Minął nieco ponad rok od śmierci papieża Franciszka, a już ukazała się Ojca książka Papież Franciszek. Pasterz i prorok. Co było głównym powodem jej powstania?
– Było ich kilka, równie ważnych. Po pierwsze, papież Franciszek nie ograniczał działań do przestrzeni Kościoła, był pasterzem wszystkich ludzi. Starał się na nowo poukładać świat tak, żeby były bardziej pokojowy i sprawiedliwy. To od zawsze wzbudzało moją wielką estymę. Dlatego też był powszechnie uważany za ogromny, moralny autorytet. Często się zastanawiałem, czy przywódcy i liderzy globalni są na takim poziomie wrażliwości duchowej, aby przyjąć jego propozycje. Nie znalazłem na to na razie odpowiedzi.
Drugi powód jest taki, że Franciszek był według mnie papieżem bardzo polskim. Co prawda niektórzy Polacy, głównie celebryci, protestowali, kiedy dzień jego pogrzebu został w kraju ogłoszony dniem żałoby narodowej, co mnie wzburzyło… Dla większości Polaków papież jest jednak Ojcem Świętym. Wypadało to wtedy uszanować.
Naprawdę uważał go Ojciec za bardzo polskiego?
– Tak było przez cały pontyfikat. W każdą niedzielę i środę (podczas audiencji generalnej) pozdrawiał Polaków, przejął ten zwyczaj od poprzedników. Przyjmował wielu Polaków w Watykanie, nie tylko biskupów i polityków, ale też tysiące pielgrzymów i gości. Okazywał Polsce wielki szacunek i życzliwość na wiele sposobów. Najbardziej utkwiła mi w pamięci wizyta wdów po górnikach, którzy zginęli w jednej ze śląskich kopalń w wyniku wybuchu metanu. Dzięki Franciszkowi polskie dzieci przyjeżdżały do szpitala Bambino Gesu na trudne operacje, których nie dało się zrobić w kraju. Beatyfikował i kanonizował dwóch wybitnych Polaków: kard. Stefana Wyszyńskiego i Jana Pawła II.
To samo robili inni papieże, natomiast ataki, z jakimi Franciszek się w Polsce spotykał, były gigantyczne. Zdarzyło się, że „dobry katolik” publicznie życzył mu śmierci. Księża byli obrażeni, bo krytykował ich za styl życia, nadużycia władzy czy zakłamanie. Zwalczał klerykalizm. Nastawili się przeczekanie, licząc na bardziej przychylnego następcę. Ojciec miał do niego podejście jako współbrat jezuita. Czy jednak była to norma? No nie wiem…
– Franciszek trafił w moją wrażliwość i moje rozumienie chrześcijaństwa. Podejmował w tym czasie różne inicjatywy, dzięki czemu ożywały moje marzenia. Bo marzyłem o takim Kościele i świecie, jaką wizję głosił i wprowadzał w praktykę.
Mam też kilka powodów osobistych. Dwa razy byłem tłumaczem podczas spotkań, szczegóły można znaleźć w książce. Raz siedziałem blisko niego. Nagle poprosił kamerdynera, żeby przyniósł szklankę wody. Po czym zamiast ją wziąć, wskazał na mnie, mówiąc: daj jemu, cały czas mówi i pewnie zaschło mu w gardle. Książka to też mój dowód wdzięczności za ten prosty, pełen miłości gest. Papież Franciszek przez 12 lat swojej posługi wspaniale dawał świadectwo na co dzień: miłości do Boga poprzez miłość do konkretnego człowieka.
Według mnie był największym autorytetem na świecie. Oceniam to na podstawie jego relacji z wybitnymi postaciami, takimi jak choćby patriarcha Konstantynopola Bartłomiej (pojechali wspólnie na pielgrzymkę do Ziemi Świętej) czy abp Justin Welby, przywódca Kościoła anglikańskiego (odbyli pielgrzymkę do Sudanu). Ci ludzie ogromnie go doceniali za zaangażowanie w przemianę świata, wierność Ewangelii i pracę na rzecz pojednania, pokoju, budowy kultury troski. Pamiętam również reakcję wielkich autorytetów świata muzułmańskiego na jego spotkania (odbył ich aż sześć) z Ahmedem el-Tayebem, Wielkim Imamem Uniwersytetu Al-Azhar w Kairze. Imam mówił o nim jako przyjacielu i wielkim autorytecie moralnym. Natomiast kiedy Franciszek był z pielgrzymką w Iraku, ajatollah Ali al-Sistani, sędziwy przywódca irackich szyitów, kilka razy wstał w jego obecności, chociaż nigdy tego nie robi. To są wymowne znaki. Papież był na 47 pielgrzymkach zagranicznych, spotykał się z ludźmi różnych religii i niewierzącymi. Zawsze wygłaszał też programowe przemówienie do rządzących, do korpusu dyplomatycznego, apelując o zmiany dla dobra ludzi. Nie spotykał się tylko z katolikami, w swoim bezpiecznym gronie. Misyjność Kościoła i wychodzenie na peryferie traktował poważnie i dał przykład, jak je realizować. To, jak był postrzegany przez niektóre osoby w Polsce, nie jest wcale miarodajne dla oceny jego osoby i pontyfikatu.
Krytyków też miał wielu, przede wszystkim konserwatywnych, którzy lubią chować się w schematach broniących instytucji Kościoła przed każdą krytyką – nawet słuszną, skłonnych do walki o władzę tu na ziemi, bo wartości chcą wprowadzać władzą i przymusem. Polacy nie rozumieli Franciszka, bo ten po prostu stawiał w centrum relację, miłość do każdego, konkretnego człowieka, bo tak żył Chrystus. Odmawiał korzystania z przywilejów, dzielił los z ludźmi ubogimi, rezygnując z pałacu, zainicjował proces synodalności. Wielu księży przyzwyczajonych do autorytarnej władzy monarchii absolutnej w ten sposób drażnił.
– Wydaje mi się, że trudność w zrozumieniu przesłania papieża Franciszka przez Polaków brała się głównie stąd, że informacje o jego decyzjach i działaniach docierały do ludzi już przefiltrowane przez media. Zinterpretowane przez ludzi, którzy zawłaszczyli przestrzeń informacyjną w Kościele. Ich interpretacje są rozumiane jako wykładnia nauki Kościoła, a wcale nią nie są. To subiektywne opinie osób, które stały się opiniotwórcze.
A konkretnie?
– Mam na myśli dziennikarzy prawicowych, prawicowe media, które po swojemu, także dziś, interpretują słowa papieży. Zwłaszcza Franciszka. Mieli mu za złe niemal wszystko, od głosu w obronie migrantów po gesty miłości wobec grzeszników. Wszystko to, co jest istotą naszej religii, czyli miłość Boga i bliźniego, okazało się niestety sprzeczne z oczekiwaniami prawicy, dlatego interpretacja słów była niezgodna z intencją autora. Odczytywano je w kluczu politycznym, to znaczy z perspektywy doraźnej, co w danej chwili bardziej się opłaca w rywalizacji o władzę. To jest poważny problem Kościoła w Polsce, bo utracił on zdolność wypowiadania się w ważnych kwestiach społecznych w sposób autonomiczny. Zostawiono mu pewne pole ograniczone do pobożności, aktywności wewnątrz organizacji kościelnej, ale to, co mówi o sprawach społecznych, jest interpretowane w kluczu politycznym – na ile jest dla polityków użyteczne. Papież natomiast podkreślał, że powołaniem chrześcijan jest kochać Boga, poprzez miłość konkretnego bliźniego w rozumieniu przypowieści z Ewangelii. Katolik ma stawać w obronie marginalizowanych, ubogich, wykluczanych, cierpiących, bez względu na opinie otoczenia.
Mnie nurtuje inny problem. Jak to możliwe, że papież i Stolica Apostolska mogą przez dekady nauczać jednych prawd, a Kościół lokalny – innych? Papieże często piszą świetne, przystępne dokumenty, bez których trudno zrozumieć świat współczesny w optyce Ewangelii, ale nikt nie dba o to, czy są wdrażane w życie! Nie ma ewaluacji i kontroli. Efekt? Agresywne ataki ignorantów na katolików, którzy mówią rzeczy… katolickie! Najbardziej boli nienawiść swoich. To nie jest już wina mediów…
– Między innymi dlatego napisałem tę książkę! To kolejny powód. Długo byłem w Rzymie, blisko papieża. Świadomie też dałem tytuł Pasterz i prorok. Podzieliłem ją na cztery części. Pierwsza jest najbardziej osobista, to portret Franciszka. Można tam znaleźć wybrane wątki z biografii papieża. Druga opisuje obraz Boga, w jakiego wierzył. To kluczowa kwestia dla określenia, co to znaczy być chrześcijaninem. Franciszek wciąż mówił, że prawdziwym i największym imieniem Boga jest Miłosierdzie (zgodnie z objawieniem św. Faustyny). Bóg nigdy się nie męczy okazywaniem miłosierdzia: przebaczaniem, czułością troską, współczuciem. Jego zawołanie biskupie brzmiało: „spojrzał z miłością i wybrał”. Franciszek zawsze zaczynał od doświadczenia Boga, nie zajmował się abstrakcyjną teorią Boga. Jego najdłuższy cykl katechez był o modlitwie (około 40). Relacja z Bogiem jest tu absolutnie podstawowa, nadaje blask i kierunek wszystkiemu w życiu. Bez tego nie ma chrześcijanin. Kim jest Bóg dla mnie? Dla nas? Miłosierdzie jest odpowiedzialnością Boga za swoje stworzenie. On wziął na siebie odpowiedzialność za to, że nas ulepił, powołał do życia jako bardzo niedoskonałych. Kocha nas takich. Nie musimy udawać. To znakomicie też wybrzmiewa w programowej adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium…
Tylko trzeba ją przeczytać…
– Najpierw skoncentrujmy się na tym, co Bóg mówi do człowieka. To wyznacza podstawowe orędzie, jakie Kościół powinien głosić. Bóg robi wszystko, co tylko możliwe, by nikt z nas nie zmarnował sobie życia. Na końcu trafimy w ramiona Ojca Niebieskiego. Szukanie tej relacji stanowi sens życia. Trzeba zacząć, wejść na tę drogę – to proces. Potem dopiero przychodzi cała reszta. Ona wynika z relacji, jaką tworzę na co dzień z Ojcem.
Papież Franciszek nie pouczał, „jak powinno być”, ale dzielił się swoim doświadczeniem Boga. Był w tym bardzo wiarygodny. Jeśli nam mówił, że Bóg jest czuły, współczujący i bliski, to dlatego, że takiego Boga osobiście spotkał, znał i doświadczał. To też sprawia, że ludzie mający obraz Boga surowego, jedynie sprawiedliwego, którego kar należy się wciąż bać, nie rozumieli papieża Franciszka.
Jak celnie zauważył kiedyś w mojej książce ks. Piotr Studnicki, mnóstwo osób w Kościele ma nadal kłopot z uznaniem Wcielenia. Niedawno byłam świadkiem wielkiego oburzenia młodego księdza na to, że gdy rodzice podchodzą do Komunii z dzieckiem, które jest na nią za małe, ksiądz je błogosławi znakiem krzyża na czole. To według niego straszne świętokradztwo, bo święta hostia dotyka ciała i może spaść! Nie doczytał, w jakich warunkach Jezus przyszedł na świat? Stajnia to miejsce brudne i niegodne Boga, ale Wcielenie to miłość do człowieka wraz z jego ciałem.
– Kościół jest szpitalem polowym. Ratuje człowieka, w takich warunkach, w jakich on się w danej chwili znajduje. Potem może badać cholesterol, czyścić narzędzia... Bóg się wcielił, żeby dzielić z nami życie i los. Gdyby chciał tkwić w sakralnej twierdzy, czystej i odległej, taką by nam wybrał drogę zbawienia.
Kolejne części książki pokazują, jak Franciszek rozumiał Kościół i jego misję, którą także w historii różnie rozumiano. Ostatni rozdział ma tytuł „Franciszek o człowieku i świecie”. Kolejność rozdziałów nie jest przypadkowa. Jeśli kocham człowieka, chcę by świat stał się bezpiecznym miejscem, w którym najsłabsi znajdują się w centrum, a silni mają władzę i bogactwa dla służenia tym, co są niżej. To wynika z relacji z Bogiem, z tego, jaki mam w sobie obraz Boga. To samo dotyczy Kościoła. Czy jest wspólnotą opartą na pełnych troski relacjach; szpitalem polowym leczącym zranionych, czy czymś dla wybranych, którzy na innych patrzą z góry, bo czują się lepsi? Papież Franciszek był spójny w nauczaniu, ale też jako pierwszy wcielał je we własne życie. Ufał Bogu i Jego miłości, nie bał się też mówić o swoich ludzkich słabościach, w tym o tym, że kiedyś chodził do psychiatry. Papież jest zwykłym człowiekiem, jak każdy z nas. Czasem idzie do lekarza.
Jednym z najciekawszych świętych, najbardziej wiernych Ewangelii w miłości do ubogich, był Polak, Adam Chmielowski, czyli Brat Albert. Leżał w szpitalu psychiatrycznym, nie bał się mówić o przechodzeniu kryzysów. One pokazują, że człowiek nie jest obojętny i szuka w życiu czegoś więcej niż banalny sukces. Był antyklerykalny i to sto lat temu. Nie przyjął święceń, choć go na nie namawiano. Tacy ludzie zmieniają system. Wiedząc jak bardzo wypaczyliśmy Ewangelię, wracają do korzeni.
– Właśnie tak. Franciszek nie zmienił doktryny, kładł za to nacisk na fundamenty Kościoła z początków jego istnienia, utracone w ciągu wieków. Jego nauczanie o wspólnotowości, w tym proces synodalności, na pewno będzie rozwijane przez następców. Zwróciłbym uwagę jeszcze na dwie rzeczy, które bardzo podkreślał. Wyprowadził Kościół na peryferie świata, w rozumieniu nie tylko geograficznym, ale przede wszystkim egzystencjalnym. Peryferie nie są daleko. Przechodzą często przez nasz dom, naszą miejscowość lub dzielnicę, przez nasze środowisko pracy. Wielu rodziców i dziadków pyta dzisiaj: co robić, kiedy dzieci i wnuki odchodzą z Kościoła? Nie mogą się z tym pogodzić. To też są peryferie egzystencjalne, w sensie duchowym. Zwykle ich uspokajam (Franciszek to robił, oczywiście na swój sposób), że Bóg jest obecny w życiu tych dzieci. Wchodzi z nimi cały czas w dialog, wcale się nie odwraca. Nie z każdego da się od razu uczynić głęboko wybitnych, pozbawionych wątpliwości i kryzysów katolików. Bóg – z wyboru – bardzo często objawia się właśnie na peryferiach, a nie tam, gdzie oczekujemy. Nie wśród tych, którzy w naszej ludzkiej ocenie na to zasłużyli. Bóg ma całkowicie inną logikę, nie myśli w kategorii zasług, a spotkanie z Nim nie jest nagrodą. Przychodzi do tych, co mają się źle i potrzebują Jego miłości. Zaskakuje. Przypomnienie o tym było wielką wartością, jaką wniósł papież z Argentyny na nowo do Kościoła.
Drugą rzeczą, bardzo ważną według mnie, był powrót do radości jako cechy typowej dla nas chrześcijan. Chrześcijanin bez radości jest chory! Jest niewiarygodny, ponieważ bycie z Bogiem przynosi radość. Tego nam bardzo brak. Zrobiliśmy z wiary w Boga, który wcielił się z radością w człowieka, rezygnując z doskonałości, abstrakcyjny światopogląd. Ważne są głównie wymagania. Jesteśmy ciągle do czegoś zmuszani, żeby im sprostać. Przykazania wydają się niezrozumiałe, odgórnie narzucone – katolik żyje zakazami i nakazami. Trudno cieszyć się takim życiem. A przecież autentyczne zdrowie nas chrześcijan to jest radość! Promieniowanie radością to pieczęć, która określa, kogo można tak nazwać… Evangelii gaudium po polsku znaczy „radość ewangelii”. Ona pojawia się w wielu dokumentach i wypowiedziach Franciszka. Jeśli jesteśmy dziećmi tak wspaniałego, kochającego, bliskiego Boga, musi być to po nas widać. Radość i bycie dzieckiem najlepszego z Ojców to nasza tożsamość. Nie ma na świecie większego szczęścia, niż spotkać Boga. Gdzieś zgubiliśmy radość życia. Papież nie musiał nic wymyślać od siebie, zapraszał do tego, żebyśmy zeszli do źródeł. To wymaga zmian, tak jak choroba wymaga zmian w stronę zdrowia.
Jeśli obcowanie z Bogiem prowadzi do osądzania, poniewierania innymi, złośliwości i słownej agresji, nienawiści, pogardy, lęku przed odmiennością, szukania poparcia władzy za wszelką cenę, wymuszania zachowań, to kto chciałby być w takiej wspólnocie? Trudno się dziwić uciekającym stąd młodym. Oceniają nas po miłości. Sama nawracałam się 30 lat temu i mogę potwierdzić: radość, kreatywność, bliskość i miłość przyciągają. Udawanie, że jest się świętym, ocenianie, ignorancja, straszenie – odpychają.
– My księża nie jesteśmy „funkcjonariuszami sacrum”, jak papież wielokrotnie powtarzał. I był pasterzem, który słuchał owiec; był wrażliwy na ich potrzeby i problemy. Dlatego mógł tego wymagać od innych mężczyzn powołanych do kapłaństwa. Mówił: jeśli ktoś chce być dobrym pasterzem, to czasem idzie na czele – bo wskazuje kierunek, czasem w środku, aby usłyszeć, co ludzie myślą i czują, a czasem na końcu. Bo tam może pomagać w drodze tym najsłabszym. On jest dla owiec. Papież był wielkim wrogiem klerykalizmu. Uważał go za największą perwersję Kościoła, bo z kapłanów mających służyć ludziom aż po ofiarę z siebie, staliśmy się kastą „uprzywilejowanych funkcjonariuszy zbawienia wiecznego”. Uważamy się za lepszych od innych, bo Bóg nas wybrał. Nawet wielu świeckich uważa, że jak ktoś jest księdzem, bez względu na jego zachowanie i styl życia ma być na piedestale. Jest święty – przebywa w obecności Boga. Do Kościoła na wiele wieków przedostała się światowość, a Chrystus jasno uczył: nie tak będzie między wami! Pora zmierzyć się z tymi grzechami, bo inaczej nigdy nie pokonamy kryzysu. Wykorzystywanie święceń po to, żeby się wybić na drodze kariery, zdobywać zaszczyty i panować nad ludźmi, zaprzecza temu, co głosimy. Tak się już nie da, zmiany są konieczne. Franciszek prorocko je rozpoczął.
Krzysztof Ołdakowski SJ
Jezuita, duszpasterz i publicysta. Pracował m.in. w Polskim Radiu, Telewizji Polskiej oraz Radiu Watykańskim, gdzie przez trzy lata kierował Sekcją Polską. Pełnił również funkcję redaktora naczelnego „Przeglądu Powszechnego”
Papież Franciszek. Pasterz i prorok
Krzysztof Ołdakowski SJ
WAM 2026
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.















