Logo Przewdonik Katolicki

Katolicki głos w Białym Domu?

Łukasz Kaźmierczak
Fot. PETE MAROVICH/epa_pap

To rekord w historii Stanów Zjednoczonych. O prezydenturę ubiega się aż sześciu katolików. I nie są to tak zwani katolicy bezobjawowi.

To wręcz niewiarygodne, ale do tej pory tylko jeden raz zdarzyło się, aby katolik był gospodarzem w Białym Domu. Na dodatek katolik reprezentujący wcale nie konserwatystów, a postępowych, lewicujących demokratów. Mowa oczywiście o słynnym Johnie Fitzgeraldzie Kennedym i jego krótkiej prezydenturze przerwanej przez strzały zamachowca w Dallas w 1963 r. Z czego jednak bierze się tak mizerna reprezentacja katolików u sterów państwa, w którym słowo „Bóg” obecne jest niemal na każdym kroku, nie tylko w zawołaniu „God bless America”? I czy naprawdę tegoroczne wybory prezydenckie mogą zmienić ten stan rzeczy?
 
Zmiana po katolicku
W żadnym innym zachodnim państwie czynnik religijny nie odgrywa tak wielkiej roli w życiu publicznym jak w Stanach Zjednoczonych. Zdeklarowany ateista nie ma w USA żadnych szans na wygraną, a wiara w Boga uznawana jest właściwie za wyznacznik amerykańskości. Siłą rzeczy kandydaci w wyborach prezydenckich mocno więc podkreślają swoją religijność, nawet jeżeli jest ona tak eklektyczna i egzotyczna jak w przypadku obecnego prezydenta Baracka Obamy.
Od początku istnienia Stanów Zjednoczonych daje się jednak zauważyć dominującą polityczną rolę protestantów. Po części wynika to z faktu, że stanowią oni statystyczną większość w USA. Po wtóre, wartości, na jakich została ufundowana amerykańska demokracja, są wręcz żywcem wzięte z protestanckich miar. Taki jest choćby wzorcowy model amerykańskiej kariery „od pucybuta do milionera”, w którym ciężka, uczciwa praca, skrajna pragmatyczność i szacunek dla własności prywatnej zostały podniesione niemalże do rangi absolutu.
Na dodatek amerykańscy katolicy przez dziesiątki lat tradycyjnie głosowali raczej na umiarkowanych demokratów, z kolei konserwatyści mogli liczyć na poparcie protestanckich mieszkańców kraju. Przez lata ukuł się także stereotyp typowego amerykańskiego katolickiego polityka, którego można nazwać popularnym określeniem „katolik bezobjawowy”. Takich nie brakuje dziś także w samej wierchuszce Partii Demokratycznej – wiceprezydent Joe Biden, była sekretarz zdrowia Kathleen Sebelius czy była przewodnicząca Izby Reprezentantów Nancy Pelosi to katolicy raczej niedzielni, otwarcie popierający aborcję.
Od czasu jednak, gdy demokraci dokonali gwałtownego obyczajowego skrętu w lewo, tendencja ta zaczyna się zmieniać. Statystyki wskazują, że od lat 80. systematycznie wzrasta liczba konserwatywnych katolików w szeregach republikanów i wśród republikańskich wyborców. W obecnej Izbie Reprezentantów zasiada aż 69 republikanów, którzy przyznają się do katolicyzmu, co oznacza, że ich liczba podwoiła się w ciągu ostatnich sześciu lat. Wśród nich są
 m.in. przewodniczący Izby Reprezentantów John A. Boehner oraz szef republikańskiej większości Steve Scalise.
 
Kandydaci objawowi
W wyborcze szranki staje dziś w Ameryce sześciu katolików, z czego aż pięciu ubiega się o nominację z ramienia Partii Republikańskiej (w tym roku swoje prezydenckie ambicje zgłosiła rekordowa liczba republikanów: siedemnastu). Właśnie katoliccy kandydaci należą do najwyżej obstawianych pretendentów do partyjnej nominacji. Największe szanse wśród nich przyznaje się dziś byłemu gubernatorowi Florydy Johnowi Ellisowi „Jebowi” Bushowi, synowi George’a H.W. Busha i młodszemu bratu George’a W. Busha, a jednocześnie jedynemu katolikowi w klanie Bushów. „Kocham sakramenty Kościoła katolickiego, bezczasową naturę jego przesłania i rzeczywistość, że Kościół katolicki wierzy w prawdę absolutną jako swoją fundamentalną zasadę i postępuje stosownie do tego” – tłumaczył w 1995 r. powody swojej konwersji z anglikanizmu, dodając, że katolicy są uodpornieni na porywy „wiatru czasu”, którym z kolei ulegają protestanci.
Jeb Bush uchodzi za niezwykle sprawnego polityka, który – to wyjątek na amerykańskiej scenie politycznej – dobrze rozumie sprawy zagraniczne, jest zdecydowanym przeciwnikiem izolacjonizmu na arenie międzynarodowej. Opowiada się również przeciwko aborcji i małżeństwom homoseksualnym. Nie we wszystkim jednak jest on wierny nauczaniu Kościoła, pozostając choćby zdeklarowanym zwolennikiem kary śmierci.
Konkurentem Jeba Busha jest Rick Santorum, którego „New York Times” nazwał najodważniejszym wśród kandydatów z powodu jego bezkompromisowości zwłaszcza w sprawach obrony życia i moralności. „Jako prezydent będę walczyć o każde życie, także biednych, niepełnosprawnych i nienarodzonych” – deklaruje Santorum, który sam jest ojcem siedmiorga dzieci. Były amerykański senator, który już po raz drugi ubiega się o prezydencką nominację, sam o sobie mówi tak: „Jestem dumny z tego, że jestem katolikiem, i z tego, czego uczy Kościół”.
Czarnym koniem partyjnego wyścigu może jednak okazać się zaledwie 43-letni Marco Rubio, najmłodszy amerykański senator, syn kubańskich emigrantów, niezwykle dynamiczny polityk, który uznawany jest za wielką nadzieję amerykańskiej prawicy. „To nasz kubański Barack Obama” – przekonują jego zwolennicy. On sam zapowiada: „ Nieważne, gdzie się znajdę i jaki tytuł zdobędę, zawsze będę synem uchodźców”.
Innym „cudownym dzieckiem” Partii Republikańskiej jest Piyush „Bobby” Jindal, syn indyjskich emigrantów, pełniący dziś urząd gubernatora Luizjany. Wychowany w wierze hinduistycznej, jako nastolatek przeszedł na katolicyzm. Jego wiara jest podobno na tyle żarliwa, że rozważał nawet wybór drogi kapłańskiej. Ostatecznie jednak został politykiem, niezwykle sprawnym i równie jak Santorum radykalnym w sprawach światopoglądowych. „Pytanie nie brzmi, czy on zostanie prezydentem, lecz kiedy zostanie prezydentem, bo kiedyś z pewnością zostanie wybrany” – powiedział o Jindalu jeden z najbardziej znanych amerykańskich spin doctorów Steve Schmidt.
Ciekawą postacią jest także Chris Christie, gubernator stanu New Jersey. Już sam fakt, że to właśnie republikanin sprawuje drugą kadencję rządy w stanie uznawanym tradycyjnie za twierdzę demokratów stanowi najlepszą rekomendację politycznych talentów Christiego. Ten niezwykle błyskotliwy i charyzmatyczny mówca uchodzi jednocześnie za najbardziej umiarkowanego poglądowo i skłonnego do kompromisu spośród wszystkich katolickich kandydatów w Partii Republikańskiej.
I tak jednak może on pretendować do miana konserwatywnego radykała na tle jedynego katolickiego kandydata do prezydentury wśród demokratów, Martina O’Malleya, który jako gubernator Maryland bez mrugnięcia okiem podpisał ustawę o związkach między obywatelami tej samej płci.
 
Zaczyna się wyścig
Tegoroczna kampania prezydencka w USA będzie więc nie tylko areną gwałtownych sporów wokół gospodarki, ale także – co pewne – również w kwestiach światopoglądowych. Zwłaszcza po niedawnym ujawnieniu afery związanej z przypadkami sprzedaży organów abortowanych dzieci w klinikach należących do organizacji Planned Parenthood. Głośny aborcyjny skandal może wręcz zupełnie odmienić sytuację na amerykańskiej scenie politycznej, tym bardziej że w obronę aborcyjnego giganta osobiście zaangażowała się Hillary Clinton, główna faworytka do prezydenckiej nominacji wśród demokratów. Była pierwsza dama USA i była sekretarz stanu stwierdziła wprost, że nagłośnienie sprawy Plannned Parenthood stanowi „atak przeciwko prawu kobiet do wyboru”. I ta wypowiedź raczej nie przysporzyła jej wielkiego grona nowych entuzjastów.
Nagłą zmianę sytuacji wykorzystują oczywiście republikańscy kandydaci do prezydentury. Jeb Bush wezwał Kongres do śledztwa „w sprawie nadużyć” dokonywanych przez Planned Parenthood, a pozostali republikanie opowiedzieli się za odebraniem organizacji dotacji z kieszeni amerykańskiego podatnika (wynoszących, bagatela, ponad pół miliarda dolarów rocznie). Uczynili tak nawet jedyny proaborcyjny republikański kandydat na prezydenta USA George Pataki, a także ekscentryczny miliarder Donald Trump, który jeszcze kilka lat temu gorąco popierał aborcyjne „prawo wyboru”. I to najlepiej pokazuje skalę zmiany, jaka zaczyna zachodzić w dzisiejszej Ameryce. A to dopiero początek prawdziwego wyborczego starcia.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki