Pierwotne założenie Festiwalu Sacrum Profanum było proste: wymieszać sacrum muzyki klasycznej z profanum dźwięków nowoczesnej elektroniki, orkiestrę przeciwstawić grupie didżejów, opuścić mury filharmonii i zderzyć się z pofabryczną przestrzenią. Klasykę ożenić z nowoczesnością. Postmodernistycznie wymieszać kulturę tak zwaną wysoką z tak zwaną niską, bo jeszcze kilkanaście lat temu ten podział miał sens. Dzięki temu pomysłowi i występom najlepszych światowych muzyków Festiwal Sacrum Profanum zyskał status jednego z najciekawszych wydarzeń muzycznych Europy. Wciąż skutecznie zaciera granice pomiędzy muzyką współczesną, która traktowana jest jako trudna i niezrozumiała, a tym, co prezentuje ambitna scena rozrywkowo-eksperymentalna. Dyrektor artystyczny festiwalu Filip Berkowicz mówi: „Jeszcze pewniej i odważniej światy muzyki klasycznej i alternatywnej zostaną połączone w jeden buzujący kreatywnością tygiel. Zapomnijcie o konwenansach, liczy się spontaniczność!”. Mam wrażenie, że w tym roku zderzenie sacrum z profanum przechyla się zdecydowanie na stronę profanum i być może jest to kierunek, w którym festiwal pójdzie w najbliższych edycjach. Sporo elektroniki, awangardy i minimalizmu dwudziestowiecznych twórców. Otworzyły się nawet drzwi do hip-hopu. Być może równowagę ma przywrócić Kronos Quartet, który przyjeżdża do Krakowa z całym cyklem koncertów: w ciągu sześciu festiwalowych dni wystąpi aż trzy razy.
Pełne teksty artykułów „Przewodnika Katolickiego” w Internecie ukazują się po 10 dniach od daty wydania drukiem.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









