Logo Przewdonik Katolicki

Pakoski krzyż

Monika Białkowska
Fot.

Miejsce to trafnie obrazuje stare powiedzenie, że cudze chwalimy, a swego nie znamy. Jeździmy do Kalwarii Zebrzydowskiej a kiedy ostatnio byliśmy w Pakości? A przecież Kalwarii Zebrzydowskiej niewiele ona ustępuje.

Miejsce to trafnie obrazuje stare powiedzenie, że cudze chwalimy, a swego nie znamy. Jeździmy do Kalwarii Zebrzydowskiej – a kiedy ostatnio byliśmy w Pakości? A przecież Kalwarii Zebrzydowskiej niewiele ona ustępuje.

W tym tygodniu przypada tam wielki odpust z okazji święta Podwyższenia Krzyża Świętego. Zostawmy więc na chwilę samą tylko kalwarię i zatrzymajmy się nieco bliżej, przy kościele klasztornym ojców franciszkanów pw. św. Bonawentury. Losy franciszkanów, kalwarii i Krzyża Świętego splatają się bowiem w tym właśnie miejscu. W klasztorze spotykam miejscowego proboszcza i gwardiana o. Natalisa Walkowiaka. Za chwilę zjawia się również przewodnik pan Andrzej Jarecki. Obaj z wielkim zapałem opowiadają o dziejach Pakości.

 

Z Łąk

Tak naprawdę wszystko zaczęło się bowiem w miejscu, którego już nie ma – w Łąkach Bratiańskich, w połowie drogi między Toruniem a Olsztynem. Dziś znaleźć tam można już tyko ruiny, ale dawniej było tu wielkie maryjne sanktuarium. Pierwszy drewniany kościółek wzniesiono tu w 1257 roku, tu miała się bowiem ukazać Matka Boża. Później Paweł Działyński ufundował klasztor dla franciszkanów z pobliskiego Nowego Miasta Lubawskiego. Nazwisko Działyńskiego warto zapamiętać, gdyż właśnie ono stanie się jednym z elementów łączącym Łąki Bratiańskie z Pakością.

Franciszkanie zamieszkali w klasztorze, a kult Maryi szerzył się tak mocno, że sanktuarium zaczęto nazywać „pruską Częstochową”.  Przybywały tu pielgrzymki, maszerujące całymi kompaniami z Kaszub, Prus Książęcych (czyli z Warmii) i Królestwa Kongresowego. Bp Wojciech Stanisław Leski koronował wizerunek Matki Bożej Łąkowskiej koronami papieża Benedykta XIV, a Działyńscy – po dobudowaniu do kościoła kaplicy ku czci św. Piotra z Alkantry – obdarowali ją relikwiami Krzyża Świętego.

 

Do Pakości

Trzej bracia Działyńscy – Michał, Zygmunt i Kacper – poza tym, że zajmowali się fundacjami za Toruniem, byli również właścicielami Pakości. Mieli tu swój zamek, a Kacper, biskup chełmiński, przyjeżdżał często do swoich braci. Kiedy w 1628 roku ks. Wojciech Kęsicki na podstawie dzieła holenderskiego mnicha wytyczył w pobliżu miasta drogi podobne do tych, którymi Jezus szedł na Golgotę, Działyńscy dali się porwać jego wizji. Własne ziemie, 35 hektarów, oddali pod zabudowę, z myślą o kalwaryjskich kapliczkach. A żeby miał kto się nową kalwarią zajmować, postanowiono do miasta sprowadzić franciszkanów z Łabiszyna.

Franciszkanie do Pakości przyjechali w grudniu 1631 roku, tuż przed Bożym Narodzeniem. Nie mieli gdzie mieszkać, więc Działyńscy oddali im stary zamek. Pewnie kilka lat trwało zagospodarowanie starych ruin i wybudowanie na ich miejscu kościoła, który otrzymał wezwanie św. Bonawentury. Najważniejsze, że stanął, a franciszkanie mogli spokojnie zająć się pobliską kalwarią. Ich praca musiała się podobać właścicielom miasta, musieli też zdobyć ich zaufanie, skoro kilka lat później, w 1669 roku, zabrali swój największy skarb, relikwie Krzyża Świętego, z sanktuarium w Łąkach Bratiańskich i przekazali je franciszkanom w Pakości. Dziś są to największe relikwie krzyża, jakie mamy w Polsce: fragment drewna nie jest małą drzazgą, ale liczy sobie kilka centymetrów długości i pół centymetra szerokości.

 

Relikwie

– W kronikach klasztornych znajdują się zapisy, dotyczące cudownych interwencji Boga przez te właśnie relikwie – opowiada Andrzej Jarecki. – Zapisano na przykład, że kiedy wybuchł wielki pożar Pakości, gwardian pakoskiego konwentu wyszedł z relikwiami przed klasztor i zaczął błogosławić miastu. Wtedy wiatr nagle się odwrócił, spadł deszcz, a pożar został ugaszony. Publiczny kult relikwii krzyża potwierdził bp Stanisław Dziannota. Wiele lat później, w 1969 roku, odwiedzający Pakość prymas Wyszyński zabrał relikwie do badań metodą węgla C14 – potwierdziło się wówczas, że rzeczywiście pochodzą z I wieku.

