Logo Przewdonik Katolicki

Polskie Loretto

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Choć włoskie Loreto i polskie Loretto dzieli niemal dwa tysiące kilometrów, to tak naprawdę oba miejsca wiele łączy. Najważniejszy jest jednak kult czarnej Madonny z Dzieciątkiem.

Droga od strony Wyszkowa malowniczo wije się wśród bujnych i zielonych o tej porze roku lasów. Dziś już nie tylko miejscowi wiedzą, że prowadzi ona do jednego z najmłodszych i najmniejszych polskich maryjnych sanktuariów – Loretto. Mimo że ma ono zaledwie 86 lat, duchowego pocieszenia szukali tutaj również… Włosi. Polskie Loretto odwiedzał kard. Achille Ratti, późniejszy papież Pius XI, i Paweł VI. Z siostrami loretankami zaprzyjaźniony był kard. Stefan Wyszyński, który w położonym zaledwie 6 km stąd Kamieńczyku odwiedzał grób swoich dziadków. Często bywał tutaj też bł. ks. Jerzy Popiełuszko. – Kiedyś ks. Jerzy przyjechał niezapowiedziany. Chciał nocować w namiocie, jednak siostry zauważyły, że kapłan jest śledzony. Samochód księdza ukryły w stodole, a same odstąpiły mu jeden z pokoi – wspomina s. Klara Teresa Bielecka CSL, przełożona tutejszej wspólnoty. 

 

Loretto zamiast Zenówki

Miejscowi go ostrzegali, okolica nie miała bowiem dobrej sławy. Nie brakowało grabieży i rozbojów, ale ksiądz, który kupił właśnie od dziedzica Antoniego Ziatkowskiego rozległy, 130-hektarowy majątek Zenówka, położony wśród mazurskich lasów, nie przejmował się zbytnio przestrogami. „To miejsce się rozwinie i będzie miejscem kultu” – przekonywał siostry loretanki z założonego przez siebie zgromadzenia, kiedy w 1928 r. sprowadził je tutaj z Warszawy. Tworząc ośrodek nad rzeką Liwiec, ks. Ignacy Kłopotowski zapisał go na własność sióstr. Pomyślał także o siostrach pracujących w oparach ołowiu w zakonnych drukarniach. Tutaj, w jednym z folwarcznych budynków położonym w lesie, zaadaptowanym na niewielką kaplicę, miały modlić się i nabierać sił do dalszej pracy. Jeszcze w tym samym roku wakacje w Zenówce spędziły najbiedniejsze dzieci z warszawskiej Pragi pod opieką zakonnic z krzyżykiem na welonie, a zimą otwarto schronisko dla bezdomnych starszych ludzi „Dom Opieki św. Ignacego”. W ten sposób, wśród gęstych sosnowych lasów, rozciągających się między Wyszkowem a Łochowem, 60 km od Warszawy, powstało małe centrum posługi charytatywnej i kultu Matki Bożej Loretańskiej. W urzędowych spisach miejscowości Zenówka, na cześć Maryi, zmieniła nazwę na Loretto, pisane dla odróżnienia od włoskiego Loreto przez dwa „t”.

 

Z ziemi włoskiej do Polski

Włoskie Loreto zawdzięcza swą nazwę lasom laurowym, polskie, położone nad Liwcem, w pobliżu jego ujścia do Bugu – ks. Ignacemu Kłopotowskiemu, mimo że błogosławiony kapłan nigdy nie odwiedził niewielkiego miasteczka w Italii, położonego na jednym z łagodnych wzgórz regionu Marche, w odległości ok. 30 km od Ankony, kryjącego prawdziwy skarb: Domek Świętej Rodziny. Jego elementy krzyżowcy przewieźli z Ziemi Świętej zajmowanej przez Arabów, pierwotnie do Trsatu (dzisiejsza Chorwacja), a pod koniec XIII w. właśnie w okolice Ankony. Ściany Świętego Domku były świadkiem zwiastowania. To w tym domu archanioł Gabriel powiedział do Maryi: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą... Nie bój się Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus” (Łk 1, 28–31). Niespełna dwa wieki później Święty Domek umieszczono wewnątrz późnogotyckiej bazyliki, zbudowanej na planie krzyża. Pielgrzymów, także z Polski, przyciągała do Loreto oryginalna figura Matki Bożej z Dzieciątkiem: obie Postaci mają ciemne oblicza i okrywa Je jedna dalmatyka, a Madonna trzyma Dzieciątko na lewej ręce. We Lwowie, w Krakowie i na warszawskiej Pradze, gdzie od 1919 r. pracował ks. Kłopotowski, zaczęły powstawać kopie Świętego Domku. Nowo mianowany proboszcz praskiej parafii Matki Bożej Loretańskiej niespodziewanie zachorował. Groziła mu amputacja nogi, ale on nie godził się na zabieg. Wiele godzin spędzał na modlitwie w kaplicy Matki Bożej Loretańskiej, prosząc o uzdrowienie. Odzyskawszy sprawność w nogach, wdzięczny za łaskę, w 1920 r. założył Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Loretańskiej. – Ojciec założyciel od samego początku swej kapłańskiej posługi był wrażliwy na ludzką biedę i nędzę, ale uważał, że człowiek musi rozwijać się całościowo: potrzebuje dobrego słowa drukowanego i codziennego chleba, co przekuł w nasz loretański charyzmat – tłumaczy s. Klara, wskazując na obraz beatyfikacyjny ks. Kłopotowskiego, umiejscowiony po prawej stronie sanktuarium.

Siostry wiernie od początku realizują swój charyzmat, rozprowadzając wśród pielgrzymów wydawane przez siebie pisma „Różaniec”, „Tak Rodzinie” czy dla dzieci „Anioł Stróż”, drukowane w loretańskiej drukarni w Warszawie. Od dwudziestu lat w Loretto prowadzą też dom „Dzieło Miłości im. ks. Ignacego Kłopotowskiego”, w którym opiekę znajduje dziś 60 starszych i chorych kobiet. 

 

Maryja „przechowała” klucze

S. Klara zaznacza, że siostry loretanki tylko raz, na kilka dni, opuściły Loretto. – W czasie II wojny światowej trwały tutaj krwawe walki. Miejscowa ludność poradziła siostrom, by opuściły Loretto – opowiada loretanka. Siostry zostawiły klucze do pomieszczeń na tyłach groty z figurą Matki Bożej z Lourdes, wybudowanej z polnych kamieni przez ks. Kłopotowskiego, i zmieniły miejsce pobytu, jednak po kilku dniach powróciły do Loretto. – Wewnętrznie czuły, że nie mogą opuścić miejscowej ludności. – Wróciły więc i jakież było ich zdziwienie, gdy okazało się, że Maryja skutecznie „przechowała” klucze – podkreśla loretanka. W domku z czerwonej cegły, dokąd na polecenie biskupów została przeniesiona pierwotna, „leśna” kaplica, w piwnicy zorganizowały szpital polowy dla Armii Krajowej. – Przez cały okres wojny żadna siostra tutaj nie zginęła, nie została nawet ranna, a szpital nie został odkryty – dodaje. Lata powojenne nie były przychylne dla loretanek. – Władze komunistyczne zabrały nasze ziemie, zmieniała się też decyzja odnośnie do budowy nowej świątyni, raz wyrażano zgodę, a raz ją cofano – wspomina loretanka. Ostatecznie kaplica została ukończona w 1971 r., jednak słynąca dziś łaskami wierna kopia figury Matki Bożej Loretańskiej została przywieziona znacznie później, zaledwie 33 lata temu, w znamiennym dla Polaków okresie. – 12 grudnia 1981 r. figura Madonny Loretańskiej, poświęcona we włoskim Loreto, stanęła w ołtarzu głównym kaplicy. Kilkanaście godzin później siostry dowiedziały się o wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce – opowiada s. Klara. Od tego czasu w Loretto siostry codziennie modlą się za naszą ojczyznę modlitwą ułożoną przez ks. Piotra Skargę. – To miejsce przesycone modlitwą. Tutaj w szczególny sposób czuje się opiekę Matki Bożej – podkreśla s. Klara. Świadczą o tym liczne nawrócenia duchowe i fizyczne. Do Madonny Loretańskiej pielgrzymują przede wszystkim małżeństwa starające się o potomstwo, osoby proszące o zgodę w rodzinie, o pracę czy o wyleczenie  z choroby alkoholowej, a także lotnicy, których Czarna Madonna jest patronką. – Najwięcej pątników przybywa z diecezji warszawsko-praskiej, siedleckiej i drohiczyńskiej, na styku których leży Loretto, ale pielgrzymi przybywają z różnych stron Polski, nawet na kilka dni – podkreśla loretanka.

 

„W niebie nie próżnuje”

– To najpiękniejszy dom naszego zgromadzenia, urokliwy o każdej porze roku. Tutaj człowiek, zagubiony we współczesnym, hałaśliwym świecie, może odzyskać siły fizyczne i duchowe – zaznacza s. Klara. – Te leśne ścieżki pamiętają jeszcze ojca założyciela, podobnie jak domek z czerwonej cegły, gdzie obecnie mieści się nasz nowicjat, i budynki „Ignacówka”, „Oaza” i „Zacisze”. Co tydzień ks. Ignacy przyjeżdżał z Warszawy do Loreto, by odprawiać Mszę św. dla sióstr i pełnić posługę spowiednika – opowiada zakonnica, oprowadzając nas po 60-hektarowym terenie należącym dziś do zgromadzenia. – Sam wyznaczył miejsce na cmentarz dla sióstr i polecił, by po śmierci tutaj został pochowany – dodaje, prowadząc nas na drugą stronę szosy, w stronę ukrytego wśród drzew cmentarza. Nekropolia przypomina tę z włoskiego Loreto. Równe, nieduże krzyże z białego lastriko. Tutaj leżą wszystkie siostry ze zgromadzenia, tam – żołnierze z Armii gen. Andersa, walczący w 1944 roku pod Ankoną i Loreto. Pośrodku znajduje się grobowiec-kaplica, w którym do roku 2000 spoczywał zmarły w 1931 r. ks. Kłopotowski. Dzisiaj ciało błogosławionego spoczywa w sanktuarium. – Trochę się tutaj zmieniło od jego śmierci, ale wiemy, że zgodnie ze swoją  zapowiedzią  „w niebie nie próżnuje” – mówi s. Klara. Świadczą o tym liczne podziękowania od wiernych za otrzymane łaski. Najwięcej pątników, bo nawet 15 tysięcy, przybywa we wspomnienie błogosławionego 7 września oraz na wrześniowy odpust. Choć wspomnienie Matki Bożej Loretańskiej przypada 10 grudnia, to tak we Włoszech, jak i w Polsce obchodzone jest we wrześniu, w święto Narodzenia NMP. – Ta zmiana podyktowana jest względami klimatycznymi, wrześniowa pogoda jest zdecydowanie bardziej sprzyjająca niż zima, łatwiej więc pielgrzymom przybyć właśnie na święto Narodzenia NMP – tłumaczy siostra przełożona. W tym roku uroczystości odpustowe obchodzone 7 września będą miały szczególną oprawę. – Pod budowany z inspiracji jednego z pątników od kwietnia nowy kościół zostanie wmurowany akt erekcyjny i kamień węgielny – mówi s. Klara. – Zamknięcie budowy świątyni w stanie surowym planowane jest na grudzień, na pewno jednak tzw. wykończeniówka będzie bardzo droga – martwi się loretanka, dodaje jednak z nadzieją, że dotąd Pan Bóg pomagał, to i teraz dopomoże. Zresztą Maryja nazywana tutaj „Wspomożycielką wiernych, Pocieszycielką strapionych, Uzdrowieniem chorych...” też nie odmówi swojej pomocy.


Plan nabożeństw

Msza św. w niedziele o godz. 8.00 i 10.00, a w okresie letnim (lipcu i sierpniu) dodatkowo o godz. 16.00
W każdą niedzielę modlitwa w intencji pielgrzymów za przyczyną Matki Bożej Loretańskiej i bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego o godz. 7.45


Krystyna Gajek z Warszawy

– O tutejszym sanktuarium dowiedziałam się od siostry szarytki, kiedy rozmawiałam z nią o włoskim Loreto. Nasze polskie Loretto jest cudownym miejscem, panują tutaj cisza, spokój, a dzięki siostrom loretankom – rodzinna atmosfera. Zakonnice serwują domowe, zdrowe posiłki.

Można naładować tutaj duchowe akumulatory, człowiek wyjeżdża stąd odmieniony. Jestem tutaj już po raz trzeci i na pewno nie ostatni.

 

Wacław Stryjek z Warszawy

– W Loretto jest się po prostu bliżej nieba. Opieka, miłość, troska sióstr – to się widzi i czuje. Po raz pierwszy przyjechałem do sanktuarium osiem lat temu i do dzisiaj chętnie tutaj wracam. Pomysł, by nawiedzić to miejsce, narodził się spontanicznie. Postanowiłem odwiedzić nieznane mi dotąd kościoły i tak natknąłem się na Loretto, gdzie gospodynią jest Matka Boża Loretańska. Figura Czarnej Madonny i okolica – sosnowe lasy i spokój,  przyciągają jak magnes. Zachęcam do odwiedzenia tego miejsca.

 

O. Zdzisław Szymczycha SS.CC., sprawujący opiekę duszpasterską nad sanktuarium

 

– To miejsce kultu i licznych nawróceń, gdzie ludzie przybywają indywidualnie i grupami. Spotykam tutaj wiele rodzin. Wierni przybywają z różnymi intencjami, które pozostawiają zapisane na karteczkach pod ołtarzem. Dają świadectwo nawróceń, pokoju, łaski, czują, że jest to namacalne miejsce obecności Pana Boga i Matki Bożej. Panująca tu cisza, spokój i bliskość natury, którą Pan Bóg stworzył dla człowieka, sprzyjają zwłaszcza tym, którzy na co dzień mieszkają w dużych miastach. Jako zgromadzenie Najświętszych Serc Jezusa i Maryi czcimy w szczególny sposób Maryję, głosimy ducha miłości Bożej, a w charyzmacie odtwarzamy też życie Pana Jezusa. Staramy się być dyspozycyjni dla ludzi, którzy potrzebują pociechy duchowej, spowiedzi, a niekiedy tylko rozmowy. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki