W ogniu i krwi

Władza wybrała siłowy wariant rozwiązania sytuacji na Ukrainie. W najgorszym wypadku może to skończyć się wojną domową. By odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób 18 lutego doszło do szturmu Berkutu i wojsk wewnętrznych na Majdan, trzeba wrócić myślą do wydarzeń nieco wcześniejszych.
Czyta się kilka minut

16 lutego, w wyniku „kompromisu” osiągniętego po rozmowach między władzą a opozycją,  demonstranci przystąpili do realizacji  tzw. ustawy o amnestii. Opuścili budynki miejskich władz w Kijowie, które okupowali od 1 grudnia 2013 r. Odblokowano także ulicę Hruszewskiego, znaną z walk między milicją a protestującymi. W zamian władza zobowiązała się uwolnić demonstrantów zatrzymanych podczas toczących się w stolicy zamieszek.

Opozycja przygotowywała się, by we wtorek 18 lutego wyruszyć w pokojowym marszu przed budynek Rady Najwyższej, gdzie miało się odbyć posiedzenie parlamentu ukraińskiego. Przypuszczając, że wywrze presję na deputowanych, co pozwoli przegłosować powrót do konstytucji z 2004 r., która znacznie osłabia pozycję prezydenta. Dałoby to opozycji punkt wyjścia do przejmowania władzy na Ukrainie.

Pokojowy marsz przed siedzibę parlamentu skończył się jednak tragicznie. Antyrządowi demonstranci, chcąc przedrzeć się w okolice gmachu, musieli rozmontować barykady utworzone z samochodów milicyjnych. W odpowiedzi na te działania, siły Berkutu przeszły do ofensywy, używając przeciw demonstrantom gazu łzawiącego i  granatów hukowych.  Wielu ekspertów stawia tezę, że wymarsz protestujących z Majdanu był posunięciem niezwykle ryzykownym. Po pierwsze, spowodował rozproszenie sił Samoobrony Majdanu. Jest to jedno z najbardziej wpływowych środowisk obecnych na Majdanie, pełniące funkcje porządkowe i obronne. Samoobrona podlega komendantowi Andrijowi Parubijowi, deputowanemu z ramienia opozycyjnej partii Batkiwszczyna. Po drugie, bezpośrednie spotkanie z siłami rządowymi, tj. Berkutem i wojskiem wewnętrznym, można porównać do bomby z opóźnionym zapłonem. Wystarczyła iskra, by doszło do starć. Po trzecie, marsz opozycji  i próba przedarcia się przez blokady rządowych oddziałów porządkowych  pozwoliły władzy ukraińskiej argumentować użycie siły prowokacją ze strony demonstrantów. „Działania demonstrantów prowokują odpowiednią reakcję” ze strony resortu – podało ukraińskie ministerstwo obrony.

Sytuacja rozwinęła się bardzo szybko. Zginęli ludzie, również funkcjonariusze milicji. Po południu resorty siłowe Ukrainy (MSW i służby bezpieczeństwa) wydały wspólne oświadczenie w formie ultimatum, wzywając protestujących do przerwania – w ciągu dwóch godzin – walk z siłami porządkowymi.  Po godz. 19.00 przystąpiono do operacji antyterrorystycznej, którą rozpoczął szturm Berkutu na Majdan z użyciem ciężkiego sprzętu bojowego.  Siły porządkowe ostrzeliwały centrum Majdanu, używając granatów hukowych, świetlnych, dymnych i broni palnej. Protestujący posiadali broń pneumatyczną o dużej sile rażenia.

W późnych godzinach wieczornych ukraińskie MSW ogłosiło blokadę Kijowa, co oznacza, że  do miasta nie będą mogły wjechać żadne pojazdy, w tym środki komunikacji publicznej. W centrum miasta wyłączono prąd, co zdaniem niektórych miało na celu uniemożliwienie filmowania wydarzeń. Posunięcia te uznano za nieformalne wprowadzenie stanu wyjątkowego w mieście.

Starcia trwały przez całą noc i według  komentatorów przypominały regularną wojnę. Zgodnie z przerażającymi i nie w pełni zweryfikowanymi informacjami, 18 lutego śmierć poniosło co najmniej 30 osób, a rannych zostało kilkaset.

Dalsze tragiczne żniwo. Mimo tymczasowego rozejmu uzgodnionego późnym wieczorem 19 lutego między władzą a opozycją, nad ranem znów doszło do regularnych starć. Liczba ofiar drastycznie się zwiększa. Wydaje się, że sytuacja na Majdanie wymyka się spod kontroli obu stronom konfliktu. Prawosławny monaster św. Michała Archanioła w Kijowie tymczasowo służy jako szpital dla rannych demonstrantów. Media elektroniczne przekazują prośby ukraińskich duchownych o modlitwę  w intencji pokoju na Ukrainie i nadziei dla Ukraińców.

Gdy piszę te słowa (20 lutego), możliwe scenariusze rozwoju sytuacji nie rysują się optymistycznie.  Radykalna postawa i determinacja ukraińskiej władzy może skutkować krwawą pacyfikacją Majdanu z użyciem czołgów. Zakończenie konfliktu na drodze pokojowych rozmów wydaje się niemożliwe. Demonstranci nie chcą rozmawiać z prezydentem, który ma krew na rękach. Który, choć został wybrany przez naród w uczciwych wyborach, to jednak wysyła przeciw niemu siły porządkowe z ciężką bronią, a demonstrujących nazywa terrorystami.

Protestujący mówią, że walczą o wolność, która jest już co prawda w ich sercach i umysłach, ale której nie ma w zdeprawowanym państwie ukraińskim. Upominają się o prawo do wyrażania niezadowolenia z polityki elity rządzącej. Ta jednak respektuje, jak dotąd, jedyne prawo. Prawo siły.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 9/2014