Logo Przewdonik Katolicki

Zostałem odrobić zadanie

Paweł Piwowarczyk

Nowoczesny dom, który Arek sam zaprojektował, był już na ukończeniu. Energooszczędny budynek, a w nim niewielkie, ale dobrze przemyślane przestrzenie miały wkrótce zapełnić się sześcioosobową rodziną. Wypełniły się, ale kogoś w nowym domu zabrakło.

Po wejściu do domu Kolińskich rzuca się w oczy choinka. Wysoka, pięknie ozdobiona buduje ciepły klimat. – To dar od przyjaciół z pracy Elwiry. Ciągle o niej pamiętają.
 
Szukając podania
Planując rozmowę z Arkiem, układałem myśli – o stracie żony, żalu, o wzruszeniu, o tym jak trudno pogodzić się ze śmiercią najbliższej sercu osoby. W rzeczywistości, mimo że nie da się ukryć i zapomnieć bólu, Arek opowiada o tym, jak on i żona byli pogodzeni z jej odchodzeniem. O tym, jak zmieniło się jego życie i jak odczytuje Boży plan. – Bronię się przed patetycznością. Z perspektywy czasu wiem, że to jest dla nas dar. Jeszcze w czasie odchodzenia mojej żony to zrozumiałem. Nie czuję się jednak dobrze, krzycząc o tym całemu światu. Mówiąc obrazowo, gdy dostaję piłkę do ręki, to nie chcę krzyczeć: „Hej patrzcie! Mam piłkę!”. Rozglądam się raczej, czy ktoś chciałby otrzymać „podanie”. Czuję w życiu czasem pustkę, ale przenosi mnie ona w głębszy wymiar życia – mówi Arek.
 
Wyzwolić iskrę
Przed chwilą Arkadiusz wrócił ze szkoły muzycznej. Rozmowa z nauczycielką nie była łatwa. Dominika przestała ćwiczyć grę na flecie i jeśli tak dalej pójdzie, będzie musiała zrezygnować z edukacji muzycznej. Paweł musi na chwilę zrezygnować z zajęć w zespole tańca, bo ma spore zaległości w gimnazjum. W domu jest jeszcze dwuletni Karol i jedenastoletnia Kaja. – Czasem nie wiem, jak im wszczepić pasję do rozwiązywania problemów, do zadaniowego podchodzenia do wyzwań w szkole i nie tylko – opowiada ojciec czwórki dzieci. Czasem kusi go, by wszystko zrzucić na czasy, w których żyjemy, bo dzieci dziś mają duży komfort życia i może brakować im motywacji do wielu spraw. Szybko jednak zmienia tor myślenia. – Chodzi o to, aby wyzwolić w nich iskrę. Nie chcę też, by kiedyś żałowały straconych szans – dopowiada.
 
Zastąpić matkę – być ojcem
Czy gdy żyła Elwira, było łatwiej? – pytam. Nie było mniej problemów, ale z pewnością troski dzieliły się na dwoje. To, co razem dźwigaliśmy, o czym razem decydowaliśmy, teraz spoczywa na nim. Psycholog, która pomagała rodzinie, gdy odchodziła Elwira, kilka tygodni po jej śmierci powiedziała Arkowi, że nie może być matką ani udawać, że pełni jej rolę. Jedyne, co ma robić, to starać się być jak najlepszym ojcem. Od tej pory to stwierdzenie jest pewnym drogowskazem tego, jak rozwiązywać problemy i jak podchodzić do wychowywania dzieci. Arek jest architektem. Kiedyś mówił żonie, że „bierze” go razem z jego wielką pasją. Dziś nie uważa już, że musi zostać wielkim architektem. Nadal chce tworzyć dobrą  przestrzeń w której człowiek jest najistotniejszy. Jednak najważniejsze, że dąży do tego, by odnajdywać w życiu to, co jest zamysłem Bożym. Nawet w chwilach tak trudnych, jakie przeżył.
 
Przyciąganie wzajemne
Nie zawsze byli głęboko wierzącą rodziną. Gdyby Elwira żyła, podobno potwierdziłaby to. Była daleko od Kościoła, to właśnie mąż przyciągał ją do niego. Przed śmiercią podkreślała, że w niebie będzie zasługą męża, że jest właśnie w tym miejscu, w którym jest... tzn. bliżej Boga. Mimo że to Arek zbliżył Elwirę do Kościoła, to ona znalazła dla nich wspólnotę. W 2008 r. przyjaciele zaprosili ją na spotkania ruchu Focolare. Jeździła na nie z dziećmi, potem bywała na Mariapoli (wakacyjnych rekolekcjach). Lecz Arek dołączył do niego później, bo zawsze wymówką była praca. Myślał trochę o tych spotkaniach jak o sekcie. Brakowało mu przekonania. Gdy jednak pewnego razu wziął udział w wykładach, słuchając świadectw, odnalazł w nich bliskie sobie problemy i zmienił swoje podejście. Kolejne rekolekcje w  2010 r. w Zembrzycach przeżyli już razem. – Zobaczyłem, co jest treścią mojej wiary. Dotknąłem raju, doznałem bliskości Chrystusa – wspomina tamte chwile.
 
Droga przez chorobę
W listopadzie 2012 r. Elwira odeszła. Jak mówi Arek, słusznym jest stwierdzeniem, że jesteśmy częścią wielkiego planu Boga. On ich prowadził, mimo wielu zwątpień, mimo tego wielkiego doświadczenia. Po czasie Arek widzi głębszy sens ich życia, stopniowego przygotowywania się do tej chwili rozstania. Były różne chwile w tym doświadczeniu. Na początku 2011 r. małżonkowie dowiedzieli się o chorobie, a na świecie miał się wkrótce pojawić Karolek. Po świętach Elwira zauważyła jakieś zmiany w jednej piersi i szybko skonsultowała to z lekarzem. Następnie konieczna była biopsja. Diagnoza była druzgocąca. Rak, w najbardziej ze złośliwych formie. Skierowali się do lekarza w Warszawie, który specjalizuje się w leczeniu kobiet w stanie błogosławionym. Na leczenie było już późno. Karol miał się urodzić z końcem czerwca. Czekali na rozwiązanie z wiarą w to, że będzie dobrze dla dziecka i matki. Zaleceniem było, aby poród odbył się siłami natury, by potem szybciej nastąpiła regeneracja organizmu Elwiry. Stało się inaczej. Podczas jednego z badań (KTG) pielęgniarki stwierdziły, że dziecko się dusi. Szybka reakcja i doszło do cięcia cesarskiego, co osłabiło organizm Elwiry. Po tych doświadczeniach postanowili ofiarować Karola Matce Bożej. Tak też się stało, wraz z przyjęciem szkaplerza u karmelitów w Krakowie.
 
W cieniu nadziei
Po wyjściu ze szpitala podjęto próbę leczenia raka. W pewnym momencie choroba się cofnęła i mimo rozsiewów wykonano nawet operację. Elwira podjęła dietę, przeglądała literaturę. Walczyła. – Gdy oglądałem niedawno zdjęcia z początku 2012 r., widziałem Elwirę z odrośniętymi włosami, uśmiechniętą. Po kilku miesiącach radości Elwira zaczęła chudnąć, nie miała sił. Słabła. Choroba wróciła. Ona i ja czuliśmy mimo słabnącej nadziei wielką akceptację tego czasu – jak się okazało – czasu odchodzenia. To że trafiliśmy do wspólnoty, zbliżyliśmy się do Boga, ułożyło się w pewien plan  – wspomina Arek. Zapamiętał żonę, gdy patrzy mu łagodnie w twarz, głaszcze i uśmiecha się, bez słów. – To był gest, że ona jest pogodzona ze swoim odchodzeniem. Dla mnie było to jak punkt zwrotny – istotny punkt budowania miłości w życiu. Bóg dawał podpowiedź, co dalej. Nie miałem w sobie protestu, mimo że ból był ogromny – dodaje.
 
Mama jest, mama będzie
W pewnym momencie świat przestał istnieć wokół. Elwira umarła w domu, przy dzieciach, przyjaciołach, rodzinie. Świat stanął w miejscu. Była pustynia i był… Różaniec.
A dzieci, ich reakcje? Ojciec kwituje te pytania, mówiąc o sytuacji, gdy była otwarta trumna, i dzieci same potrafiły podchodzić do mamy. Wkładały jej tam rysunki. – Tłumaczyłem dzieciom, że mama nie odeszła, że zawsze będzie z nami. To były reakcje bez lamentowania. Zostały ze świadomością, że mama jest z nimi. I tą świadomość mają do dzisiaj, chociaż z pewnością przeżywają chwile słabości, bo chciałyby, by mama była bardziej cieleśnie – tłumaczy.
 
Pokochać samego siebie
Gdy Arek myślał o rozmowie ze mną, stwierdził, że zatytułowałby ją „Droga do miłości”. Ale wtedy gdyby miał pisać tylko o sobie. Potrzeba zmiany w życiu, pracy nad sobą szła za nim cały czas. Wszedł w życie z pewnym bagażem. Szukał sposobów otworzenia się na świat. W czasie studiów bardzo pomagali mu dominikanie. Tam usłyszał po raz pierwszy o miłości do samego siebie: „Najpierw pokochajcie samego siebie!”. To pewien drogowskaz w życiu. Cokolwiek się wydarzy, to kochając samego siebie, łatwiej kochać innych i nawet w trudnych doświadczeniach szuka się Boga.
 
 
„Wie Pan, co powiedziała mi pana żona, gdy się z nią spotykałam przed jej śmiercią? – zapytała kilka miesięcy po odejściu Elwiry wolontariuszka odwiedzająca ją w domu. –Powiedziała, że jest pan dobrym człowiekiem”.
– To był sygnał, że wszystko, co było trudne, jest mało istotne. Bóg ma pewien plan wobec każdego z nas, a śmierć nie jest końcem naszej drogi. Gdy Elwira odchodziła, miała pogodny wyraz twarzy. Zostałem z myślą i poczuciem zadania, które mam odrobić, żeby osiągnąć kiedyś to samo – kończy Arek.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki