Olimpijskie medale dla Boga

Księdza Edwarda Plenia złapałem, gdy jechał do najwyżej na igrzyskach w Soczi położnej wioski olimpijskiej, by odprawić tam kolejną Mszę św. Tym razem poprosili go o to biatloniści i narciarze. Na nogach jest od siódmej, położy się spać po północy. O swojej posłudze wśród polskich olimpijczyków tu, na igrzyskach w Soczi, mówi krótko: to jednoosobowa kancelaria parafialna otwarta na ich problemy całą dobę.
Czyta się kilka minut

 

Rozmowa z ks. Edwardem Pleniem SDB – duszpasterzem polskich olimpijczyków, który spędził z nimi już sześć olimpiad rozmawia.

Po drugim złotym medalu Kamil Stoch podziękował za swój sukces Panu Bogu. To  piękny i jednoznaczny gest.

– Dla mnie przede wszystkim wzruszający. Znając Kamila, jego głęboką wiarę, miałem ogromne pragnienie, by to właśnie on zdobył złoto. Mówiłem sobie w duchu: „Boże, jakby pięknie było, gdyby udało mu się zdobyć nie jeden, a dwa złote medale”. Kamil to przecież młody człowiek, a w życiu bardzo dojrzale przylgnął do Pana Boga. Dla młodych, często pogubionych ludzi, to doskonały wzór, że warto od siebie wymagać, że warto stawiać na Dekalog, na Boga, bo wtedy życie nabiera właściwych barw. Wbrew temu co przekazuje nam dzisiejszy świat, Kamil nie tylko tym, co mówi, ale tym jak żyje, pokazuje, że Bóg jest, że On kieruje naszymi losami, historią. Zaufanie Kamila Bogu porównałbym – choć zdaję sobie sprawę, że jest to spore nadużycie – do zaufania Maryi, kiedy przychodzi do niej Anioł i mówi jej, że urodzi Syna Bożego.

Bardzo mocne słowa.

– Wiara Kamila jest naprawdę bardzo głęboka, bo nie wyznaje jej tylko ustami. On tą wiarą żyje na co dzień. To jest normalny, skromny młody chłopak, żyjący w naszym świecie, korzystający z niego, ale wiedzący też o tym, że jest Bóg, który na wszystko patrzy.

Portal społecznościowy Twitter, a potem też cały internet  zdjęcia ze Mszy św., w której czynnie uczestniczyli nie tylko Kamil, ale i pozostali nasi skoczkowie. Pierwszy raz wcielili się w role lektorów i ministrantów?

– Nie dopytywałem ich o to. Przed Mszą powiedziałem im, że są do podzielenia cztery funkcje, a to, jak oni je wypełnią, będzie dla nich testem, jak poważnie traktują swoje obowiązki. Całą Mszę byli bardzo skoncentrowani, mocno ją przeżywali. A w czytania i psalmy, które przygotowali, wkładali całe swoje serce. Kiedy poinformowałem ich o tym, by służyli do Mszy św. i zapytałem, co kto chciałby robić, odpowiedzieli mi, że sam mam podzielić obowiązki. Pierwsze czytanie przeczytał więc Maciek Kot, psalm zaśpiewał Janek Ziobro, a Kamil Stoch zakończył drugim czytaniem. Wyszło pięknie, ale inaczej nie mogło, bo widziałem, jak czytali przed Mszą swoje fragmenty, jak się przygotowywali. Zresztą Janek w psalmach miał już pewne doświadczenie, bo wcześniej czytał je już dwukrotnie.

Test zdali więc celująco.

– Nie tylko ten test. Przed pierwszym konkursem czytałem Ewangelię, a po niej miałem do nich krótkie słowo. Już na początku zapytałem ich, czy wiedzą, który z czterech ewangelistów napisał to, co przed chwilą przeczytałem. Odpowiedzieli mi chóralnie, że św. Mateusz. Powiedziałem im, że skoro są tak skoncentrowani, to o jutrzejszy konkurs jestem spokojny. No i w niedzielę Kamil zdobył pierwsze złoto, a doskonałe rezultaty osiągnęli też Janek i Maciek.

Można powiedzieć, że wymodlili sobie ten medal.

– Ich udziału we Mszach św. nie można traktować w tych kategoriach. Przecież o medal modlili się też Słoweńcy czy Austriacy. Spotkaliśmy się na Mszy, by odpocząć duchowo. Po to, by nabrali sił do walki, by oddali chwałę Panu Bogu. Być może Kamil z chłopakami zrobili to najpiękniej i stąd te dwa złota?

Zbyszek Bródka – kolejny złoty medalista, też wierzący?  

– Postawą Zbyszka Bródki jestem zbudowany. Zaraz po zdobyciu złota napisał mi takiego SMS-a (ks. Edward wyjmuje komórkę i zaczyna czytać): „Dziękuję za Twoją modlitwę i wiarę. Wiara czyni cuda”. Ale on wcześniej już pokazywał, że żyje Bogiem. Na Mszach św. widziałem, jak był rozmodlony, skupiony. To nie było na pokaz, to przemawiało jego wnętrze.

A inni nasi olimpijczycy?

– Przeważająca część z naszej polskiej ekipy to ludzie z południa naszego kraju , a tam wiara jest zakorzeniona. Tam ludzie praktykują na co dzień. Frekwencja na Mszach św. w Soczi jest więc wysoka, 70-procentowa. Msze odprawiam zwykle w soboty i niedziele. Godziny zawsze wspólnie ustalamy pod indywidualne starty. Czasem sami zawodnicy proszą mnie o Mszę św. w tygodniu. Tak było w poniedziałek. Wtedy miałem trzy Msze we wszystkich trzech wioskach. O godz. 11.00 odprawiałem Mszę dla łyżwiarzy szybkich w Usadba Coastal Village w centrum Soczi, o 14.00 w Slobodzie dla skoczków, a o 16.00 w górskiej wiosce (Mountain Olimpic Village – przyp. MB) dla biegaczy narciarskich i biathlonistów.

Wspomniał Ksiądz o kaplicach. W naszej rozmowie przed wyjazdem miał Ksiądz obawy, czy igrzysk nie zdominują prawosławni i czy znajdzie się miejsce, gdzie będzie można się spokojnie pomodlić.

– Z miejscem i terminami odprawiania Mszy św. nie mamy żadnego problemu. W centrum Soczi odprawiamy je w kaplicy razem z protestantami, a w tej najbardziej oddalonej od Soczi wiosce górskiej razem z prawosławnymi. Co ważne, w każdej kaplicy prócz krzyża wisi też obraz Matki Bożej Częstochowskiej. A same kaplice nie są duże. Mieści się w nich do 20 osób, ale w jednej z nich jest jeszcze balkon, który też można wykorzystać przy większej frekwencji. Jest też możliwość dostawienia krzeseł z innych miejsc modlitwy, bo organizatorzy zaprosili duchownych wielu religii i wyznań.

Podobno duchownych jest bardzo wielu.

– To prawda, nawet prosiłem, by policzyć ilu, ale nikt nie jest w stanie tego zrobić. Co ważne, jest między nami – duchownymi różnych wyznań – ogromna życzliwość. Poza tym dyżur w kaplicy w Soczi pełni ks. Ireneusz Izdebski, pochodzący z diecezji drohiczyńskiej, polski proboszcz tutejszej parafii katolickiej. Pomaga nam też loretanka s. Lena, Rosjanka przepięknie mówiąca po polsku. W niedzielę 16 lutego odwiedził nas również odpowiedzialny w Episkopacie za sportowców bp Marian Florczyk.

Czy czuje się Ksiądz w Soczi proboszczem polskich olimpijczyków?

– (Śmiech). Faktycznie, to, co tu się dzieje, można porównać do działań w dużej parafii. Odprawiam Msze św., jest słowo Boże, katecheza, kancelaria, do której sportowcy przychodzą z pytaniami o bierzmowanie, o nauki przedślubne. Czuję się bardziej jak kancelaria otwarta na ich problemy 24 godziny na dobę.

A sakramenty? Nasi sportowcy z nich korzystają?

– Korzystają zarówno z sakramentu pokuty, jak i z Komunii św. Znów wrócę do skoczków. Oni – prócz ewangelika Piotrka Żyły – komunię przyjmują regularnie.

Wiem, że sportowcy – nie tylko zresztą tu w Soczi, ale i w Polsce – traktują Księdza nie tylko jako kapłana, ale i przyjaciela, a nawet jak psychologa.

– To prawda, często zwierzają mi się ze swoich problemów, także tych rodzinnych. Tu w Soczi na przykład najwięcej sportowców żali mi się, że dla nich problemem jest długa nieobecność poza domem, a co za tym idzie, długa rozłąka z żoną, mężem, dziećmi, bliskimi. A jeśli chodzi o wchodzenie w buty psychologa, zawsze mówię, że skoro w jakiejś ekipie psycholog jest, to znaczy, że jest potrzebny. Przecież on, podobnie jak ja, prócz trenerów też dokłada cegiełkę do sukcesu danego zawodnika.

W buty psychologa Ksiądz nie wchodzi, ale na katechezach potrafi dotrzeć do psychiki sportowca. Trzeba ich czasem podtrzymać na duchu, innym razem sprowadzić na ziemię, prawda?

– W tych kwestiach bardzo szybko adoptuję się do sytuacji. Kiedy zawodnicy przeżywają niepowodzenia, mówię im, że to nie koniec świata, że jutro jest nowy dzień, nowe nadzieje i nowe marzenia. Po tym, jak wygrywają, przypominam z kolei: „Pamiętaj przyjacielu, że nic ci nie zostało dane na zawsze, a Ty byś był prawdziwym mistrzem, potrzebujesz więcej pracy, cierpliwości i pokory. Pamiętaj, że o kolejny medal musisz zawalczyć od nowa, przygryźć wargi ze zmęczenia, przezwyciężyć ból rozłąki z rodziną”.

Przyjmują te rady?

– Najlepszym przykładem jest postawa Kamila Stocha, który nie nasyca się sukcesem, ale już myśli, by pracować nad następnymi skokami. Gdy zdobył pierwsze złoto, powiedział „żadnego gwiazdorzenia nie będzie”. No i nie ma.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 9/2014