Relikwie na co dzień przechowywane są w sejfie, ale to nie znaczy, że nie można ich uczcić. – Relikwiarz Krzyża Świętego wynoszony jest zawsze na odpusty: na Podwyższenie Krzyża we wrześniu i na dawne wspomnienie Znalezienia Krzyża w maju – tłumaczy proboszcz o. Natalis. – Można je uczcić również po porannej Drodze Krzyżowej, ale też zawsze wtedy, kiedy ktoś przyjeżdża do Pakości i o to poprosi. Sam relikwiarz również jest zabytkowy, choć nie ma o nim żadnych wzmianek. Wiadomo tylko tyle, że powstał w jakimś poznańskim warsztacie i jest „od zawsze” – nikt nie pamięta innego.

 

Kościół

Na klasztornych korytarzach wisi wielka kopia aktu nadania ziem pod budowę Kalwarii Pakoskiej. Oryginał znajduje się w Archiwum Archidiecezjalnym w Gnieźnie, ale niewprawne oko kopii nie rozpozna. Każdy za to sam może zobaczyć, jak wyglądało owo pismo, w którym w 1861 roku Działyńscy oddawali swoją ziemię pod Kalwarię. „Gdyby ta fundacja nie daj Boże stracona być miała, my bracia Działyńscy nakazujemy w sądzie grodzkim praw tych dochodzić”.

Po samym kościele też warto się rozejrzeć. Wprawne oko dojrzy, gdzie przebiega granica dawnych zamkowych murów: tam ściana ma prawie cztery metry grubości. Zamek musiał się bronić, Pakość zdołała się oprzeć najazdowi krzyżackiemu, choć poległy takie miasta jak Gniewkowo czy Inowrocław. Dawna baszta to dziś kaplica Matki Bożej Pakoskiej. Stoi w niej figura Maryi podobna do tej z Loreto. Wyrzeźbił ją niegdyś miejscowy franciszkanin za zamówienie żaków z gimnazjum klasycznego, którzy do tego kościoła przychodzili na modlitwę. Na zewnętrznej ścianie baszty pozostały jeszcze prowadnice do zwodzonego mostu. Wewnątrz kaplicy – dawnej baszty – pochowani są fundatorzy kościoła, Katarzyna i Zygmunt Działyńscy, w kościele spoczywa też budowniczy kalwarii ks. Wojciech Kęsicki.

 

Krzyż

Niewątpliwie Pakość warto odwiedzić: to wielka łaska mieć tak blisko prawdziwe fragmenty krzyża, na którym umierał Jezus. Zanim jednak wyruszy się w drogę, trzeba również poznać dzieje odkrycia krzyża i sens święta jego podwyższenia.

Jezus umarł w latach trzydziestych I wieku. Niedługo później, bo w roku 70, Jerozolima została zdobyta i zburzona przez Rzymian. To nie były dobre warunki do tego, by pieczołowicie przechowywać krzyż – pamiątkę męki Jezusa. Aż do 313 roku, do słynnego edyktu mediolańskiego, trwały wielkie i krwawe prześladowania chrześcijan. Kiedy cesarz Konstantyn wydał edykt zezwalający chrześcijanom na wyznawanie wiary, jego matka, św. Helena, zarządziła prace archeologiczne mające na celu poszukiwanie krzyża Jezusa. Historycy nie zgadzają się w kwestii roku, w którym krzyż udało się odnaleźć: jedni mówią, że był to rok 320, inni twierdzą, że stało się to dziesięć lat później. Wszystkie źródła podają natomiast, że wydarzyło się to 13 lub 14 września.

Na Golgocie wzniesiono bazylikę Krzyża, poświęconą 13 września 335 r. i później już co roku obchodzono rocznicę tego wydarzenia.

Groza na chrześcijański świat padła trzy wieki później: gdy w 614 r. Jerozolimę najechali Persowie, burząc wszystkie kościoły. Ciekawe jest to, że widząc wielką cześć oddawaną krzyżowi, zabrali go ze sobą. O odzyskanie relikwii modlił się cały świat – dopiero po kilkunastu latach, po traktacie pokojowym w 628  r. krzyż został zwrócony. Legenda głosi, że zwycięski cesarz Herakliusz sam chciał ów krzyż na kalwarię zanieść, ale ze świadectwa św. Cyryla Jerozolimskiego wynika, że raczej nie było to możliwe: jeszcze za jego życia bowiem (a Cyryl zmarł w 387 r.) krzyż podzielono na drobne części i rozesłano po okolicznych kościołach.

Największe na świecie relikwie Krzyża Świętego znajdują się w Brukseli, w kościele św. Guduli. W Polsce stosunkowo duże jego fragmenty można zobaczyć m.in. w kościele na Łysej Górze pod Kielcami.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki