Logo Przewdonik Katolicki

Długo jeszcze?

Joanna Winiecka-Nowak
Fot.

Zwykła Msza w zwykłą niedzielę. Rodzice z popłakującym roczniakiem poddali się przed homilią i wyszli z kościoła. Zapanował względny spokój. Nie licząc szmeru w tej czy tamtej ławce (Mamaaaa, długo jeszcze?, Siusiu!, A ona ma mojego konika!) oraz tupania w lewej nawie.

Zwykła Msza w zwykłą niedzielę. Rodzice z popłakującym roczniakiem poddali się przed homilią i wyszli z kościoła. Zapanował względny spokój. Nie licząc szmeru w tej czy tamtej ławce („Mamaaaa, długo jeszcze?”, „Siusiu!”, „A ona ma mojego konika!”) oraz tupania w lewej nawie.

Nagle, podczas zupełnej ciszy towarzyszącej podniesieniu, dał się słyszeć stanowczy głos. „Chcię loda! Telas!”. Wypowiedź malucha była bardzo dobrze słyszana zarówno pod chórem, jak i w prezbiterium.  Ponieważ rodzice nie wyciągnęli zamówionego dania z kieszeni, chłopiec wybuchł gromkim płaczem.

 

W czym tkwi problem?

Zwykła Msza w zwykłą niedzielę. I zwykłe zachowania dzieci. Normalne dla nich, a powodujące palpitację serca u opiekunów i głosy niezadowolenia płynące z sąsiednich ławek. Całe szczęście, my – rodzice – nie jesteśmy bezbronni w takich sytuacjach. Istnieje szereg sposobów, których zastosowanie może pomóc nam, naszym pociechom oraz sąsiadom spokojnie przeżyć liturgię. Tak, by słowa: „Pozwólcie dzieciom przyjść do mnie”, nie kojarzyły się wyłącznie z nabożeństwem pokutnym.

Kluczową kwestią jest zauważenie problemu. Dzieci zawsze pozostaną dziećmi. Zwykle czas skupienia wynosi u nich kilka, kilkanaście minut. Wiele z nich ma kłopot z usiedzeniem w jednym miejscu. Mają swoje lepsze i gorsze pory dnia – niektóre domagają się drzemki południowej, inne popłakują wieczorami. Warto więc przemyśleć sprawę, czy opłaca nam się przychodzić na naszą ulubioną popołudniową Eucharystię, jeśli z każdej musimy wcześniej wychodzić. Może trzeba na jakiś czas zmienić zwyczaje i udać się do kościoła o poranku?

 

Pomóc w zrozumieniu

Szczególnie warto zastanowić się nad Mszą św. z udziałem dzieci. Maluchy będą miały na niej większą swobodę, a my mniejsze wyrzuty sumienia, że przeszkadzamy wszystkim naokoło. Średniaki i starszaki znajdą zaś ciekawą, dostosowana do swojego wieku homilię i oprawę muzyczną. W wielu kościołach najmłodsi mogą bardzo aktywnie uczestniczyć w Eucharystii. Podchodzą do stopni prezbiterium podczas kazania i odpowiadają na pytania księdza. Składają swoje prośby. Prowadzą procesje z darami. Co ciekawe, zdarzają się też Msze profilowane dla przedszkolaków czy uczniów szkoły podstawowej. W szczególnych sytuacjach – na przykład mając nadpobudliwego ośmiolatka – możemy poszukać pasującej nam opcji.

Oczywiście Msza sw. z udziałem dzieci nie jest jedynym rozwiązaniem. Część dzieci potrafi spokojne usiedzieć godzinę. Ich zachowanie pozwala opiekunom na modlitwę. Młodsze zajmują się same sobą, starsze starają się słuchać słów księdza, powtarzać gesty i słowa otaczających je ludzi. Dzięki temu chłoną atmosferę liturgii. Udziela się im skupienie starszych, nie są rozpraszane przez inne maluchy. W takim wypadku tradycyjna Eucharystia lepiej zaspokoi potrzeby całej rodziny.

 

Zapobiec nudzie

Niestety, większość naszych pociech należy do drugiej grupy – osobników, nad którymi trzeba nieco (lub mocno) popracować. Stańmy w prawdzie – dzieci mogą się po prostu nudzić w kościele. Często nie rozumieją wypowiadanych przez księdza zdań. Pozbawione sensu, według nich, gesty i wypowiedzi muszą się ciągnąć niemiłosiernie. Maluchy faktycznie nie wiedzą, czy „długo jeszcze?”, i z nadzieją wypatrują rychłego końca w okolicach modlitwy wiernych. Dobrze oddaje ten problem ks. Twardowski, który zanotował kiedyś wypowiedź: „Mama, a kiedy ksiądz wreszcie powie «Idźcie ofiary do domu?»”.  Dlatego bardzo ważne jest, aby rozmawiać z dziećmi o tym, dlaczego Eucharystia wygląda w ten a nie w inny sposób. Jakie jest znaczenie jej części, dlaczego następują po sobie właśnie w takiej kolejności? Co oznaczają przyjmowane przez nas pozy? Dużą pomocą mogą być specjalnie do tego przygotowane książeczki i kolorowanki. My osobiście „przerobiliśmy” kilka takich pozycji, przy czym najbardziej przypadła naszym pociechom do gustu ta, w której przyrównano Mszę do uroczystej wizyty u dziadków. Na jednej stronie był rysunek przedstawiający fragment Eucharystii (np. kazanie), na drugiej odpowiadające temu wydarzenie towarzyszące uroczystej kolacji (w tym wypadku dłuższa wypowiedź jubilata). Pod kolorowymi ilustracjami pojawiały się także słowa liturgii oraz komentarz tłumaczący ich znaczenie. Duże wrażenie na naszych starszakach wywarł również film, którego akcja dzieje się podczas Mszy. Chłopiec obserwuje zachowanie księdza i wiernych, a siedzący obok niego anioł tłumaczy je i wskazuje rzeczy niewidzialne dla oka człowieka. Wbrew pozorom akcja toczy się wartko, a napięcie wzrasta. Dzieci widzą aniołów zanoszących Bogu ofiary i prośby wiernych, złe duchy kuszące ludzi, dusze czyśćcowe błagające o modlitwę, świętych wyśpiewujących wraz z nami hymny. Po takim przedstawieniu pociechy przestaną się zastanawiać, dlaczego należy zachować ciszę podczas podniesienia.

 

Aktywne uczestnictwo

Dla nieco starszych maluchów (a także dla średniaków i starszaków) pomocne może być zaangażowanie się w przygotowanie oprawy Mszy. U nas niedzielne jęki skończyły się po zapisaniu córek do chórku, który prowadzi na Eucharystii śpiew. Nasi znajomi zachęcili synów do wstąpienia w szeregi ministrantów. Dzięki zaangażowaniu zwiększyła się świadomość dzieci, a czas szybciej zaczął im płynąć. Wiadomo, kiedy jest psalm, a kiedy pieśń na uwielbienie. Trzeba być uważnym, bo inaczej wypadnie się z biegu wydarzeń.

„Znowu idziemy do kościoła? Przecież dopiero co byliśmy!”. Zdania te słyszała pewnie większość rodziców. Rzeczywiście, znając nawet znaczenie części stałych, można odnieść wrażenie, że wszystkie Msze są takie same. Z tego powodu warto razem z dziećmi przyjrzeć się każdej z nich z osobna. Można zacząć od sprawdzenia, czy czasem nie przypada tego dnia jakaś uroczystość lub święto. A może wspomina się dziś jakiegoś ciekawego dla dzieci patrona? To przecież rzadka okazja być zaproszonym na imieniny Pana Jezusa, urodziny Maryi, czy na spotkanie świętego rycerza – Jerzego. W zeszłym tygodniu tego na pewno nie było.

 

Wspólne przeżywanie

Bardzo pomocne może okazać się też wspólne odczytanie przed Mszą św. tekstu Ewangelii oraz dołączenie krótkiego komentarza do niego. Poszukajmy i pomyślmy sami lub sięgnijmy po specjalnie przygotowane na tę okazję fragmenty „Małego Przewodnika Katolickiego”.  Dzięki temu najmłodsi usłyszą podczas Eucharystii znane sobie i rozumiane przez siebie słowa. Taki sukces przełoży się z pewnością na większe skupienie podczas kazania. Można też umówić się z dziećmi, że będą się starały przysłuchiwać liturgii i po usłyszeniu pierwszych słów Ewangelii dadzą nam tajny znak. Ciekawe, czy i tym razem wszystkim uda się zorientować w odpowiednim momencie? Po powrocie do domu można też urządzić quiz – kto zapamiętał więcej z kazania. Rodzice pytają dzieci, dzieci rodziców. Niestety, jest to broń obosieczna, o czym należy wcześniej pamiętać.

Zachętą do uczestnictwa we Mszy św. będzie też odpowiednie pielęgnowanie niedzielnych rytuałów. Spokojne przygotowania podkreślające to, że Eucharystia jest najważniejszym momentem w każdym tygodniu. Odświętne ubranie się (to zadziała głównie na dziewczynki). Wspólny spacer lub wyjście na lody w drodze powrotnej do domu. Oczywiście deser tylko dla tych, którzy grzecznie zachowywali się w kościele. Wiadomo, że takie rytuały są trudne do wprowadzenia, ba nawet do utrzymania, w rodzinie z małymi dziećmi. U nas tuż przed wyjściem przynajmniej jedna pociecha musi się polać lub pobrudzić, inna sygnalizuje pilną potrzebę wyjścia do toalety. Zdarza się też, że niestety nie sygnalizuje. O problemie zagubionego buta litościwie nie wspomnę. Czasem przygotowania do wyjścia przypominają rozpaczliwą walkę z czasem, a nie niedzielny rytuał. Warto jednak dążyć do ideału, bo tylko wtedy mamy szansę się do niego zbliżyć.

 

Bądźmy przykładem

 

Tak czy inaczej, z dziećmi jest tak jak z łańcuchem. Nie można ich popychać, trzeba je pociągnąć za sobą. Nie zachęcimy dzieci do uczestnictwa w Eucharystii, jeżeli i dla nas jest ono problemem. Jeśli się notorycznie spóźniamy – o co bardzo, bardzo łatwo przy grupce maluchów – dzieci nabiorą przeświadczenia, że na Mszy wystarczy się tylko pojawić. Podobny efekt da niestety spędzanie wszystkich liturgii na zbieraniu kwiatów i kasztanów w pobliskich alejkach. W tym wypadku uzyskanie świętego spokoju będzie krótkofalowe. Nasz mocno już podrośnięty Franek lub Stasio może zrezygnować z niedzielnego wyjścia do kościoła i wybrać się z kumplami prosto do parku.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki