Jo-jo

Historia jo-jo dowodzi, że warto uczyć się historii i że nie wszystkie zabawki naśladujące broń muszą od razu być czymś złym.
Czyta się kilka minut
Jo-jo zabawka dworska we Francji / fot. archiwum autora
Jo-jo zabawka dworska we Francji / fot. archiwum autora

Na przykładzie jo-jo można potwierdzić jeszcze jedną teorię: moda jak jo-jo zawsze wraca, choć często na ten powrót długo trzeba czekać.
 
Złapać zwierza 
Tak naprawdę jo-jo było bronią myśliwską. Tyle pomysłową, ile skuteczną. Dużym jo-jo na mocnym sznurku rzucano w stronę upatrzonego zwierza, by oplatać nieszczęsnemu nogi i uniemożliwić ucieczkę. Pomysł, by były to dwa dyski ze sznurem pośrodku powstał na Filipinach, ale podobne „łapacze” istniały i w innych miejscach kuli ziemskiej, jak choćby u Indian obu Ameryk. Musi to być stosunkowo stary zwyczaj polowań, skoro chińskie jo-jo liczą sobie trzy tysiące lat! Istnieje też jo-jo blisko dwukilogramowe, które, zwłaszcza w dżungli, spuszczano na długim sznurze z góry wprost na głowę nieprzyjaciela...
 
Popularna zabawka 
Jo-jo znali na pewno starożytni Grecy, skoro znajdujemy je na rysunkach zdobiących wazy. Pierwsze jo-jo dotarło do Europy prawdopodobnie wraz z handlowymi wymianami z Chin. Było piękne, bogato zdobione... a więc drogie. Zabawką z cennym kamieniem mógł się bawić pewnie tylko królewski syn, dlatego ogółowi ten przedmiot nie był znany, a z biegiem lat z wyższych sfer znikł. Później o jo-jo przypomniano sobie w Anglii. Stamtąd trafiło w XVIII w. do Francji, gdzie bawiono się naszym jo-jo, nazywając je „bandaraole”. Podobno król tak zajął się puszczaniem krążków na sznurku, że nie dostrzegał spisków knutych za jego plecami. Za czasów Napoleona I jo-jo było zabawką znaną, jednak nie wiemy, czy wówczas zdążyło dotrzeć wraz z wojenną zawieruchą do Polski. Co było przyczyną pojawiania się i znikania jo-jo? Pewnie moda, bo właśnie ona w XX w. przywróciła je znowu do łask. W1920 r. Donald Duncan, poznawszy ów przedmiot na Filipinach, nieco go uprościł, pomniejszył i zaczął sprzedawać tak na Nowym, jak i na Starym Kontynencie. Gdyby Duncan postudiował historię, wiedziałby, że jo-jo nie jest nowinką dla białego człowieka, a tylko zapomnianą zabawką. Jego proste jo-jo było stosunkowo tanie i tym razem trafiło pod strzechy, do wszystkich ludzi.
 
Raz w górze, raz na dole 
Jo-jo bardzo szybko stało się ogromnie popularne. W Polsce istniały w dwudziestoleciu międzywojennym nawet zawody w jo-jo, a w 1932 r. mówiono o nim jako o „najnowszej światowej grze towarzyskiej”. Polacy śpiewali:
Czy pan, czy złodziej, czy ciotka, 
Rzeźnik, czy dziewczyna słodka, 
Człowiek wszelkiego zawodu
Lgnie do mody ze Zachodu... 
Cezar, Dante, Chopin, Goja 
Używali takie jo ja...
Wyróżniono w owym czasie pięć stylów jojowania, różniących się drobnymi szczegółami! Dziś jo-jo znane jest wśród dzieci, a i tu pojawia się i znika. Historia jo-jo oscyluje między ogromną popularnością a całkowitym zapomnieniem. Raz jo-jo jest w górze, raz wręcz przeciwnie. Jak to jo-jo. Ciekawe, kiedy znajdzie się znów na górnej półce?
 
opracowała Małgorzata Jańczak

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 27/2015