Logo Przewdonik Katolicki

Ksiądz w dom, Bóg w dom...

Bernadeta Kruszyk
Fot.

Kilka dni temu, robiąc zakupy, usłyszałam niechcący rozmowę dwóch młodych dziewczyn: - Mam jutro kolędę - oznajmiła pierwsza. - I co? - spytała druga. - Nic... Pójdę z psem na spacer - ucięła pierwsza. - A kto zostanie? - indagowała niezrażona koleżanka. - Babcia - zachichotała beztrosko. - Reszta rodzinki też się ulatnia... Czy rzeczywiście jest aż tak źle? Chyba nie......

Kilka dni temu, robiąc zakupy, usłyszałam niechcący rozmowę dwóch młodych dziewczyn:
- Mam jutro kolędę - oznajmiła pierwsza.
- I co? - spytała druga.
- Nic... Pójdę z psem na spacer - ucięła pierwsza.
- A kto zostanie? - indagowała niezrażona koleżanka.
- Babcia - zachichotała beztrosko. - Reszta rodzinki też się ulatnia...


Czy rzeczywiście jest aż tak źle? Chyba nie... W końcu do większości domów ksiądz jest nie tylko wpuszczany, ale i serdecznie zapraszany. Pytanie tylko, czy wiemy po co przychodzi? I dlaczego właściwie go przyjmujemy? Czy z autentycznej potrzeby serca, czy może dlatego, że tak robią inni...

Nikogo nie ma w domu?



Parafia pw. św. Jadwigi Królowej w Inowrocławiu. Ponad 16 tysięcy wiernych, z których większość mieszka w blokach, reszta w domkach jednorodzinnych. Kolęda zaczyna się tu po godzinie 15.30. Księża w asyście ministrantów chodzą od klatki do klatki, od drzwi do drzwi... Nie wszyscy otwierają. - Na czterdzieści rodzin, średnio siedem, osiem nie życzy sobie naszej wizyty - mówi proboszcz, ks. kan. Maciej Lisiecki. - Niektórzy grzecznie dziękują, inni udają, że ich nie ma w domu. Są też ci zapracowani, którzy proszą o kolędę w innym terminie. Gros jednak nie czuje potrzeby spotkania z duszpasterzem lub zasłania się rodzinnymi problemami. Słyszałem kiedyś, jak pewna kobieta tłumaczyła, iż nie przyjęła księdza, bo mąż znów był pijany. To bardzo smutne.
Według sporządzonej przez ks. Lisieckiego statystyki w ubiegłym roku z wizyty duszpasterskiej zrezygnowało około 16 procent parafian. Jak będzie w tym roku, nie wiadomo... Pewne jest jednak, że w miastach - zwłaszcza dużych - sens kolędowych odwiedzin jest coraz częściej kwestionowany, a nawet negowany. Brakuje czasu, chęci i przywiązania do tradycji. Wiele osób zniechęca także pośpiech i forma duszpasterskich wizyt. Nie da się ukryć, że posługujący w dużych parafiach księża mogą poświęcić ich mieszkańcom zaledwie kilka bądź kilkanaście minut. A to niekiedy zbyt mało, by nawiązała się jakaś bliższa relacja. - Każdy z nas odwiedza w ciągu jednego popołudnia około trzydziestu rodzin - mówi ks. Władysław Kaźmierczak, proboszcz parafii pw. św. Floriana w Chodzieży. - Nasza wspólnota jest dość duża. Liczy sobie ponad trzynaście tysięcy wiernych. Musieliśmy podzielić ją na dwie części. Kolędujemy na przemian; jednego roku w jednej, następnego w drugiej. Inaczej trudno byłoby nam zdążyć dotrzeć do wszystkich.

Od rodziny do rodziny



Pośpiechu nie ma za to na wsiach. Tam kolęda nadal jest wielkim wydarzeniem, do którego parafianie przygotowują się solidnie i z wielką starannością. Dość powiedzieć, że trwa zwykle od rana do wieczora i odbywa się w atmosferze familijnej życzliwości i gościnności. Po księdza wychodzi się do bramy, zaprasza na obiad, odprowadza do sąsiadów... Trudno się dziwić. Proboszcza znają wszyscy, a i on wie, do czyjego domu wchodzi. - Tutaj nie ma anonimowości - przyznaje ks. Piotr Kotowski, proboszcz parafii pw. św. Jakuba Apostoła w Modliszewku. - Doskonale wiem, co komu ,,dolega" i jakie ma problemy. Znam troski i radości tych ludzi. To wiele ułatwia.
Ksiądz Kotowski ogłaszając harmonogram duszpasterskich wizyt, nie posługiwał się numeracją domów. Mówił po prostu, że dnia tego i tego kolędować zacznie u rodziny X, a skończy u rodziny Y. Dlaczego? Bo na wsiach ludzie znają swoich sąsiadów, a nie numery domów, w których owi sąsiedzi mieszkają. Rzadziej także zdarza się słyszeć: ,,Nie, dziękuję, nie przyjmę". Ksiądz Władysław Sobański, proboszcz parafii pw. św. Katarzyny w Węglewie, obliczył, iż w ciągu ostatnich osiemnastu lat usłyszał to zaledwie dwanaście razy. - Są rodziny, które notorycznie odmawiają - przyznaje. - Nie muszę nawet pytać. Niemniej co roku próbuję i mam nadzieję, że kiedyś ten opór zelżeje.
Kolęda w Węglewie skończyła się w połowie stycznia. Parafia jest niewielka, zamieszkuje ją niespełna pięćset osób. Księdza Sobańskiego nie cieszy jednak rychłe zakończenie duszpasterskich wizyt. Boleje nad zmniejszającą się liczbą parafian i migracją młodych do miasta. - Ludzie uciekają, bo z ziemi trudno wyżyć. Tych, którym się jakoś wiedzie, można policzyć na palcach jednej ręki. Reszta ledwo wiąże koniec z końcem. Nie mam sumienia brać od nich pieniędzy.

Bezrobocie i inne zmory



Brak pracy i perspektyw na przyszłość jest zresztą najczęstszym tematem kolędowych rozmów. Ludzie narzekają na trudną sytuację finansową, pogarszające się warunki bytowe oraz polityków. Czasami wspominają o rodzinnych konfliktach lub problemach natury duchowej. Zdecydowanie rzadziej mówią o parafii. - Niektórzy się interesują. Pytają, jakie mam plany, co uda się zrobić - mówi ks. kan. Eugeniusz Przysło, proboszcz parafii pw. św. Andrzeja Apostoła w Kleczewie. - Większość jednak skupia się na sprawach dotyczących życia lokalnej społeczności oraz problemach dnia codziennego: bezrobociu, biedzie, braku nadziei na lepsze jutro.
Są też i tacy, którzy bezceremonialnie zaczynają rozmowę od utyskiwań na Kościół i księży. Bo bogaci, zarozumiali, nieobyczajni... Kontrowersje budzi także "koperta", czyli dobrowolny datek, który parafianie ofiarowują podczas kolędy. Przypadki te należą jednak do rzadkości. Częściej zdarza się, iż przyjmujący kapłana wierni po prostu nie wiedzą, jak się w czasie jego wizyty zachować. Ministranci śpiewają kolędę - rodzina milczy. Ksiądz mówi: ,,Niech będzie pochwalony" - rodzina: ,,Witamy". Ksiądz ,,Ojcze nasz" - rodzina nic. Bywa też, że tuż przed duszpasterskimi odwiedzinami ktoś wymyka się do innego pokoju lub wręcz opuszcza mieszkanie. - Miałem kiedyś taki przypadek. Jeszcze jako wikariusz byłem z wizytą duszpasterską u nieznanej mi rodziny. Wszyscy czuli się trochę nieswojo, więc na początek zagadnąłem dzieci. Pytam trzylatka: ,,A gdzie jest twój tatuś?" A on z rozbrajającą szczerością: ,,Poszedł do baru na piwo". Uśmiechnąłem się, bo cóż miałem powiedzieć - wspomina ks. Piotr Kotowski.

Po co kolęda?



W większości parafii wizyty duszpasterskie już się skończyły lub właśnie się kończą. Kapłani odwiedzili setki domów, odnotowali, ile osób liczy rodzina, gdzie pracują domownicy, jak uczą się dzieci... Dla rodzin było to kilkanaście minut, dla księży miesiąc ciężkiej pracy. Kolęda bowiem to nie doroczna fanaberia proboszcza, ale obowiązek, który kapłani wypełniają zgodnie z literą prawa kanonicznego. Obowiązek trudny i zarazem konieczny, bo pozwala spojrzeć na parafię innymi oczami i dostrzec problemy, których niekiedy nie widać z wysokości ambony.

Na co są przeznaczone pieniądze?

- Złożenie przez wiernych dobrowolnej ofiary podczas kolędy jest jedną z możliwości wypełnienia przez nich obowiązku nałożonego przez piąte przykazanie kościelne oraz przez prawo kanoniczne, czyli zaradzeniu potrzebom Kościoła, aby posiadał środki konieczne do sprawowania kultu, prowadzenia działalności apostolskiej i charytatywnej oraz utrzymania duszpasterzy. Na te też cele przeznaczane są ofiary kolędowe. Szczegółowe zasady dotyczące ofiar kolędowych podają poszczególni biskupi diecezjalni. W naszej archidiecezji obowiązuje zasada, że w przypadku proboszcza ofiary są solidarnie dzielone po połowie na potrzeby parafii i na utrzymanie proboszcza. W przypadku wikariuszy uzależnione to jest od stażu. Wikariusze po tzw. egzaminie proboszczowskim (po dziesiątym roku kapłaństwa), przekazują na potrzeby parafii 60 procent zebranych ofiar kolędowych, natomiast wikariusze, którzy wspomnianego egzaminu jeszcze nie złożyli 70 procent. Należy również dodać, że 10 procent ofiar kolędowych z każdej parafii przeznaczanych jest na potrzeby archidiecezji.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki