Logo Przewdonik Katolicki

Nowi męczennicy? Ks. Zenon Niziółkiewicz

Monika Białkowska
Fot.

Patrz na twoich zbrodniarzy! Jeżeli jesteś zastępcą Chrystusa, to spraw, żeby ci wstali! tak szydzili oprawcy z ks. Zenona. A on stał z różańcem w ręku i towarzyszom niedoli udzielał rozgrzeszenia. Potem padł prosto do wspólnej mogiły, ugodzony strzałem w głowę. Miał 32 lata.

– Patrz na twoich zbrodniarzy! Jeżeli jesteś zastępcą Chrystusa, to spraw, żeby ci wstali! – tak szydzili oprawcy z ks. Zenona. A on stał z różańcem w ręku i towarzyszom niedoli udzielał rozgrzeszenia. Potem padł prosto do wspólnej mogiły, ugodzony strzałem w głowę. Miał 32 lata.  

 

Ks. Zenon Niziółkiewicz do września 1939 r. był proboszczem parafii pw. Świętej Trójcy w Słaboszewie. Dziś obecny proboszcz, ks. Sławomir Ekiert, wraz z parafialną wspólnotą chcą starać się o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego księdza, który zginął jak męczennik. Starania podejmowane są wspólnie z parafią ze Szczepanowa, która ma nadzieję na rozpoczęcie procesu swojego proboszcza, ks. Michała Rólskiego. Obie parafie przygotowują się również do obchodów 75. rocznicy śmierci obu kapłanów. 21 września w Szczepanowie odbędzie się Msza św. w intencji pomordowanych, a ulica przy kościele otrzyma imię ks. Rólskiego. 23 września uroczysta Eucharystia odprawiona zostanie przy grobie ks. Zenona Niziółkiewicza w Słaboszewie.

 

Droga do Słaboszewa

Zenon Niziółkiewicz urodził się 14 czerwca 1907 r. w Długiej Wsi. Jego rodzice, wielkopolscy nauczyciele, wychowywali go w duchu głębokiej religijności i patriotyzmu. Księdzem został najpierw starszy brat Zenona, później on sam również wstąpił do seminarium. Święceń kapłańskich w jego 23. urodziny udzielił mu bp Antoni Laubitz. Ks. Zenon Niziółkiewicz posługiwał jako wikariusz w parafii pw. Świętej Trójcy w Strzelnie. Tam poznał młodszego o dwa lata ks. Jana Czerniaka, który później niejednokrotnie odwiedzał go na parafii w Słaboszewie.

Ks. Niziółkiewicza do słaboszewskiej parafii skierowano 1 maja 1935 r. Parafia ta nie była łatwa, ale za to bardzo ciekawa. Zamieszkiwało ją wielu Niemców, ewangelików, co wymagało właściwego ułożenia trudnych relacji. Parafianie, nie mając własnego, katolickiego kościoła, w niedzielę korzystali z kościoła ewangelickiego – ale jednocześnie pozostawali czujni na wszelkie działania tzw. piątej kolumny, czyli dywersantów, rekrutowanych spośród nacjonalistów w mniejszości niemieckiej. Ksiądz proboszcz z przyjacielem, kierownikiem szkoły Albinem Korachem, nie wahali się informować polskich władz o potajemnych zbiórkach czy przewożeniu broni – Niemcy im tego nie zapomnieli.

 

Listy i ślub

Albin Korach czy Kazimierz Zdziechowski to postaci, dzięki którym Słaboszewo było nie tylko trudne, ale i ciekawe. To oni sprawiali, że na ziemi rolniczej kwitła również kultura i życie intelektualne naprawdę wysokich lotów.

Korach przyjechał do Słaboszewa, żeby uczyć dzieci – a że po I wojnie światowej zamknięto w Słaboszewie ewangelicką szkołę, uczył dzieci i polskie, i niemieckie. Nie cieszyło to Niemców. Korach służył również w parafii jako organista, a ówczesny ministrant Czesław Chełmiński wspomina, że przenosił listy pisane przez niego do panny Janiny. Albin i Janina pobrali się w sierpniu 1938 r., ślubu udzielał im ks. Niziółkiewicz. Mieli wielkie marzenia i plany, chcieli uczyć, zakładać chór, teatr, zespół taneczny. Albin Korach zginął razem z księżmi, rok po swoim ślubie. Janina po wojnie została członkiem Komitetu Ekshumacyjnego – sporządzała listy ofiar, spisywała zeznania świadków, w jednym ze wspólnych grobów odnalazła ciało swojego męża.

 

Budowa

Zanim jednak wybuchła wojna, życie w Słaboszewie toczyło się zwykłym rytmem. Ks. Niziółkiewicz pobłogosławił małżeństwo Janiny i Albina Korachów, a tym, co najbardziej zaprzątało jego głowę i serce, była budowa kościoła.

– Ksiądz zwołał parafian na zebranie i tam został wybrany komitet budowy kościoła – wspomina Czesław Chełmiński. – Na czele stanął ks. Niziółkiewicz. Rysunki wykonał architekt Sobieralski z Parlinka, mieszkający w Poznaniu. On też nadzorował budowę. Całość budowana była sposobem gospodarczym: kopano fundamenty, zwożono kamień, żwir, wodę, drewno na szalunki i rusztowania. Wybudowano prowizoryczną cegielnię, a z wypalonej cegły stawiono mury. Ks. Zenon nie tylko organizował wszystkie prace, ale sam w wolnych chwilach kopał fundamenty, stawał na rusztowaniu i pracował ręka w rękę z parafianami. Wszystkie pieniądze z tacy, ślubów, pogrzebów i kolędy przeznaczał na kościół – na opłacenie kilku niezbędnych fachowców, na zakup wapna, cementu i węgla dla cegielni. Słuchałem o tym wszystkim, bo ksiądz jeżdżąc do Gniezna, zostawiał u nas rower, a przy okazji naradzał się z moim ojcem, również członkiem komitetu, w sprawie budowy.

 

Koniec

Do lata 1939 r. stanęły mury nowego kościoła. Na początku sierpnia na odpust św. Doroty do Słaboszewa jak zwykle zjechało sporo ludzi. Państwo Zdziechowscy, właściciele majątku, lubili ożywiać słaboszewskie życie wyższą kulturą. W obszernym saloniku pod wiszącą lampą naftową panowie toczyli długie, poobiednie dysputy, ktoś podgrywał na pianinie, na deser serwowano ciasto truskawkowe ze śmietaną. Proboszcza również zapraszano, zabierał ze sobą kilku ministrantów. Tamtego lata w majątku gościli też Witold Gombrowicz, Jerzy Andrzejewski i pianista Witold Małcużyński, który od roku przebywał w Polsce, grając koncerty na prowincji, a za chwilę miał wyjechać do Paryża, żeby poślubić francuską pianistkę Colette Gaveau. Ona też zresztą przyjechała z nim na zaproszenie Kazimierza Zdziechowskiego. Za miesiąc wszystko miało się zmienić – i choć pewnie panowie rozmawiali o tym, nikt nie mógł spodziewać się, że tak właśnie potoczą się ich losy.

Ks. Niziółkiewicz nie dokończył budowy kościoła. Rozpoczęła się wojna. Z inicjatywy miejscowych Niemców niemiecka policja szybko zainteresowała się ks. Niziółkiewiczem. Parafianie ostrzegali go, że jest na liście aresztowanych. Radzili, by opuścił parafię, oferując schronienie na południu Polski. W pierwszym odruchu wyjechał, ale zaraz następnego dnia wrócił. Powiedział, że tu postawił go biskup, więc on nie opuści dobrowolnie swojej parafii, parafian i budującego się kościoła. Czekał na Niemców. 15 września aresztowano go i wywieziono. Kiedy wraz z innymi więźniami jechał na wozie przez Mogilno, stał i podniesioną wysoką ręką błogosławił mieszkańcom miasta.

Postawione przez niego mury kościoła w Słaboszewie Niemcy rozebrali.

 

Ostatnia posługa

– Jestem jednym z ostatnich żyjących ministrantów ks. Niziołkiewicza – mówi Czesław Chełmiński. – Ksiądz przygotowywał mnie do Pierwszej Komunii Świętej. Był wymagającym nauczycielem, musieliśmy umieć na pamięć Mały Katechizm, ksiądz uczył nas ministrantury, znaliśmy wszystkie nazwy i kolory szat liturgicznych i potrafiliśmy przygotować wszystko do liturgii – w parafii nie było wówczas kościelnego. Gromadziło się wokół niego dużo dzieci. To był kochany ksiądz. Kiedyś zabrał nas, ministrantów, na tygodniową wycieczkę do Bydgoszczy, mieszkaliśmy wtedy u jego rodziców, zwiedzaliśmy kościoły, chodziliśmy nad Brdę. Po wojnie mój ojciec, członek Komitetu Ekshumacyjnego, zobowiązał się, że przywiezie do parafii ciało księdza. W umówionym dniu wysłał mnie końmi najpierw do Szczepanowa po karawan, a potem na Świerkówiec koło Mogilna. Na  miejscu ekshumacji zobaczyłem leżący na wykopie szereg trumien. Włożono mi na karawan trumnę ks. Niziółkiewicza i kazano jechać. Jechałem sam, tylko z nim. Myślałem wtedy o wszystkim: jak to ksiądz nas uczył, jak służyliśmy mu do Mszy, jak stroiliśmy choinki przy ołtarzu, jak szykowaliśmy żłóbek, jak chodziliśmy w procesji Bożego Ciała. Gdy dojechałem do Słaboszewa, było już ciemno. Przy kościele grupa parafian czekała z zapalonymi świecami, żeby przywitać swojego proboszcza. Trumnę zdjęto z karawanu i wniesiono do kościoła. To była moja ostatnia posługa byłego ministranta dla swojego proboszcza – bohaterskiego patrioty, który nie opuścił swych owiec, księdza męczennika za wiarę i za Ojczyznę. Tak, jestem przekonany, że zginął jako męczennik. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki