Przypadek czy coś więcej?
Kiedyś na kolędę czekali wszyscy – wspomina jeden ze starszych księży. Kiedyś przyjmowali po kolędzie wszyscy. Ludzie bali się tego, co powiedzą sąsiedzi, kiedy nie przyjęło się kolędy. W tych domach rozmawiało się trudno, bo nie było o czym. Tematem był sport, pogoda, a dotknięcie zagadnień duszpasterskich powodowało, że pojawiała się niezręczna cisza. Teraz to się zmienia.
Ministranci i słodycze
Dziś w niektórych parafiach przed księdzem otwiera się jedynie połowa drzwi, choć na szczęście częściej jest ich o wiele więcej. Wierzący czekają na modlitwę i na spotkanie. – Na początku byliśmy ubrudzeni błotem, a teraz jest bardzo zimno – tak o swych zmaganiach kolędowych mówi Stasiu, jeden z bydgoskich ministrantów z fordońskiego blokowiska. – Ludzie przyjmują nas serdecznie, choć zdarzają się i domy, i mieszkania, w których nie jesteśmy miło traktowani, ale jest ich o wiele mniej – dodaje. Bywa, że z kolędy ministranci wracają późno, ale za to ich kieszenie są wypełnione smakołykami, dostają sporo czekolad i owoców i oczywiście wrzucane są drobne sumy do specjalnej puszki. Wiadomo, mówią, podczas kolędy wspomagamy też ministrantów. Na pytanie o konkretną sumę ministrant Staś odpowiada: to tajemnica służbowa. Śmieje się przy tym, że w tym roku wobec „szczególnego” ministranckiego duetu wokalnego parafianie mówili: damy większą ofiarę, tylko nie śpiewajcie. – Część pieniędzy wrzuconych do naszych puszek jest dla nas, za zgodą księdza opiekuna, ale resztę przeznaczamy na letni obóz – dopowiada Stasiu. Ministranci już od XVII–XVIII w. towarzyszą księżom podczas odwiedzin duszpasterskich. Także i dziś, najczęściej dwóch z nich poprzedza księdza podczas kolędy. Śpiewają w domach z ich mieszkańcami pieśni bożonarodzeniowe, zapowiadają przyjście księdza. Są wizytówką parafii. Bywa, najczęściej na Śląsku, że ministrantów zastępują, bądź towarzyszą im scholanki bądź marianki, ale w zdecydowanej większości parafii są to chłopcy.
Spotkanie z duszpasterzem
Kolęda to spotkanie rodzin ze swoim duszpasterzem. Spotkanie pełne szacunku, w którym powinno być miejsce zarówno na modlitwę i pobłogosławienie domu czy mieszkania, jak i na rozmowę z domownikami o sprawach parafii. I tak najczęściej jest. Ten wspólnie spędzony czas nie powinien być ani za krótki i pospieszny, ani też za długi. – W tym roku jeden z naszych księży chodził po kolędzie systematycznie do godz. 22.00. Skończyło się to po tym, gdy otrzymaliśmy e-maila, że jest to właśnie brak szacunku, kiedy wymaga się „gotowości kolędowej” rodziny od godz. 15.00 i naraża się ją na tak długie oczekiwanie na spotkanie – wspomina ks. Mirosław, proboszcz z gdańskiej Moreny. Wyczulam też wikariuszy, aby kolęda nie była sprawdzaniem obecności rodziny czy pytaniem wprost lub zarzucaniem komuś niepraktykowania. Po kilku latach pracy w parafii, po wejściu do domu w średniej parafii od razu wiemy, czy ktoś chodzi do kościoła, czy też nie. Nie trzeba o to pytać. Nie szorstki ton, ale ciepło i życzliwość bardziej zaowocują powrotem kogoś do Kościoła.
Szczerość, a nie kłamstwa – to kolejny wyraz wzajemnego szacunku domowników i księdza. – Wolę takie spotkania, gdy ktoś jasno mówi, że nie ma kontaktu z Kościołem, ma problemy w wierze, niż swoisty teatr domowy. Gdy rodzina udaje, że jest wierząca, a ksiądz udaje, że im wierzy. To niczemu nie służy – twierdzi ks. Andrzej z krakowskiej Krowodrzy. Czasem bywa, że ktoś mówi, że podoba się mu scholka dziecięca w parafii, bo tak dobrze gra i śpiewa od niedawna. Problem w tym, że funkcjonuje ona z powodzeniem od sześciu lat. Takich sytuacji można wymienić wiele.
Koperta
W Poznaniu w ramach noworocznego humoru pojawiał się rozsyłany SMS: „Nadzwyczajny komunikat Proboszcza: z powodu zbyt małych ofiar, w tym roku kolęda będzie powtórzona”. Nie pomagały tu media świeckie, które prześcigały się w prześwietlaniu zawartości kopert. Dla wielu ludzi kolęda kojarzy się niestety tylko z kopertą, a w zasadzie z ofiarą na działania parafii. Nie jest ona obowiązkowa, ale często się słyszy: „tak wypada”, czy „trzeba coś dać”. Bez tego zastrzyku finansowego tak wiele w parafii nie udałoby się zrobić, ale ona nie jest najważniejszą sprawą odwiedzin. Kolęda to też moment, kiedy w parafii można odnaleźć rodziny potrzebujące całorocznego wsparcia. – Bywa i tak, że kopertę otrzymaną w jednym domu zostawiam w innym, jako dar od parafii – komentuje ks. Piotr, poznański proboszcz. Są diecezje w Polsce, np. opolska, gdzie nie zbiera się tych ofiar od parafian podczas kolędy, a ofiary wrzuca się w kopertach podczas niedzielnej składki. Jednak wówczas pozbawia się tych, którzy nie chodzą do Kościoła możliwości wsparcia parafii. To trudne do rozwiązania.
Kolęda inaczej
Kolęda to polski zwyczaj, który jest wprowadzany do wielu krajów. Choć nieco inaczej.
O. Sebastian, oblat ze Szwecji, opowiadał, że kolęda u jego w parafii w Malmö jest na zapisy. Każdego dnia, w okresie bożonarodzeniowym, odwiedza tylko dwie rodziny. Jest wówczas czas na dłuższą rozmowę, a w klasztorze w tym czasie nie ma obiadów ani kolacji – dodaje z uśmiechem. O. Mariusz pracujący na Madagaskarze wspominał, że u niego kolęda trwa cały rok. W każdy czwartek odwiedza domy parafian, czasem są to 3–4 rodziny. – Nie śpiewamy zatem tylko kolęd, bo i pieśni wielkopostne, wielkanocne – te związane z okresem liturgicznym, który aktualnie przeżywamy. Nie towarzyszą mi też ministranci, a dorośli z rady parafialnej. Oni zapraszają rodzinę do działań pastoralnych parafii, a także opiniują, jeśli chodzi o pomoc charytatywną, czy przez włączenie danego dziecka do „adopcji misyjnej” związanej z darmową edukacją – dodaje.
Prawdziwe spotkania
Bywają i spotkania zaskakujące. Gdy członkowie rodziny mówią jasno o swoich wątpliwościach, gdy szukają odpowiedzi na pytania dotyczące wiary. I chcą szukać. Bywają młodzi, którzy sami zaczynają mówić, że są bez ślubu i że czas się zmobilizować do niego. W tym roku spotkałem także dwóch homoseksualistów, którzy pytali o ich miejsce w Kościele. Na początku zaczepnie, ale w rozmowie to się zmieniło. I dla takich spotkań warto być w domach. Są one być może zaskakujące, ale i budujące dla obu stron rozmowy – dzieli się ks. Tomasz z Gdańska. Kolęda z jednej strony to umocnienie w wierze tych parafian, którzy mają kontakt na co dzień z duszpasterzami. Tu rozmowa jest łatwiejsza, bo prościej można odnieść się do tego, co w parafii się dzieje. Rozmawia się wówczas, jak jeszcze lepiej prowadzić duszpasterstwo parafialne. Szuka się dróg pogłębiania wiary. Z drugiej strony, to sytuacja stworzona do ewangelizacji. Być może to jedna z nielicznych możliwości, gdy zapraszają nas do domów ludzie, którzy mają luźny kontakt z parafią. Wówczas głoszę im kerygmat, mówię o tym, jak wiele Bóg czyni w moim życiu, w życiu innych chrześcijan. Chcę w nich obudzić pragnienie Boga, który jest miłością – dzieli się o. Błażej, oblat z poznańskiego Świerczewa.
Wcale nie gender i nie pedofilia dominowały w tegorocznych tematach rozmów kolędowych. Po wypowiedziach w mediach tak mogło się wydawać. Ale to było tylko w pojedynczych domach. Ludzi naprawdę bardziej interesowała parafia, osiedle, sprawy ich małej ojczyzny. Byli już trochę zmęczeni mediami – wspomina Michał, ksiądz student z Warszawy. Księża obawiali się, że spotkają więcej domów zamkniętych, a wręcz było odwrotnie. Może to trochę przekora Polaków – zastanawiał się. Były przecież domy, do których zapraszano duszpasterzy, czasem i po dziesięcioletniej przerwie. Może to trochę spowodował papież Franciszek, który jest tak dobrze wspominany w polskich domach jak Jan Paweł II. Rozmowy te były głębsze niż zazwyczaj. To dobry znak.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













