Logo Przewdonik Katolicki

Niewygodna prawda

Renata Krzyszkowska
Prof. Zbigniew Kundzewicz / fot. R. Woźniak

Rozmowa o przyczynach i skutkach globalnego ocieplenia z klimatologiem prof. Zbigniewem Kundzewiczem.

Gdy spotkaliśmy się sześć lat temu powiedział Pan, że czekają nas bardzo upalne lata. Wszystko się sprawdza. Tegoroczne miesiące letnie w naszym kraju są jednymi z najgorętszych w historii pomiarów. Czy od tej tendencji nie ma odwrotu?
– Upalne lata mamy na świecie od kilkunastu lat. Globalnie na 15 najcieplejszych lat w historii notowań, aż 14 to lata od 2001 do 2014 roku. Przed rokiem 2000 tylko rok 1998 był równie upalny. Obecny rok jeszcze się nie skończył, ale niewykluczone, że padnie kolejny rekord temperatury globalnej. Na razie rekord należy do ubiegłego roku, ale istotnie zanosi się na to, że 2015 r. może się okazać w Polsce najgorętszy w historii pomiarów.
 
Jednak opinie co do przyczyn tego zjawiska są podzielone. Jedni obarczają za ten stan człowieka i jego działalność, w tym głównie spalanie paliw kopalnych, inni uważają, że to proces naturalny, który występuje na Ziemi cyklicznie i nie ma się czym martwić.  
– Zwolennicy drugiej opcji oczywiście mają rację w tym sensie, że w historii naszej planety klimat się wielokrotnie zmieniał z przyczyn naturalnych. Były okresy cieplejsze i zimniejsze. Jednak obecne ocieplenie istotnie różni się od poprzednich. Z każdym ciepłym rokiem ubywa zwolenników teorii, że to wszystko skutek naturalnych procesów i człowiek nie ma w tym znaczącego udziału. W swojej pracy zajmuję się także modelowaniem matematycznym, z którego wynika niezbicie, że powody naturalne obecnego ocieplenia są odpowiedzialne tylko za bardzo niewielką część obecnego wzrostu temperatur na świecie. Słońce wpływające na ziemski klimat może być mniej lub bardziej aktywne, a co kilkadziesiąt tysięcy lat zmienia się geometria ruchu obrotowego Ziemi wokół Słońca i tym samym jej nasłonecznienie. Jednak żaden z tych mechanizmów nie tłumaczy obecnych zmian klimatu. Zasadniczym powodem, dla którego przeżywamy obecny wzrost temperatur, jest zmiana składu atmosfery naszej planety. Temperatura na naszej planecie zależy więc nie tylko od tego, ile promieni słonecznych do nas dotrze, ale także od tego, co się dalej z tą energią dzieje. Dzięki temu, że w atmosferze są gazy cieplarniane, działające jak szklany dach cieplarni, promieniowanie długofalowe emitowane przez Ziemię nie ucieka w kosmos, tylko pozostaje w atmosferze ogrzewając ją. Gdyby nie było tego naturalnego efektu, średnia temperatura na Ziemi cały czas byłaby grubo poniżej zera, nie byłoby więc bujnego życia. Szkopuł w tym, że przez działalność człowieka ten efekt cieplarniany zaczął przybierać na sile. Jednym ze skutków tego zjawiska jest topnienie lodowców i podnoszenie się poziomu mórz w tempie około 3 milimetrów rocznie.
 
To wydaje się niedużo.  
– Tak, ale zakładając stałe tempo wzrostu, po stu latach będzie to 30 centymetrów. Wpływ na to mają dwa mechanizmy. Po pierwsze, w cieplejszej atmosferze woda oceanów też jest cieplejsza, a ciepła woda zajmuje więcej miejsca. Po drugie, topnieją wspomniane lodowce i lądolody. Gdyby całkowicie stopniały lody Grenlandii, poziom mórz na świecie podniósłby się o 6–7 metrów. Pod wodą znalazłyby się więc tereny, na których obecnie żyją setki milionów ludzi, także nasze Żuławy. Na razie pocieszamy się wprawdzie, że wzrost poziomu mórz wynosi tylko 3 milimetry rocznie, ale proces ten przyspiesza.
 
Jednak naukowcy z Wielkiej Brytanii twierdzą, że wkrótce czeka nas globalne oziębienie, bo z ich wyliczeń wynika, że już za około 20 lat aktywność Słońca spadnie do poziomu z lat 1645-1715, kiedy to jak wiemy Bałtyk zamarzał i jeżdżono po nim saniami.  
– Czytałem te doniesienia, ale nie wierzę, że tak się stanie. Uważam za wysoce nieskromne uzurpowanie sobie prawa do twierdzenia, że potrafi się przewidzieć aktywność Słońca, oprócz cykli mierzonych przez liczbę plam na jego powierzchni, o okresowości 11 lat.
Wiemy, jak Słońce wpływa na klimat ziemski. Gdy plam jest mało, to do Ziemi dociera mniej energii słonecznej, gdy plam jest dużo, to i energii jest więcej. Jednak za ostatnie ocieplenie nie odpowiada Słońce. Jeśli już to zaledwie za kilka procent. Trend wzrostu temperatur jest dłuższy i niezależny od cyklów słonecznych. Lekkie obniżanie temperatur czy też ich wzrost związany z wahaniami aktywności Słońca są brane pod uwagę. Za to stężenie dwutlenku węgla, głównego winowajcy wzrostu temperatur na Ziemi, tak wysokie jak obecnie nie było od przynajmniej 80 tys. lat. Wiemy to, bo badanie rdzeni lodowców umożliwia określenie składu atmosfery w aż tak odległych czasach. Źródłem obecnego wzrostu CO2 w powietrzu jest człowiek. Mechanizmy ewentualnego ochłodzenia mogą być jednak inne. Po pierwsze wszystko może zmienić jakaś potężna erupcja wulkanu, którego pyły zmniejszyłyby dopływ światła słonecznego do Ziemi. Erupcja filipińskiego wulkanu Pinatubo, jaka miała miejsce 24 lata temu, na rok–dwa zmniejszyła efekt cieplarniany i ocieplanie się klimatu. Druga możliwość ewentualnego ochłodzenia związana jest z ciepłym prądem zatokowym Golfsztrom, który ogrzewa Europę. Jako że topnieją lody Arktyki i coraz więcej słodkiej wody przechodzi do Północnego Atlantyku, prąd ten słabnie. Na razie nieznacznie, ale jednak tak się dzieje. Do ochłodzenia z tego powodu raczej nie dojdzie w tym wieku. Jak na razie nie widać więc przyczyn ewentualnego ochłodzenia za 20 lat.
 
Zatem musimy wziąć sprawy w swoje ręce?  
– W czerwcu papież Franciszek ogłosił encyklikę Pochwalony bądź, którą bardzo cenię. W czasie jej pisania papież konsultował się z naukowcami i jest ona naprawdę wyważona. Z tekstu wynika, że klimat jest dobrem, które musimy chronić. Cała encyklika, to nie tylko duża dawka wiedzy, ale i nowego spojrzenia Kościoła na ekologię. W Polsce chyba nie zostało to aż tak dobrze przyjęte jak bym chciał. W naszym kraju ocieplenie klimatu jest wciąż niewygodną prawdą. Mamy duże złoża węgla kamiennego, którego spalanie wiąże się z emisją najważniejszego gazu cieplarnianego, czyli dwutlenku węgla. Niestety w najbliższej przyszłości jesteśmy na to paliwo kopalne ekonomicznie skazani, a górnictwo to przecież także wiele miejsc pracy. Jednak znacząca redukcja globalnej emisji gazów cieplarnianych do atmosfery, to obecnie jedyny sposób na powstrzymanie ocieplenia klimatu. Nie jest to jednak łatwe. W grudniu odbędzie się w Paryżu kolejny światowy szczyt klimatyczny. Będą na nim przedstawiciele największych emiterów gazów cieplarnianych m.in. Chin, USA, Indii i Rosji. Miejmy nadzieję, że państwa te zgodzą się na znaczne i konsekwentne redukcje emisji gazów cieplarnianych, nie tylko dwutlenku węgla, ale i innych, jak np. metanu czy podtlenku azotu. Niektórzy myślą, że jeśli skutecznie zaczniemy chronić klimat, to zaraz będzie pożądany efekt. Niestety nie. System klimatyczny jest potężną i powoli działającą machiną, więc nawet radykalna i szybka redukcja stężenia gazów cieplarnianych w atmosferze nie da szybkiego zahamowania globalnego ocieplenia.
 
Na co mamy się przygotować w nadchodzących latach?  
– Upalne lato będzie co roku prawie normą. Coraz więcej będzie gwałtownych burz i intensywnych opadów. Nie nawodnią one jednak suchej ziemi. Opady będą silne, ale krótkotrwałe. W cieplejszej atmosferze zmieści się więcej pary wodnej, a więc rośnie ryzyko intensywnych opadów. Tego samego lata będzie możliwe wystąpienie w tym samym miejscu potężnej suszy i potężnej powodzi.
Klimatyzacja jest sposobem adaptacji do upału. Pamiętajmy jednak, że zużywa ona bardzo dużo energii, która często pochodzi ze spalania węgla, a więc wiąże się to z emisją CO2 do atmosfery. Walcząc z wysokimi temperaturami możemy przyczyniać się do niekorzystnych zmian klimatu i dalszego ocieplenia. Lodowce cały czas będą topniały, a poziom mórz będzie się stopniowo podnosił. Za sto lat nasze szerokie polskie plaże na pewno będą dużo węższe. Inne kraje będą jednak miały dużo większe problemy. Groźne będzie niebezpieczeństwo powodzi sztormowych i rzecznych, które zagrożą krajom nisko położonym i gęsto zaludnionym jak Bangladesz. Nie da się chronić tego kraju tak, jak chroni siebie bogata i mniejsza Holandia. Bangladeszu nie stać na ogromne obwałowania, które zabezpieczą przed powodzią sztormową. Podobnie jest z wyspiarskim państwem Kiribati, którego wyspy są regularnie zalewane. Można obawiać się pojawienia nowej kategorii uchodźców – emigrantów środowiskowych.

Prof. Zbigniew Kundzewicz – hydrolog i klimatolog z Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN w Poznaniu, a także ekspert Międzyrządowego Panelu do spraw Zmian Klimatu. Brał udział w pracach Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu IPCC, nagrodzonego w 2007 r. zespołową Pokojową Nagrodą Nobla. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Złotym Krzyżem Zasługi.
 
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki