Logo Przewdonik Katolicki

Rosyjska cerkiew – religia czy polityka

Maria Przełomiec

Relacje Kościoła katolickiego z prawosławiem są delikatne. Dotyczy to nie tylko kwestii religijnych, ale i politycznych.

„Rosja jest międzynarodowym aktorem o wielkim znaczeniu” – stwierdził niedawno w wywiadzie dla włoskiej „La Stampa” szef watykańskiej dyplomacji.  Dlatego, jak dodał arcybiskup Paul Gallagher, sekretarz ds. relacji z państwami w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej – Europa i Rosja powinny działać  „wspólnie, a nie przeciwko sobie”. Watykański dostojnik wyraził przy tym nadzieję, że Rosja może przyczynić się do ustabilizowania sytuacji w rejonie Morza Śródziemnego, podobnie jak przyczyniła się do wypracowania porozumienia nuklearnego z Iranem.

Zrozumieć Rosję, zrozumieć Cerkiew
Niestety, arcybiskup wykazał się typową dla przeciętnego obywatela państw tzw. starej Unii, naiwnością i brakiem znajomości realiów. Oczywiście, Rosja mogłaby wpłynąć na uspokojenie sytuacji na Bliskim Wschodzie, tyle że, wbrew oficjalnym deklaracjom, wcale tego nie chce. Wojna z państwem islamskim jest Moskwie na rękę. Po pierwsze, odwraca uwagę od agresji na wschodniej Ukrainie, a po drugie, może w pewnym momencie zmusić Zachód do szukania pomocy Kremla.
Co zaś do porozumienia nuklearnego z Iranem, to jedyną zasługą rosyjskich władz jest niezablokowanie go w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Wcześniej  bowiem Kreml robił wszystko, by utrzymać spór wokół irańskiego programu nuklearnego w stanie nieuregulowanym, konsekwentnie broniąc praw Iranu do posiadania pełnego cyklu nuklearnego.
 Wydaje się, że Watykan ze zrozumieniem Rosji ma poważne problemy Niestety, dotyczy to również Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, którą stolica Piotrowa chciałaby traktować jak sojusznika w walce ze współczesnymi zagrożeniami. W zasadzie jest to zrozumiałe. Rosyjska Cerkiew, odwrotnie niż coraz bardziej ulegające współczesnym trendom wspólnoty protestanckie, podkreśla swoją wierność chrześcijańskim zasadom. Zdecydowanie występuje przeciwko związkom homoseksualnym, aborcji czy moralnemu relatywizmowi.
Ostatnio głośna stała się walka moskiewskiego patriarchatu z proaborcyjnym lobby. Walka w stu procentach słuszna. Sam patriarcha zaapelował do władz, by państwo przestało finansować zabiegi przerywania ciąży. Kreml na razie milczy, ale pojawiają się głosy sugerujące, że cała akcja mogła być wcześniej uzgodniona z otoczeniem prezydenta. Według nieoficjalnych danych w Rosji rocznie dochodzi do 3–4 mln przypadków usuwania ciąży (oficjalnie ponad 800 tys.), dwie ciąże na trzy kończą się aborcją. W samej stolicy działa około 800 klinik zarabiających na dokonywaniu, opłacanych z budżetu państwa,  zabiegów.
Taka sytuacja nie może odpowiadać „dźwigającemu imperium z kolan”  Putinowi, od dawna próbującemu zatrzymać rosyjską katastrofę demograficzną.  Po co jednak samemu narażać się proaborcyjnemu lobby, gdy można po prostu odpowiedzieć na apel duchowieństwa? A posługiwać się Cerkwią do własnych, także dużo mniej szlachetnych celów politycznych, rosyjskie władze umiały zawsze. I to jest właśnie ta sprawa, której najwyraźniej może nie do końca rozumieć Watykan. Obecne władze kościelne Cerkwi mają wpływ na swoich wiernych nie tylko w sferze religijnej, ale i politycznej. Rosyjska Cerkiew jest jednym z trzech, obok ludowości i samodzierżawia filarów, na których opiera się rosyjskie imperium. Cerkiew z Kremlem łączy klasyczny sojusz Tronu z Ołtarzem. Sojusz, który Cerkiew podbudowuje popularnym przed rokiem 1917, a teraz reanimowanym, mistycznym argumentem, że Moskwa to trzeci Rzym ( czwartego nie będzie) i że każda rosyjska władza pochodzi do Boga. 

Święta Ruś
Tak było za czasów carskich, tak jest i teraz. Nic więc dziwnego, że od momentu upadku komunizmu prawosławie pozostaje jednym z najważniejszych ideologicznych narzędzi mających łączyć nie tylko ludność Federacji Rosyjskiej, ale także całą „Świętą Ruś”, czyli Rosję, Ukrainę i Białoruś.
Dążenie do utrzymania prymatu nad ziemiami podporządkowanymi Moskwie ściśle łączy rosyjskie elity polityczne i kościelne. W efekcie Cerkiew posłusznie spełnia żądania władz, a władze odpłacają jej licznymi przywilejami.  
Zaczęło się jeszcze w czasach Jelcyna i patriarchy Aleksieja II (jak twierdzi część historyków funkcjonariusza KGB), kiedy to uprzywilejowana pozycja prawosławnego Kościoła rosyjskiego została wpisana do konstytucji. Jednak ostatecznie sojusz państwowo-religijny scementował stojący od 2009 r. na czele moskiewskiego patriarchatu Cyryl I.
To właśnie on w jednym ze swoich tekstów stwierdził, że „Moskwa, Kijów, Mińsk, Kiszyniów i Astana powinny być nie tylko ośrodkami oddzielnych państw, ale także stać się ośrodkami wspólnej cywilizacji Rusi”. Cyryl podkreśla również nieustannie, że Rosjanie i Ukraińcy stanowią jeden naród i że cała Ukraina jest kanonicznym terytorium rosyjskiego prawosławia.

Grekokatolicy
Stąd coraz bardziej natarczywe żądanie, aby Watykan wyrzekł się Cerkwi grekokatolickiej.
W ubiegłym roku przewodniczący Wydziału Zewnętrznych Kontaktów Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego metropolita Hilarion, podczas sesji plenarnej Międzynarodowej Komisji Mieszanej ds. Katolicko-Prawosławnego Dialogu Teologicznego, otwarcie zaproponował odłożenie omawiania takich   problemów, jak prymat papieża czy kolegialność podejmowania decyzji, do czasu rozstrzygnięcia – jego zdaniem – dużo pilniejszej kwestii Kościoła greckokatolickiego. Jak się wyraził przedstawiciel rosyjskiej Cerkwi, „ciągle krwawiącej rany” w stosunkach między chrześcijaństwem wschodnim i zachodnim. Można odnieść wrażenie, że dla moskiewskiego patriarchatu jest to warunek kontynuowania realnego ekumenicznego dialogu.
Problem w tym, że jak przyznają zgodnie eksperci, nagłe zainteresowanie Rosyjskiej Cerkwi kwestią greckokatolicką wynika nie tyle z pobudek religijnych, ile politycznych. Kościół unicki otwarcie popiera bowiem  zachodzące na Ukrainie przemiany i opowiada się za integralnością terytorialną tego kraju.
Natomiast o tym, ile warte są deklaracje wspólnej walki z wyzwaniami współczesnego liberalizmu, świadczyć może wizyta Cyryla I w Polsce (dokładnie trzy lata temu) i podpisany w jej trakcie – z hierarchami polskiego Kościoła katolickiego – dokument. Patriarcha wzywał wówczas do wspólnej walki z wyzwaniami współczesnego świata. „Wiara nasza mówi, że powinniśmy pokonać negatywne stereotypy historyczne, powinniśmy się nawzajem szanować, ufać sobie nawzajem, dzięki czemu otworzymy perspektywę rozwoju w ramach solidarności i miłości chrześcijańskiej” – mówił Cyryl w Warszawie. Pół roku później oglądałam „występ” patriarchy w rosyjskiej telewizji, podczas którego przypominał  Rosjanom, jak Polacy próbowali w XVII w. narzucić „Świętej Rusi” obce jej zachodnie wartości, i ostrzegał, że teraz Polska stara się robić to samo, jako członek UE…
Niedawno znany amerykański intelektualista katolicki, autor znakomitych książek o Janie Pawle II, George Weigel, stwierdził, że poważny dialog ekumeniczny z ludźmi, działającymi w świecie jako agenci rosyjskiej władzy państwowej jest po prostu niemożliwy, a udawanie „wspólnych interesów” między Watykanem a Kremlem zniekształca rzeczywistość i zagraża prawdziwemu ekumenizmowi.
Dialog jest jednak nie tylko możliwy, ale i konieczny. Należy go kontynuować pod warunkiem, że Watykan będzie zdawał sobie sprawę ze wszystkich niebezpieczeństw, jakie się z tym wiążą.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki