Logo Przewdonik Katolicki

Ewangelizacja to nieustanna przygoda

Kamila Tobolska
Fot.

Rozmowa zks. Rafałem Jarosiewiczem,dyrektorem Szkoły Nowej Ewangelizacji diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej.

Rozmowa z ks. Rafałem Jarosiewiczem, dyrektorem Szkoły Nowej Ewangelizacji diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej.

Lato to dla wielu czas wypoczynku, a Ksiądz jest tak zapracowany, że nasze spotkanie graniczyło z cudem...

− Nie ukrywam, że w wakacje mam najbardziej napięty kalendarz. Latem mnóstwo ludzi włącza się w rozmaite inicjatywy ewangelizacyjne. Chce się szkolić i formować, ale przede wszystkim nieść Dobrą Nowinę innym. Na letnie miesiące przygotowujemy więc taki program, aby w poszczególnych tygodniach, w różnych miejscach, także poza naszą diecezją, zaproponować im udział w konkretnych wydarzeniach ewangelizacyjnych.

 

„Przygotowujemy”, tzn. Szkoła Nowej Ewangelizacji, której Ksiądz jest dyrektorem?

− Tak, dokładnie. Szkoła Nowej Ewangelizacji to w naszej diecezji rzeczywistość zrzeszająca różne ruchy i wspólnoty, które chcą razem korzystać z bogactwa dzieła nowej ewangelizacji. Formują się poprzez kursy ewangelizacyjne i wykorzystują proponowane na nich narzędzia ewangelizacyjne, aby jak najlepiej służyć innym. W praktyce wygląda to tak, że te wspólnoty łączą się i razem podejmują dzieło ewangelizacji w ramach rozmaitych akcji.

 

A wszystko to pod czujnym okiem waszego pasterza, bp. Edwarda Dajczaka. Mając takiego opiekuna, zapewne czujecie się pewniej?

Ksiądz biskup przez wielu nazywany jest pionierem nowej ewangelizacji. Kiedy w latach 90. przyjechał do nas, kilkunastu osób nieformalnie ewangelizujących na festiwalu Woodstock w Żarach, stwierdził, że musi tam powstać większe dzieło. W jego tworzenie zaangażował Szkołę Nowej Ewangelizacji św. Tymoteusza z pobliskiego Gubina, i tak z czasem inicjatywa ta przybrała nazwę Przystanek Jezus. Teraz rozrosła się ona do potężnych rozmiarów. Co roku angażują się w nią setki osób.

W taki sam sposób kilka lat temu bp Dajczak zainicjował Przystań z Jezusem, czyli ewangelizację, która jest skierowana do ludzi przyjeżdżających na kołobrzeski Sunrise Festival. Ksiądz biskup ma taki zmysł inicjowania, wskazywania i rozeznawania, gdzie trzeba nieść Pana Jezusa. Zanim Franciszek zasiadł na Stolicy Piotrowej, bp Dajczak mówił nam o wielu rzeczach, które teraz papież nazywa po imieniu. To pokazuje, jak mocno Duch Święty działa w Kościele.

 

Przystanek Jezus to było Księdza pierwsze doświadczenia ewangelizacyjne?

− Nie. Zanim zacząłem jeździć z grupą ludzi na Woodstock, wcześniej spotykałem się z nimi na ewangelizacji na Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie (po raz ostatni odbył się on w 1994 r. – przyp. red.). Chwilę wcześniej doświadczyłem Bożej miłości. Doświadczyłem spowiedzi z całego życia, tego, że Bóg kocha grzesznika i wydobywa go na powierzchnię. Moje powołanie do kapłaństwa przyszło dużo później, ale jestem przekonany, że rodziło się ono właśnie podczas inicjatyw ewangelizacyjnych. Było owocem tego, że doświadczyłem żywego Kościoła, który niesie Chrystusa i wychodzi naprzeciw ludziom. Bardzo się też cieszę, że zaczynałem jako świecki ewangelizator. Dzięki temu przekonałem się, iż ludzie świeccy mogą i potrafią głosić Jezusa. Ewangelizacja nie jest zarezerwowana tylko dla osób duchownych.

 

Jest Ksiądz bardzo zaangażowany w kołobrzeską Przystań z Jezusem, ale wasza szkoła podejmuje, jak już wspomnieliśmy, wiele innych dzieł.

− W tym samym czasie co Przystań z Jezusem w naszej diecezji będzie się odbywać się Ewangelizacja Nadmorska, podczas której ludzie przemierzają plaże, głosząc Jezusa. Na koniec ci ewangelizatorzy dołączą również do Przystani z Jezusem.

Jednym z naszych dzieł jest rozpoczynający się 1 sierpnia jedenastodniowy „Kurs Paweł”, który przygotowuje do tego, by głosić Jezusa wśród najbliższych, w miejscu pracy, na uczelni, ale także na ulicach czy w więzieniach. Sam zdecydowałem się wziąć w nim udział, kiedy będąc już ewangelizatorem na Woodstocku, zobaczyłem, z jaką prostotą osoby, które go ukończyły, prowadzą ludzi do spotkania z Bogiem, do zawierzenia swojego życia Chrystusowi. Odkryłem, że one znają już drogę, której ja nie znam.

 

W drugiej połowie sierpnia wyrusza Ksiądz z kolei do Lichenia.

− Zgadza się. Jako szkoła jesteśmy zaangażowani w organizację tygodniowych warsztatów dla liderów, które w tamtejszym sanktuarium poprowadzi o. John Bashobora, charyzmatyk z Ugandy. Uczestniczyć w nich będzie około tysiąca osób. Na ich zakończenie o. Bashobora poprowadzi na placu przed bazyliką jednodniowe rekolekcje eucharystyczne dla 30 tys. osób (więcej na www.slowostalosiecialem.pl – przyp. red). Oprócz tego w zasadzie codziennie organizujemy ewangelizacje, np. uliczne czy wsi lub związane z mobilnym konfesjonałem.

 

No właśnie, mobilny konfesjonał, który wszędzie może dotrzeć, to kolejna inicjatywa waszej szkoły.

− Kiedy prowadziliśmy ewangelizacje na ulicach, rynkach miast, przy centrach handlowych czy też podczas koncertów, brakowało nam zacisznego miejsca, w którym osoby proszące o spowiedź mogłyby skorzystać z tego sakramentu. Szczególnie odczuwaliśmy to podczas Przystani z Jezusem, bowiem na Sunrise Festival jest grana bardzo głośna muzyka. Stąd pomysł odpowiednio oznaczonego samochodu – busa, w którego wnętrzu znajduje się konfesjonał. Po wcześniejszym uzgodnieniu chętnie go wypożyczamy, miał więc już okazje sprawdzić się w wielu miejscach w Polsce. Podczas akcji ewangelizacyjnych, podejmowanych w miejscach, w których pojawia się mobilny konfesjonał, zauważamy, że ludzie będący poza Kościołem czy na jego obrzeżach odczytują to jako wyjście Kościoła do nich. W tym konfesjonale zdarzają się spowiedzi po kilkudziesięciu latach i padają deklaracje powrotu do Kościoła. Okazuje się, że ludziom poranionym, także przez nas, duchownych, czasem łatwiej przyjść do takiego konfesjonału niż do parafii. Niekiedy zdarza się, że stawiamy go na dachu galerii handlowej, na znajdującym się tam parkingu. Wtedy przypomina mi się, że – jak mówił Jezus – Ewangelię mamy głosić na dachach.

 

Bus z konfesjonałem należy do Fundacji SMS z Nieba, która powstała wokół kolejnej Księdza inicjatywy, polegającej na rozsyłaniu drogą SMS-ową słowa Bożego i myśli świętych na każdy dzień.

− Wierzę, że to naprawdę Boże dzieło, bowiem trwa ono już osiem lat i cały czas się rozwija. Codziennie pojawiają się nowe osoby, które chcą od nas za darmo otrzymywać SMS-y. W tej chwili wysyłamy ich już miliony w ciągu roku. Na szczęście Pan Bóg daje finanse pozwalające utrzymać to dzieło. Jest też ekipa wspaniałych wolontariuszy, którzy się w nie angażują. Wprawdzie nie zachęcamy do przesyłania SMS-ów zwrotnych, ale zdarza się, że np. jednego dnia kilkaset osób dzieli się z nami tą drogą swoim doświadczeniem, jak dane słowo zadziałało w ich życiu. Każdy, kto chciałby otrzymywać SMS-y z nieba, może uaktywnić tę usługę na naszej stronie www.smsznieba.pl.

 

Czy przy takiej mnogości podejmowanych inicjatyw czuje się Ksiądz ekspertem od ewangelizacji?

– Faktycznie, ktoś kiedyś o mnie powiedział, że jestem ekspertem od ewangelizacji. Tak, jestem ekspertem, bo ekspert to ktoś, kto popełnił już wszystkie możliwe błędy (śmiech). Przyznaję, że ewangelizując, popełniłem tysiące błędów i nadal je popełniam. Ewangelizacja to zresztą nieustanna droga i przygoda. Cieszę się, że mogę uczyć się ewangelizacji ciągle na nowo. Wiem też, że w prowadzeniu ludzi do Jezusa nie ma schematów. Pan Bóg i tak przychodzi tak, jak chce. Doświadczam tego na co dzień.

Jestem świadomy moich słabości i niedoskonałości. Wiem jednak, jak wiele dał mi Pan Bóg. On jest źródłem mojej radości i szczęścia. Mój udział w ewangelizacji, czy to nad morzem, czy w Bieszczadach, wynika jedynie z pragnienia głoszenia Jezusa, a nie z chęci „zaliczenia” wszystkich możliwych akcji ewangelizacyjnych.

 

Zapewne dane jest Księdzu czasami zobaczyć też owoce swoich działań?

− Ja mam tylko siać, a Bóg wie, kiedy dać wzrost. Największą radość czuję, kiedy widzę konkretne osoby, które po głoszeniu im słowa Bożego chcą zmienić swoje życie. Po tym, jak doświadczyły Bożej miłości i uwolnienia z grzechów, zawierzają swoje życie Chrystusowi. Często są to ludzie, którzy wiele już doświadczyli, a po tym, jak naprawdę spotkali Jezusa, podejmują dalsze konkretne kroki, np. udają się na odwyk, podejmują terapię, zaczynają prostować swoje życie. Angażują się we wspólnoty i zakładają rodziny. Taka jest Ewangelia. Kiedy jest głoszona, dotyka serc, umysłów i przemienia życie.

 

Czy ma Ksiądz w sercu jeszcze jakieś pragnienia związane z ewangelizacją?

 

− Oczywiście, że mam. Chociażby pragnienie podjęcia dużej, systematycznej ewangelizacji ludzi dorosłych, która mogłaby się odbywać na polskich stadionach. Takie spotkania formacyjne mogłyby przebiegać na wzór spotkań dla młodych na Lednicy. Marzy mi się satelitarne połączenie między stadionami w różnych miastach tak, by jednocześnie setki tysięcy ludzi mogły razem wielbić Boga. Kiedy dowiedziałem się, że w 2016 r. Światowe Dni Młodzieży odbędą się Krakowie, w moim sercu zaiskrzyło pragnienie, by na ten czas wynająć kilka stadionów. W czasie kiedy młodzi ludzie zgromadzą się na spotkaniu z papieżem, dorośli mogliby wspólnie modlić się tam za swoje dzieci i wnuki. Ale nie wiem, czy Bóg pozwoli, aby to marzenie się spełniło...

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki