Logo Przewdonik Katolicki

Komu kibicuje Franciszek?

Krzysztof Bronk
Fot.

Ojciec Święty Franciszek jest kibicem i to od swoich najmłodszych lat.Jako papież zdaje sobie przy tym sprawę z ogromnej siły oddziaływania, jaką ma współczesny sport.Mówił o tym w specjalnym przesłaniu napisanym na mistrzostwa świata w piłce nożnej w Brazylii.

Ojciec Święty Franciszek jest kibicem i to od swoich najmłodszych lat. Jako papież zdaje sobie przy tym sprawę z ogromnej siły oddziaływania, jaką ma współczesny sport. Mówił o tym w specjalnym przesłaniu napisanym na mistrzostwa świata w piłce nożnej w Brazylii.

Całe szczęście, że jest to mecz towarzyski, przynajmniej nie mam dylematu, komu kibicować – mówił papież Franciszek, kiedy w sierpniu ubiegłego roku stawili się u niego piłkarze Włoch i Argentyny. Zjechali się wówczas do Rzymu, by dla uczczenia nowego pontyfikatu rozegrać spotkanie towarzyskie. Nowy biskup Rzymu, Argentyńczyk, ale z włoskiej rodziny, nie musiał wybierać. Mógł kibicować jednym i drugim.

 

Piłka jest okrągła

Na mundialu jest już inaczej. Tutaj gra jest o wielką stawkę, o tytuł mistrza świata. Organizatorzy mundialu dobrze wiedzą, komu kibicuje Franciszek. Kiedy więc poprosili go o specjalne przesłanie na rozpoczęcie mistrzostw, dodali małe zastrzeżenie, aby papież nie zdradzał się ze swych preferencji, bo Brazylia i Argentyna to w Ameryce Łacińskiej odwieczni rywale. Papież nie ukrywa swojej sympatii do piłki nożnej. Tu, w Rzymie już przy kilku różnych okazjach wspominał, jak w dzieciństwie chodził na stadion El Gasómetro, by kibicować stołecznemu klubowi San Lorenzo. „Pamiętacie ten gol Pontoniego z 1946 r.? Ciekawe, czy ktoś z was potrafiłby coś takiego?” – pytał Franciszek włoskich i argentyńskich piłkarzy, pokazując tym samym, jak silnie sportowe wydarzenia zapisały się w jego pamięci. Na mecze Jorge Bergoglio niekiedy chodził sam, najczęściej z ojcem, ale bywały też niedziele, że na trybunach zasiadała cała rodzina. „Były to radosne chwile, piękne niedziele, wracaliśmy do domu szczęśliwi, ja i moi bliscy. Bardzo bym chciał, aby piłka nożna i inne popularne dyscypliny sportu odzyskały ów wymiar święta” – mówił Franciszek, kiedy w ubiegłym miesiącu spotkał się z zawodnikami Fiorentiny i Napoli, dwóch włoskich klubów, które następnego dnia spotkały się w finałowym meczu o puchar Włoch. O zadbanie o ten świąteczny, rodzinny wymiar kibicowania apelował też papież podczas wspomnianego na wstępie spotkania reprezentacji Włoch i Argentyny. Zwracając się do działaczy sportowych, prosił, by zadbali o w pełni sportowy charakter rozrywek, o wyeliminowanie przemocy, wrogości. „A wtedy zobaczycie, że rodziny znów powrócą na trybuny” – zapewniał Franciszek.

 

Bezinteresowność i piękno

Ojciec Święty zdaje sobie sprawę, jak wielką siłę oddziaływania ma sport we współczesnym świecie. Zwraca na to uwagę przede wszystkim samym zawodnikom, ilekroć może się z nimi spotkać. „Wy, drodzy piłkarze, jesteście bardzo popularni – mówił papież przed meczem Włoch i Argentyny. – Ludzie bardzo uważnie na was patrzą. Nie tylko kiedy jesteście na stadionie, ale również poza nim. Jest to odpowiedzialność społeczna. (…) Chciałbym wam przypomnieć, że wasze zachowanie jest punktem odniesienia, wzorem. Dobro, które czynicie, jest zdumiewające. Waszym zachowaniem, waszą grą, waszymi wartościami czynicie dużo dobrego, ludzie na was patrzą. Korzystajcie z tego, by rozsiewać dobro. Nawet jeśli nie zdajecie sobie z tego sprawy, dla tak wielu osób, które patrzą na was z podziwem, jesteście wzorem, zarówno w dobrym, jak i w złym. Bądźcie tego świadomi i dawajcie przykład lojalności, poszanowania i altruizmu. Jesteście punktem odniesienia dla tak wielu młodych i wzorem wartości wcielanych w życie” – powiedział Franciszek do włoskich i argentyńskich piłkarzy. W podobnych słowach zwrócił się również do zawodników Fiorentiny i Napoli:  „Znajdujecie się w centrum zainteresowania – mówił papież – a wielu z waszych kibiców to ludzie młodzi, niekiedy bardzo młodzi. Pamiętajcie o tym. Wiedzcie, że wasze zachowanie ma reperkusje, dobre i złe. Bądźcie zawsze prawdziwymi sportowcami”. Porównując dzisiejszy sport z tym, który znał z dzieciństwa, sprzed 60, 70 lat, Franciszek wskazuje na zagrożenia wypływające z nadmiernej profesjonalizacji i komercjalizacji sportu. Papież przyznaje, że w jakiejś mierze jest to nieuniknione, apeluje jednak do sportowców, aby starali się zachować podstawowe cechy sportu w jego dawnej, amatorskiej postaci. Chodzi tu konkretnie o ducha koleżeństwa, bezinteresowność i piękno. Piękno rozumiane prawdopodobnie przez Franciszka nie w kategoriach estetycznych, ale raczej jako harmonia i zgodność. O sile oddziaływania sportu, wielkich imprez sportowych na świat mówił papież w specjalnym telewizyjnym przesłaniu na rozpoczęcie mistrzostw w Brazylii. Początkowo miało ono zostać wkomponowane w samą ceremonię inauguracyjną, ostatecznie jednak, ze względu na kontrowersje społeczne wokół mundialu, wyemitowano je w brazylijskiej telewizji w przeddzień rozpoczęcia mistrzostw.

 

Przesłanie dla piłkarzy i kibiców

W przesłaniu tym papież podchodzi do mundialu po duszpastersku, by nie powiedzieć po jezuicku. Nie koncentruje się na czekających nas doznaniach sportowych, ale na tym, czego możemy się nauczyć, śledząc te mistrzostwa. Piłka nożna jest bowiem zdaniem papieża nośnikiem wielu wartości, takich jak lojalność, wytrwałość, przyjaźń, współpraca czy solidarność. Są one ważne nie tylko na boisku, dlatego mundial może się stać dla nas szkołą życia. W sposób szczególny papież zachęca, abyśmy od piłkarzy uczyli się trzech rzeczy. Przede wszystkim treningu. Jest on według Franciszka metaforą życia. „Również w życiu trzeba walczyć, zaprawiać się, angażować, aby osiągnąć dobre wyniki. Duch sportowy odsyła nas do wyrzeczeń, które kształtują charakter człowieka” – powiedział Franciszek. Druga lekcja mundialu to szeroko rozumiany fair play. „Gra drużynowa wymaga, byśmy przede wszystkim mieli na względzie dobro drużyny, a nie własne. Aby wygrać, trzeba pokonać indywidualizm, egoizm, wszelkie formy rasizmu, nietolerancji i instrumentalnego traktowania drugiego człowieka” – powiedział papież. Dodał przy tym, że indywidualizm jest przeszkodą zarówno w drużynie, jak i na boisku. W końcu Franciszek zachęcił, by od piłkarzy uczyć się poszanowania przeciwnika. „Nikt nie wygrywa w pojedynkę, ani na boisku, ani w życiu. Niech nikt się nie wyobcowuje, ani nie czuje wykluczony!” – apelował Ojciec Święty. Jeszcze ważniejszą rolę wychowawczą ma sport, kiedy jest osobiście praktykowany. Franciszek wyjaśniał to dość obszernie 7 czerwca, kiedy okolice Watykanu przemieniły się w małe miasteczko sportowe. Na głównej ulicy wiodącej do placu św. Piotra, Via della Conciliazzione, pojawiły się zaimprowizowane boiska do siatkówki i koszykówki, bieżnie czy maty do judo i karate. Do Watykanu zjechało niemal 100 tys. sportowców i działaczy sportowych. 70-lecie istnienia obchodziło bowiem Włoskie Centrum Sportowe, instytucja zrzeszająca kluby i organizacje sportowe o inspiracji chrześcijańskiej. Po całodziennym festynie sportowcy spotkali się wieczorem z papieżem. Idźcie na całość, w życiu nie zadowalajcie się przeciętnym remisem, nie bądźcie letni. Zawsze dążcie do zwycięstwa – apelował do nich papież. Po raz kolejny potraktował sport jako swoistą metaforę życia. W życiu tak jak w sporcie trzeba iść na całość – mówił. – Dotyczy to również relacji z Bogiem. Życie trzeba poświęcić temu, co liczy się naprawdę i trwa na zawsze.

 

Bez sportu nie ma parafii

 

Franciszek nawiązał do dobrych tradycji włoskiego Kościoła na tym polu. Przypomniał, że wiele stowarzyszeń sportowych powstało i nadal działa przy parafiach i oratoriach. Jeśli przy parafii nie ma grupy sportowej, to czegoś w niej brakuje – powiedział Ojciec Święty. Zastrzegł jednak, że działalność tych grup musi być zgodna z tożsamością parafii. Inaczej, lepiej żeby ich w ogóle nie było – powiedział. Papież przyznał, że takie kościelne grupy sportowe są doskonałym narzędziem ewangelizacji. Pozwalają bowiem Kościołowi zbliżyć się do człowieka, by pomóc mu spotkać Jezusa Chrystusa i poprawić swoje życie. Franciszek przypomniał, że wielu księży i zakonnic zaczynało właśnie od sportu, w którym dojrzewali do swego powołania. Papież wskazał ponadto, że sport to również antidotum na patologie społeczne wśród młodzieży. Dlatego ze szczególnym apelem zwrócił się do polityków, zapewniając ich, że jeśli młodzi będą mieli dostęp do sportu, edukacji, a następnie do miejsc pracy, to nie będzie ani narkomanii, ani alkoholizmu. Bo są to rzeczy, które rozwijają człowieka i niosą go naprzód. Na zakończenie warto zaznaczyć, że zamiłowanie Franciszka do sportu nie jest czymś wyjątkowym wśród papieży. Jeśli chodzi o osobistą aktywność na tym polu, to oczywiście niedoścignionym wzorem jest tu Jan Paweł II. Ale również Benedykt XVI, który, choć uprawianie konkretnych dyscyplin nigdy go specjalnie nie pociągało, potrafił docenić społeczną rolę sportu, również kibicowania. W 1985 r., przed mundialem w Meksyku, napisał nawet krótki artykuł, w którym na poważnie zastanawia się nad fenomenem mistrzostw świata w piłce nożnej. Uznaje je za desperacką próbę powrotu do raju. Nawet jeśli bezdyskusyjności tego twierdzenia nie potwierdza bieżąca obserwacja mundialowych rozgrywek, to warto pamiętać o tej nobilitacji i sportowców, i kibiców. Warto byśmy wszyscy znów mogli obserwować częściej tylko tę jaśniejszą stronę sportu – szlachetną rywalizację, podziw dla zwycięzców i szacunek dla przegranych w uczciwej walce. 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki