Logo Przewdonik Katolicki

Drużyna jest jak rodzina

Michał Bondyra
Fot.

Biskup Piotr Gregerjak sam przyznaje przez obowiązki duszpasterskie opuścił kilka spotkań fazy grupowej piłkarskich mistrzostw świata w Brazylii. Fazę pucharową oglądał już regularnie, choć sam i bez ekscytacji podobnej do tej, która zwykle towarzyszy mu na trybunach Podbeskidzia Bielsko-Biała. Rozmowa o mundialu z najbardziej zagorzałym kibicem piłkarskim wśród polskich biskupów.

Biskup Piotr Greger jak sam przyznaje przez obowiązki duszpasterskie opuścił kilka spotkań fazy grupowej piłkarskich mistrzostw świata w Brazylii. Fazę pucharową oglądał już regularnie, choć sam i bez ekscytacji podobnej do tej, która zwykle towarzyszy mu na trybunach Podbeskidzia Bielsko-Biała. Rozmowa o mundialu z najbardziej zagorzałym kibicem piłkarskim wśród polskich biskupów.

Preferencje kibicowskie papieża Franciszka są powszechnie znane. Czy Ksiądz Biskup też kibicował Messiemu i spółce?

– Nie jestem kibicem Argentyny. Mojemu sercu bliższe są zespoły z Europy. Od tej reguły zrobiłem jednak mały wyjątek w meczu ćwierćfinałowym Kostaryki z Holandią, kibicując tym pierwszym, ale niestety, nie udało się, bo po rzutach karnych wygrali Holendrzy.

 

Ojciec Święty w przesłaniu na tegoroczny mundial mówił m.in., że „piłka nożna może i powinna być szkołą nauczania kultury spotkania”. Zachowanie Urugwajczyka Luisa Suareza, który ugryzł obrońcę Włoch, czy Argentyńczyka Ezequiela Lavezziego, który oblał wodą swojego trenera, w ten nurt się nie wpisują…

– Oba incydenty, ale też inne, o których pewnie nie mamy pojęcia, bo rozegrały się w szatniach zespołów, faktycznie burzą ideę, o której zachowanie apelował papież. Zachowania Suareza i Lavezziego to jednak pokłosie pewnego natężenia emocjonalnego, wynikającego z ogromnego stresu towarzyszącego meczom rozgrywanym o mistrzostwo świata. Jeden piłkarz potrafi nad nim zapanować, innemu wychodzi to gorzej. Sam uprawiałem zawodowo sport [bp Greger grał w koszykówkę – przyp. MB] i wiem, o czym mówię. Z tamtego okresu zapamiętałem jednak też słowa mojego trenera, doskonałego wychowawcy. Mówił on, że sport zespołowy uczy żelaznej samodyscypliny oraz szacunku wobec przeciwnika, zwłaszcza tego, który – jak nam się wydaje – jest od nas słabszy. Nieprzestrzeganie tego ostatniego w meczu z Kostaryką o mało co skończyło się dla Holendrów katastrofą. Uważam jednak, że mimo tych incydentów mundial jest dobrym przykładem szacunku, samodyscypliny i co ważne, takiego ewangelicznego braterstwa.

 

Faza grupowa obfitowała w niespodzianki. Z mocarzami pokroju Włochów, Anglików czy Hiszpanów wygrywali malutcy: Kostarykanie czy Chilijczycy. Jak w walce Dawida z Goliatem.

– Nie wiem, czy zwycięstwa Kostaryki i Chile na boisku przybrały aż takie rozmiary, jak to Dawida. Ale wygrane maluczkich to esencja futbolu, gdy nie zawsze zwycięża ten teoretycznie lepszy. Ten mundial pokazał też dwie inne istotne rzeczy, że poziom piłkarstwa w świecie nie dość, że się podniósł, to bardzo się wyrównał i to, co dla nas jest bardzo bolesne – jak bardzo uciekł nam piłkarski świat. To jest przepaść, różnica dwóch klas. Jestem pewny, że nasza kadra z zespołami typu Kostaryka, Chile, Urugwaj czy Nigeria nie miałaby szans.

 

Z Kostaryką osiem lat temu wygrywaliśmy na mundialu w Niemczech.

– Tak, ale to inna Kostaryka, ale i inny futbol. Mistrzostwa w Brazylii pokazują, że piłka dziś opiera się na kondycji, ogromnym przygotowaniu motorycznym, żelaznej dyscyplinie taktycznej i taktyce. Modelowym przykładem są Niemcy. Dziś nie liczy się finezja, a końcowy efekt.

 

Ale to zabija futbol!

– Zgoda, ale za parę lat nikt nie będzie pamiętał stylu, a zdobyty tytuł. Pięknie jest, kiedy jedno z drugim współgra – jak to było czterdzieści lat temu w przypadku gry biało-czerwonych, tyle że myślę, że tamta trzecia drużyna świata dziś by sobie… nie poradziła. Obecnie gra jest bardziej dynamiczna, szybsza, liczą się w niej ułamki sekund, a dodatkowo ten efekt wzmacnia piłka, mająca inną konsystencję niż ta przed laty.

 

Tę brazylijską futbolówkę Jan Tomaszewski nazwał nawet „antybramkarską francą”. Co ciekawe, to nie nazwiska napastników, a bramkarzy takich jak Romero, Neuer, Navas, Ochoi czy Krul zapamiętamy po tych mistrzostwach. To takie mateuszowe „ostatni będą pierwszymi”?

– Nowe piłki dynamizują grę, sprawiają, że jest szybsza. Widać to nawet w meczach polskiej ekstraklasy, na którą regularnie chodzę. A co do bramkarzy i napastników. Faktycznie, ci co strzelają gole, są zwykle na świeczniku, ale wielu wybitnych współczesnych trenerów powtarza, że dobry zespół buduje się dziś od tyłu. Od bramkarza i obrońców. To jest fundament domu, który nazywa się zespół. Dziś ważniejsze staje się, by przede wszystkim nie stracić gola, a dopiero później myśli się, by coś strzelić. 

 

Do dynamicznej gry w końcu nieśmiało wchodzą techniczne nowinki.

– Technologia goal line [informująca o tym, czy piłka przekroczyła linię bramkową – przyp. MB] powinna zostać wprowadzona już 10 lat temu. Dzięki temu nie byłoby wielu skandalicznych decyzji z nieuznanymi golami. A nowinka ze spray’em była już z powodzeniem testowana podczas mistrzostw świata juniorów. Teraz po mundialu będzie też sprawdzana w polskiej lidze. Choć malowanie linii, z której ma być wykonywany rzut wolny i gdzie ma w tym czasie być ustawiony mur przeciwników, wygląda mało elegancko, to jest konieczne, bo każde 10 cm może zadecydować o tym, czy gol padnie, czy też nie. Brakuje mi jeszcze powtórek wideo, które rozstrzygałyby kontrowersyjne sytuacje, tak jak dzieje się to w siatkówce czy hokeju na lodzie.

 

Zostawmy jednak technologię i wróćmy do „czynnika ludzkiego”. Gra Alvaro Pereiry z Urugwaju, który po utracie przytomności wrócił na boisko, by wspomóc swój zespół w walce o awans z Anglią, to przykład bohaterstwa, o którym mówił papież Franciszek, czy raczej nieodpowiedzialności?

– Patrzę na to z perspektywy zawodnika, który grał. Proszę pamiętać, że dla wielu piłkarzy występ na mundialu zdarza się raz w życiu. Do tych meczów przygotowuje się kilka lat. W spotkaniu jest sytuacja stykowa, walka o być albo nie być, w której decydują niuanse. W takich momentach nawet jak człowieka coś boli, to po prostu trzeba grać, walczyć. Jako kibice patrzymy na przykład Pereiry „na chłodno”, piłkarz jest w centrum zdarzeń. Ale nawet przy największych jego chęciach, gdyby na powrót na boisko nie zezwolił lekarz, zawodnik, na murawę by nie wrócił. Pamiętajmy o tym.

 

Na poprzednim mundialu w RPA FIFA zakazała prezentowania symboli i gestów religijnych. Tym razem głośno było o modlitwie sztabu i zawodników Kostaryki, którą odmawiają wspólnie przed każdym treningiem. Czy takie jasne deklaracje wiary przy okazji tak dużych turniejów są ważne?

 

– Od jakiegoś czasu lansowane jest przekonanie, że jak coś jest religijne, to znaczy, że jest niezdrowe. Jeśli człowiek jest wierzący, to uczestniczy we wszystkich sferach życia włącznie z tą religijną i ją wyraża. To przecież naturalne. Znak krzyża, wspólna modlitwa czy Msza św. dla piłkarzy to nic nadzwyczajnego. Wiara nie kłóci się z zawodowym sportem. Pięć dni po mundialu, w Bielsku meczem Podbeskidzia z Pogonią Szczecin inauguruje rozgrywki polska Ekstraklasa. W czwartek po ostatnim treningu kierownictwo, sztab trenerski i zawodnicy Podbeskidzia spotykają się ze mną na Mszy św. Tak jest zawsze zarówno na początku, jak i na końcu sezonu ligowego. Zespół z księżmi modli się też na Wielkanoc czy Boże Narodzenie, bo drużyna jest jak rodzina, która jeśli wierzy, to praktykuje. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki