można trzymać się razem i w trudnościach budować jedność. Wspólnie są modlą. Głoszą katechezy, często zapraszając na nie ludzi wprost na ulicach miast czy pukając do drzwi ich domów. Nie zawsze witani są z otwartymi ramionami: ludzie biorą ich za świadków Jehowy i zatrzaskują przez nimi drzwi. Inni przestają kłaniać się na ulicy. Ale bywa i tak, że ktoś z czasem nabiera zaufania, że wysłucha, że przyjdzie na katechezę.
Oni sami przyznają, że tracą wiele. W kraju, w którym posługują, są obcy. W kraju, z którego wyjechali, szybko stają się tylko gośćmi. Nigdzie nie są naprawdę u siebie. Żyją w ciągłej niepewności i zawieszeniu. Nie wiedzą, czym jest stabilizacja. Ale – jak sami mówią – dopiero wtedy, po ludzku wykorzenieni, zaczynają rozumieć, czym jest zakorzenienie w Chrystusie. To On jest jednym stałym punktem odniesienia, jednym fundamentem, nadającym życiu sens i trwałość. Szaleni misjonarze w sercu świata, którzy Bogu zawierzyli do samego końca.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki