Logo Przewdonik Katolicki

Historia pewnej grupy

Błażej Tobolski
Fot.

Rozmowa z Marią Matuszewską, psychologiem i terapeutą uzależnień, która jest twórcą pierwszej w Polsce grupy Anonimowych Alkoholików, tegoroczną laureatką nagrody Pelikan przyznawanej przez Licheńskie Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym.

Rozmowa z Marią Matuszewską, psychologiem i terapeutą uzależnień, która jest twórcą pierwszej w Polsce grupy Anonimowych Alkoholików, tegoroczną laureatką nagrody „Pelikan” przyznawanej przez Licheńskie Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym.

Dziś ruch Anonimowych Alkoholików (AA) jest ogólnie znany i doceniany. Jednak kiedy Pani rozpoczynała pracę z osobami uzależnionymi, było zupełnie inaczej...

– Początkowo uważano nas za takich dziwaków wierzących, że wspólne spotykanie się i gadanie alkoholików może coś zmienić. Kiedy zresztą zaczęłam pracować w lecznictwie odwykowym, na początku lat 70., nie było ruchu AA. Leczenie polegało wówczas głównie na farmakoterapii. Istniał też przymus leczenia i każdego, kto nie stawiał się w poradni, a miał taki obowiązek, przyprowadzała milicja. Trudno więc współpracowało się z pacjentami bez chęci z ich strony, choć byli i tacy, którzy zgłaszali się do nas sami. Jednak samo leczenie nie dawało większych efektów. Zupełnie inaczej niż w grupach AA.

 

Jak to się stało, że pierwsza tego typu grupa powstała właśnie w Poznaniu?

– W 1971 r. psycholog z naszej poradni uzależnień, śp. Maria Grabowska, odchodziła na emeryturę. Prosiła mnie wówczas, żebym objęła opieką małą grupę pacjentów, która się z nią spotykała i mówiła o tym, jak nie pić. Zależało jej na tym, żeby ta grupka się nie rozwiązała po jej odejściu z pracy. Przyznam, że na początku było trudno. Zdarzało się nawet, że na spotkaniach pojawiał się tylko jeden alkoholik. Jednak zawsze, o stałej porze, czekałam na nich w naszej siedzibie przy Alejach Marcinkowskiego. Z czasem zaczęły przychodzić także osoby, które zachęcałam do tego w poradni. Byli to ludzie bardziej i mniej zaawansowani w chorobie alkoholowej, inteligenci i robotnicy. Pamiętam, że byli wśród nich i dziennikarz, i śmieciarz. Zaczęły się też pojawiać efekty tych spotkań, choć tak naprawdę mieliśmy jeszcze wówczas niewiele wspólnego z AA. To była po prostu grupa terapeutyczna. Mimo to Maria Grabowska, która słyszała już coś nie coś o działalności tego ruchu, zanim odeszła na emeryturę, zgłosiła swoją grupę w jego centrali w Nowym Jorku. Oficjalnie jako grupa AA zaczęliśmy funkcjonować dopiero w 1974 r.

 

Skąd czerpała Pani wiedzę o zasadach działania ruchu AA, istniejącego już na świecie od blisko 40 lat, ale za „żelazną kurtyną”?

– Ponieważ zostaliśmy zgłoszeni jako grupa AA, z Ameryki zaczęły do nas napływać materiały, które Maria Grabowska tłumaczyła z angielskiego. Przez tę korespondencję miała zresztą sporo kłopotów z władzą komunistyczną, była wzywana do Urzędu Bezpieczeństwa. Na szczęście udało jej się przekonać funkcjonariuszy, że nie prowadzimy żadnej wrogiej działalności. Z przesyłanych materiałów dowiedzieliśmy się na przykład, że prawdziwa grupa AA respektuje Dwanaście Kroków, czyli zasady pracy nad swoim charakterem. Rozpoczęliśmy więc pracę nad sobą według nich i wcielanie ich w życie.

W związku ze wspomnianym zgłoszeniem figurowaliśmy również, co okazało się bardzo istotne, w oficjalnym spisie światowym grup AA. Dzięki temu zdarzało się bowiem, że na nasze spotkania trafiali będący anonimowymi alkoholikami Polacy, którzy mieszkali za granicą, a odwiedzali rodziny w Polsce czy spędzali w kraju urlop. To oni nauczyli nas wielu rzeczy. Początkowo szokujące było dla nas chociażby to, że tak otwarcie potrafili mówić o sobie, przyznawać się do tego, że są alkoholikami. Patrzyliśmy na nich ze zdziwieniem, a nawet z niedowierzaniem. Nie rozumieliśmy do końca, jak porządnie ubrani ludzie z Zachodu, przyjeżdżający eleganckimi samochodami, mogą być alkoholikami? Większość naszych pacjentów uważała bowiem, że alkoholik musi być brudny, zaniedbany, bezdomny i koniecznie pić codziennie – taką mieliśmy na owe czasy świadomość.

Popełnialiśmy przy tym oczywiście różne błędy. Na przykład, kiedy przyszedł na spotkanie ktoś nietrzeźwy, nie wpuszczaliśmy go. Dopiero jeden Polak, który przyjechał ze Stanów, wyjaśnił nam, będąc świadkiem takiej sytuacji, jak ważne jest, że nietrzeźwy w ogóle tu przyszedł. Tym bardziej powinien brać udział w spotkaniu, nie wolno mu tylko zabierać głosu, musi milczeć. Jak Pan widzi raczkowaliśmy...

 

Mimo tak trudnych początków, obecnie w samym Poznaniu jest 70 grup AA, a w całym kraju około 2,5 tys. W jaki sposób ruch zaczął rozprzestrzeniać się po Polsce?

– Dużym przełomem w rozwoju u nas ruchu AA było przybycie do naszej grupy śp. Rajmunda. To on był właściwie pierwszym w Polsce anonimowym alkoholikiem, który rzeczywiście zaczął w swoim życiu stosować Dwanaście Kroków AA i dzielić się z nami tym doświadczeniem.

Z kolei pierwsza grupa poza Poznaniem powstała na Śląsku, w Będzinie. Zainicjował ją Sławek prowadzący tam Klub Abstynenta. Tego typu kluby istniały w Polsce już przed wojną. Prowadzona przez nie terapia polegała na odciągnięciu ich członków od picia przez rozrywkę, organizując im różnego rodzaju zabawy, wspólne gry, wycieczki. Do klubu w Będzinie uczęszczały jednak także takie osoby, które niespecjalnie chciały brać udział w proponowanych formach spędzania czasu, tylko rozmawiały ze sobą. Skoro Sławek usłyszał, że w Poznaniu jest taka grupa, gdzie właśnie rozmawiają, zaczął przyjeżdżać na nasze spotkania, przyglądał się temu, co robimy, uczył się i stworzył grupę AA u siebie. Kolejne grupy AA powstały we Wrocławiu i Warszawie, gdzie przenieśli je dr Leopold Cyganik i dr Bohdan Woronowicz, którzy prowadzili tam wcześniej grupy terapeutyczne. I tak idea grup AA powoli rozprzestrzeniała się, co było możliwe dzięki materiałom, które przesyłali nam Amerykanie. Obecnie w naszym kraju działa zarejestrowana w 1995 r. fundacja Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce, reprezentująca ruch również jako osoba prawna.

Warto zaznaczyć, że polskojęzyczne grupy istnieją też w Anglii, dokąd przeniósł je w 2003 r. ks. Dariusz Kwiatkowski, marianin z Lichenia, a także w Irlandii, Niemczech, w Skandynawii oraz pojedyncze w Hiszpanii i we Włoszech.

 

W czasach komunizmu rozpowszechnianie jakichkolwiek treści z Zachodu było co najmniej podejrzane. Czy Pani również doświadczyła jakichś trudności czy przeszkód ze strony władzy ludowej?

– Bezpośrednio nie miałam na szczęście żadnych kłopotów. Pamiętam jednak, jakie problemy mieliśmy z cenzurą, kiedy nie chciano nam wydać zezwolenia na publikację Dwunastu Kroków AA w wersji oryginalnej. Chodziło m.in. o to, że pojawiało się tam odniesienie do Boga. W urzędzie cenzorskim zasugerowano mi, żeby zmienić treść Kroku 5, który brzmi: „Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów” i „tego Boga, jeśli już musi być, dać na końcu”. To były trudne rozmowy, lecz zależało nam na druku tych materiałów. Bez nich trudno byłoby myśleć o rozwoju ruchu. Początkowo przepisywaliśmy je na maszynach przez kalkę, ale wkrótce ten sposób okazał się niewystarczający.

W ruchu AA mówi się zresztą dużo o Bogu, jakkolwiek się Go rozumie. Dlatego władze komunistyczne i oficjalne instytucje państwowe były mu początkowo przeciwne. Z czasem jednak ruch tak bardzo się rozwinął, że po prostu nie dało się już go stłumić.

 

Co takiego jest w ruchu AA, że alkoholicy chcą uczestniczyć w tych spotkaniach?

– Na początku czasem nie bardzo wierzą oni w tę metodę. Myślą sobie bowiem: co alkoholicy mogą mi powiedzieć, w czym mogą pomóc? Ale kiedy zawodzi leczenie farmakologiczne szukają innych sposobów. Nieraz przychodzą na pierwsze spotkanie na prośbę kogoś z bliskich. Również poradnie odwykowe zalecają, obok prowadzonej terapii, udział w spotkaniach takich grup. A kiedy już raz przyjdą, zazwyczaj zostają. Fascynuje ich na początku szczerość uczestniczących w nich osób, to, że nie są zakłamane, a kiedy mówią o swoich problemach nie są wyśmiewane, ale spotykają się ze zrozumieniem. Doświadczają też tego, jak zróżnicowany jest przekrój społeczny członków grupy. Widzą, że ci wszyscy ludzie są razem, podobnie chorują i nawzajem się wspierają. Z czasem, dzięki Dwunastu Krokom, w alkoholiku dokonuje się wielka zmiana. Po pierwsze przez to, że przestaje pić, ale efekty zaczyna przynosić także praca nad sobą, nad swoją osobowością. Z ludzi często skupionych na sobie i swoich potrzebach, zmieniają się w otwartych, chętnie pomagających innym.

 

Metoda ruchu AA jest również, i to z dobrymi skutkami, stosowana przy innych rodzajach uzależnień, prawda?

– Tak, istnieje wiele grup, które pomagają zgodnie z ideą AA innym uzależnionym, chociażby Anonimowych Hazardzistów, Anonimowych Narkomanów, Anonimowych Seksoholików, Anonimowych Pracoholików czy Anonimowych Palaczy. Pomocy potrzebują również bliscy alkoholików. Dlatego funkcjonują obecnie, działające na tych samych zasadach, grupy wsparcia także ich rodzin i przyjaciół (Al-Anon), ich dzieci (Alateen) i dorosłych dzieci alkoholików (DDA). Trzeba jednak pamiętać, że sama choroba alkoholowa jest chorobą przewlekłą i nieuleczalną. Alkoholika obowiązuje więc dożywotnia i całkowita abstynencja. Niestety, mimo rozwoju ruchu AA w naszym kraju, wciąż w społeczeństwie niska jest wiedza na temat tej choroby. Nie potrafimy najczęściej rozpoznać jej wczesnych faz i nie mamy świadomości tego, że narażony jest na nią właściwie każdy, co jest tym łatwiejsze przy rozpowszechnionym w Polsce obyczaju picia. A dużo prościej byłoby zawrócić kogoś z drogi do alkoholizmu, niż próbować przeciwdziałać tragicznym skutkom samej choroby. To tak jakby leczyć gruźlicę dopiero w stadium rozpadu płuc.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki